Do sklepów Makro nie wejdziesz z małym dzieckiem. Klient: To dyskryminacja

Do sklepów sieci Makro nie można wejść z dzieckiem mającym mniej niż 1,4 m wzrostu. Bulwersuje to niektórych klientów. - Nie rozumiem polityki Makro i dla mnie jest ona oderwana od rzeczywistości - pisze Bartosz, czytelnik Alertu24.pl. Pracownicy sklepu tłumaczą się regulaminem i przekonują, że to dla dobra klienta.
Regulamin sieci Marko jasno podkreśla: do sklepu nie można wprowadzać zbyt niskich dzieci. Chodzi o zagrożenie związane z krążącymi po hali wózkami widłowymi. Ich operatorzy mogą nie zauważyć osoby o wzroście poniżej 1,4 metra. - Dla mnie to jawny przykład dyskryminacji i podziału klientów na lepszych i gorszych - mówi Bartosz Danowski, były klient sieci.

Ostrzegajcie, nie zakazujcie

- Teren hal nie jest miejscem bezpiecznym dla małych dzieci, nawet jeśli przebywają one pod opieką rodziców, w wózkach czy na rękach - twierdzi Magdalena Figurna, przedstawicielka sieci Makro. - Chwila nieuwagi mogłaby prowadzić do tragedii, której za wszelką cenę chcemy uniknąć. Nawet kosztem niezadowolenia niektórych klientów, którzy chcieliby robić zakupy w dni powszednie ze swoimi pociechami - dodaje.

Zdaniem naszego czytelnika polityka sklepu jest zupełnie nietrafiona. - Za bezpieczeństwo dziecka odpowiada rodzic, nie sklep - twierdzi. - Nie rozumiem zakazu noszenia dziecka na rękach lub w nosidełku. Skoro ja mam powyżej 1,4 m i jestem bezpieczny, to trzymane przeze mnie dziecko także powinno być bezpieczne - mówi portalowi Gazeta.pl.

W ocenie klienta sklep nie powinien zakazywać wprowadzania dzieci, a jedynie ostrzegać o możliwości wystąpienia zagrożenia. - To rodzic odpowiada za bezpieczeństwo dziecka i rodzic podejmuje decyzję, czy wejść z nim do sklepu - przekonuje. - Zasada jest rezultatem wieloletnich obserwacji i badania problemu bezpiecznej obsługi. Zakaz nie ma charakteru dyskryminującego - ripostuje Magdalena Figurna.

Nie ma nawet kącika dla dzieci, jak w innych sklepach

Dla rodziców Makro przewidziało furtkę - w weekendy do sklepu można zabrać dzieci do sklepu. Problem w tym, że specyfika sieci polega na tym, że jego klienci to najczęściej osoby prowadzące własną działalność gospodarczą. Ich tydzień pracy często nie jest usystematyzowany. - Prowadząc działalność gospodarczą nie mam weekendów - mówi Bartosz Danowski. - Pracuję wtedy, gdy mam coś do zrobienia. To równie dobrze może być sobota lub niedziela - dodaje.

Nasz czytelnik jest zdania, że Makro spokojnie mogłoby ominąć ten problem. - Skoro tak boją się o bezpieczeństwo, dlaczego nie zorganizują kącika dla dzieci? - pyta. - Tak robi wiele dużych sklepów. Tam rodzić spokojnie może zostawić dziecko podczas zakupów - twierdzi.

Magdalena Figurna przyznaje, że pomysł stworzenia takiej przestrzeni jest warty rozważenia.