Kilka miesięcy czekają na wypłatę. "Teraz dostałem pieniądze za lipiec" [WIDEO]

Pracownicy biura ochrony skarżą się na pracodawcę. Twierdzą, że po wypłatę muszą stać w dużych kolejkach, a pieniądze dostają po kilku miesiącach. - Ja jestem starej daty, ale czegoś takiego jeszcze nie widziałem - opowiada jeden z pracowników. - Zarządzanie tak dużą i różnorodną grupą pracowników jest logistycznym wyzwaniem - twierdzi natomiast przedstawiciel firmy.
Ochroniarze zatrudnieni przez warszawską firmę Impuls po wypłatę mogą zgłosić się tylko we wtorek lub czwartek, w ściśle określonych godzinach. - Pieniądze wypłacają nam tylko dwa razy w tygodniu, pomiędzy godziną 13 a 15 - mówi Grzegorz*.

Co więcej, jak informują nasi rozmówcy, na wypłatę trzeba bardzo długo czekać. - W październiku dostałem pieniądze za lipiec - mówi nam Grzegorz. - Czekać można nawet kilka miesięcy - dodaje jego kolega, Piotr, który jako ochroniarz dorabia do emerytury.



Czas oczekiwania wydłuża także procedura wydawania pieniędzy, której trzyma się firma. Pracownik, zanim będzie mógł zgłosić się do kasy po wynagrodzenie, musi zapisać się na listę. Przydziela mu się wtedy numer. Potem, we wtorek lub czwartek, pracownik czeka w kolejce, aż kasjerka wyczyta jego nazwisko, zgodnie ze sformułowaną wcześniej listą.

Nikt nie wie, kiedy dostanie pieniądze

Problem w tym, że nie można precyzyjnie oszacować, kiedy nastąpi kolej danego pracownika. Firma nie jest w stanie przewidzieć, ile pieniędzy danego dnia będzie mogła przeznaczyć na wypłaty. W efekcie pracownicy muszą przychodzić do kasy "w ciemno". - Ja jestem starej daty, ale czegoś takiego jeszcze nie widziałem. Nawet za PRL-u stało się w kolejce po mięso czy wymarzony telewizor, ale nigdy po wypracowane pieniądze - twierdzi Mariusz.

Dlaczego na pieniądze trzeba czekać nawet kilka miesięcy? Anna Wąsińska, przedstawicielka firmy Impuls, tłumaczy, że kluczowym problemem jest fakt, że 60 proc. pracowników nie ma kont w bankach. - Pomimo apeli zespołu zarządzającego firmą, niewielka część grupy pracowników nieposiadających kont zdecydowała się na ich założenie - napisała w wiadomości przesłanej portalowi Gazeta.pl. - Organizowanie wypłat gotówkowych jest dodatkowym i zbędnym nakładem pracy dla pracodawcy i dla pracownika. Wymaga telefonicznego umawiania się i dojazdu do biura - twierdzi.

Firma przyznaje jednak, że nie jest w stanie w danym miesiącu zabezpieczyć wystarczającej kwoty. - Do tej pory rezerwy finansowe pozwalały na terminowe wynagradzanie pracowników. Niestety, od dwóch miesięcy nasz deficyt nie pozwala nam na pokrycie wszystkich kosztów funkcjonowania firmy. Informujemy na bieżąco zainteresowanych pracowników, że dokonanie wypłat nastąpi bezpośrednio po uregulowaniu należnych wpłat za faktury - twierdzi Anna Wąsińska.

Zdaniem przedstawicieli firmy winę za opóźnienia ponoszą w dużej mierze także sami pracownicy. - Pracownicy zobowiązani są do dostarczania inspektorom ds. osobowych kart przepracowanych godzin, tzw. godzinówek, za miniony miesiąc do piątego dnia następnego miesiąca - twierdzi Wąsińska. - Niestety, około 15 proc. pracowników nie udaje się dotrzymać terminów, co skutkuje opóźnieniami wypłat - dodaje.

Problem najwyraźniej stanowi także kryzys gospodarczy. Dotknięte nim firmy - kontrahenci Impulsu - z powodu problemów finansowych często nie wywiązują się z płatności

Wkrótce będzie lepiej?

Firma Impuls zapowiada, że już we wrześniu zaczęła wdrażać zmiany, które pozwolą na poprawę sytuacji. - Zatrudniono nowy wykwalifikowany personel zarządzający i koordynujący - informuje Wąsińska. Nowi pracownicy mają pomóc m.in. w procesie rozliczania godzinówek, co być może przyśpieszy wypłaty. Firma zaapelowała także do pracowników o założenie kont osobistych.

- Jesteśmy w stałym kontakcie ze wszystkimi pracownikami bez względu na problemy, z jakimi się zwracają do zespołu zatrudnionego w centrali - twierdzą przedstawiciele Impulsu. - Pracownik w momencie zatrudnienia otrzymuje kontakt do swoich bezpośrednich przełożonych, do dyżurnego i do biura - przekonują.

Zdaniem Anny Wąsińskiej firma dąży do zniwelowania sytuacji, w której pracownicy są niezadowoleni. - Impuls zatrudnia ponad 400 osób. Zarządzanie tak dużą i różnorodną grupą pracowników jest logistycznym wyzwaniem - podkreśla Wąsińska.

* Imiona rozmówców zostały zmienione