Co komu wolno wrzucić na YouTube. Duża firma grozi internaucie sądem [WIDEO]

Firma znanego wrocławskiego biznesmena nęka internautę, by usunął z YouTube nakręconą przez siebie wideorelację z wypadku samochodowego. Powód? Na lamborghini, którego kraksa spowodowała ogromny korek, było logo tej firmy. Zaniepokojony internauta nie wie, co robić. - Czy to normalne? Przecież to był wypadek w miejscu publicznym
9 września, późnym popołudniem doszło we Wrocławiu do wypadku. Sportowe lamborghini uderzyło w przydrożne barierki przy placu Dominikańskim. W efekcie całe centrum było zakorkowane. Krzysztof, czytelnik Gazety.pl, akurat tamtędy przechodził. Od razu zaczął filmować. Wideo umieścił jeszcze tego samego dnia wieczorem w internecie. - Film wystawiłem na YouTube jako relację dziennikarską. Chciałem pokazać, jak w takiej sytuacji pracują służby. Z filmu nie mam korzyści finansowych - opowiada Krzysztof.



Krzysztof sfilmował uszkodzony samochód, akcję straży pożarnej, pokazał, jak wypadek wpłynął na ruch uliczny - w okolicy powstał ogromny korek. - To zwyczajna relacja. Ludzi to interesuje, szukają takich informacji, chcą wiedzieć, dlaczego stali w korku - tłumaczy. Dwa dni później Krzysztof dostał zaskakującego e-maila. Przedstawiciel LC Corp, firmy należącej do Leszka Czarneckiego, zażądał natychmiastowego usunięcia wideo z internetu. Powód? Na karoserii rozbitego samochodu, który sfilmował Krzysztof, widnieje logo firmy. - Zupełnie nie spodziewałem się czegoś takiego - mówi nasz czytelnik, które przeczytał jeszcze w e-mailu dość zagadkowe zdanie: "Auto podczas wypadku nie było przez nas wynajmowane".

Nie używałem niczyjego znaku towarowego, po prostu nakręciłem uliczny wypadek

Najwyraźniej spółka Czarneckiego uznała, że film zagraża jej wizerunkowi. "Witam, nasz dział prawny zajmie się tą sprawą. Występujemy o udostępnienie Pani/Pana danych do serwisu YouTube i będziemy dochodzić swoich praw na drodze sądowej" - czytam w wiadomości, jaką Krzysztof otrzymał od jednego z pracowników spółki za pośrednictwem YouTube. Firma zarzuca naszemu czytelnikowi użycie znaku towarowego firmy bez jej zgody i grozi konsekwencjami prawnymi.

- Czy to normalne? - zastanawia się Krzysztof. - Czy ja naprawdę nie mam prawa wrzucić na YouTube filmu, który dokumentuje wypadek w miejscu publicznym? Przecież to właśnie robią dziennikarze.

Prawnik: "To absurd. Przecież firma dobrowolnie wystawiła logo na widok publiczny"

O opinię w tej sprawie poprosiłem prawnika zajmującego się prawem prasowym. - To taki absurd, że aż nie wiem, jak to skomentować - mówi Tomasz Ejtminowicz, prawnik i wspólnik Meritum Kancelaria Radców Prawnych. - Roszczenia firmy są całkowicie nieuzasadnione. Skoro oznaczyli swój samochód i to tak wyraźnymi emblematami, to sami dobrowolnie zgodzili się na wystawienie logo firmy na widok publiczny. Poruszanie się w przestrzeni publicznej jest przecież jawne. Nie ma żadnych przepisów, które pozwalałyby cenzurować tego typu zdarzenie - dodaje.

Zdaniem Ejtminowicza komunikat, jaki firma wysłała do internauty, może nawet nosić znamiona zastraszania i szantażu. - Powoływanie się przez LC Corp na prawa do znaku towarowego nie ma tu nic do rzeczy - podkreśla prawnik.

Firma LCC "nie jest zainteresowana rozmową"

Skontaktowałem się w tej sprawie z firmą LC Corp S.A. Po szczegółowym wyjaśnieniu, w jakiej kwestii dzwonię, usłyszałem, że pan Wojciech Adasik - osoba odpowiedzialna w tej firmie za kontakt z mediami - "nie jest zainteresowany rozmową na ten temat".

Na razie Krzysztof nie usunął filmu z YouTube. O sprawie w internecie robi się coraz głośniej. W chwili, gdy pisałem ten artykuł, wideo ze zniszczonym lamborghini obejrzało już ponad 156 tysięcy osób. - Tu nie chodzi tylko o mnie - mówi Krzysztof. - Czy każdy internauta publikujący takie filmy w internecie powinien spodziewać się takich gróźb? Przecież żyjemy w demokracji, mamy wolność słowa - dodaje.