CBŚ zatrzymało trzy osoby w Zielonej Górze

Ok. godz. 12 do restauracji "Retro", która mieści się niedaleko dworca PKP, weszło trzech funkcjonariuszy CBŚ. Zatrzymano trzy osoby. - Słychać było strzały - napisał na Alert24 świadek zdarzenia.
Ok. południa do kawiarni ''Retro'' wszedł pierwszy mężczyzna. Usiadł przy stoliku niedaleko baru, zamówił herbatę. Dzwonił przez komórkę. Po chwili pojawili się w restauracji kolejni dwaj mężczyźni w podobnym wieku ok. 25-30 lat. Kelnerki nie przypominają sobie, by wcześniej mężczyźni gościli w kawiarni.

- Nie wyglądali na przestępców - opowiada właścicielka ''Retro'', która prowadzi bar od pięciu lat, ale pierwszy raz była świadkiem, by do lokalu wbiegli antyterroryści.

W restauracji było jeszcze dwóch innych klientów. Na sali (w drugiej części) pod ścianą siedział tylko chłopak z dziewczyną. Tuż po godz. 12 do restauracji wpadli policjanci. Wcześniej zablokowali ulicę okalającą bar, otoczyli budynek. Zabronili przechodniom podchodzić zbyt blisko.

- Było ich kilkunastu, w czarnych kominiarkach z bronią za pazuchą. Przyjechali pięcioma autami. Po chwili rozległy się dwa strzały - opowiada jeden z taksówkarzy, który w chwili policyjnej akcji stał na dworcowym postoju. - Nie wiedzieliśmy kto strzela, czy gangsterzy czy policja. Pierwsza myśl - odpalać auto i uciekać.

- Po godz. 12 pod restaurację "Retro" podjechał samochód cywilny, z którego wysiadło trzech uzbrojonych mężczyzn, którzy weszli do środka budynku - relacjonuje internauta, który o zdarzeniu poinformował Alert24. I dodaje - Wydawało mi się, że w tym momencie padły strzały. Na zewnątrz czekały już radiowozy. Po około piętnastu minutach wszyscy opuścili budynek i odjechali na sygnale w nieznanym kierunku.

Kelnerki przerażone wystrzałami schowały się na zapleczu. - Rozpłakały się, bo na początku wszyscy myśleliśmy, że doszło do jakiegoś wybuchu - opowiadają właściciele kawiarni.

Mężczyźni zdziwieni zasadzką policji nawet nie próbowali uciekać. Potulnie wyciągnęli ręce do skucia.

Policja tłumaczy, że podczas akcji nie użyto broni. - Podczas akcji strzelano z amunicji hukowej - wyjaśnia Krzysztof Hajdas z Komendy Głównej Policji. Strzały miały tylko zaskoczyć gangsterów i ułatwić ich zatrzymanie.

Mężczyźni to mieszkańcy woj. dolnośląskiego. Byli poszukiwani kilkoma listami gończymi. 26-letni Daniel P. był ścigany przez dolnośląski sąd oraz CBŚ. Śledczy zarzucają mu rozboje oraz pobicie ze skutkiem śmiertelnym jednej ze swoich ofiar. Jego kolega, 30-letni Jacek P. był poszukiwany przez sądy w Gdyni i we Wrocławiu , za podobne przestępstwa. Marek G. jest podejrzewany o handel narkotykami. Dziś zatrzymani zostaną przewiezieni do aresztów właściwych sądom prowadzącym ich sprawy.

Policjanci przeprosili za to, że zakłócili spokój w restauracji. - Zapytali czy nic nie zostało zniszczone. Byli kulturalni, choć stracha napędzili nam niezłego - kończą właściciele, którzy choć wystraszeni, nie chcieli zamykać restauracji.

Chcesz mieć zawsze świeże informacje z Twojego regionu? Ściągnij alertownię na swoją stronę internetową



Więcej o: