Pomyłka mundurowych. "Wycelowali we mnie broń, a ja modliłem się, żeby to była policja"

Wielkopolscy policjanci pomylili adresy i z hukiem weszli do domu przypadkowego mieszkańca podpoznańskich Koziegłów. Ten był przekonany, że ktoś chce go napaść. Gdy sytuacja się wyjaśniła, funkcjonariusze wychodząc zamiast słowa "przepraszam" mieli powiedzieć tylko "tak bywa".


W ostatni piątek o ósmej rano pan Bartosz Konowalik usłyszał dzwonek do drzwi. - Pomyślałem, że może to listonosz. Zerknąłem przez wizjer, ale ktoś go zasłonił. Zapytałem "kto tam?". W odpowiedzi usłyszałem tylko "otwieraj!" i serię wyzwisk - relacjonuje w rozmowie z TOK FM. Za chwilę ktoś zaczął też kopać w drzwi. - Znowu zapytałem "kto tam?" i powiedziałem, że dzwonię na policję, na co usłyszałem "to sobie dzwoń" - opowiada. Pan Bartosz na początku myślał, że ktoś chce go napaść. W pewnym momencie osoba, która zasłaniała wizjer, na chwilę zsunęła palec. Wtedy pan Bartosz zobaczył grupę zamaskowanych osób z bronią. - Byłem w totalnym szoku. Bałem się, że za chwilę zaczną do mnie strzelać, modliłem się, żeby to była policja. - mówi, nie kryjąc emocji. Przestraszony w końcu otworzył drzwi. Natychmiast został powalony na ziemię, a razem z nim jego kolega, który również przebywał wtedy w mieszkaniu.

'To nie tu, pomyliliśmy się'

Mężczyźni rozbiegli się po pokojach, pytali o jakieś nazwisko, którego pan Bartosz nie znał. - Cały czas leżałem na ziemi, celowali w moim kierunku z broni. Nagle... konsternacja. Po chwili słyszę jak jeden z mężczyzn mówi do drugiego: 'to nie tu, to nie tu, pomyliliśmy się...' Zapytałem, o co chodzi. Odpowiedzieli, że szukają 'groźnego przestępcy'. Po tym domyśliłem się, że to jednak jest policja - relacjonuje . Jak mówi, wcześniej żaden z mężczyzn nie powiedział mu kim są. Funkcjonariusze mieli na sobie cywilne ubrania, nikt nie krzyknął "policja!", nie pokazał legitymacji.

Kiedy policjanci pozwolili panu Bartoszowi wstać, zapytał, co funkcjonariusze mają zamiar zrobić z tą sytuacja. Usłyszał: "Nic, tak bywa". Gdy powiedział, że on tak tego nie zostawi, wyśmiali go.

Zamiast przeprosin, pocieszanie

Pan Bartosz poszedł więc złożyć skargę do komendy, która nadzorowała akcję. Z jego relacji wynika, że również tam nie usłyszał słowa "przepraszam". Policjanci mieli mu powiedzieć jedynie, że wszystko sprawdzą i pocieszać, że i tak miał szczęście, bo mundurowi dysponują chociażby narzędziami do wyważania drzwi, więc sytuacja mogła się skończyć dużo gorzej.

Jak przyznaje rzecznik wielkopolskiej policji Andrzej Borowiak w tym przypadku rzeczywiście doszło do pomyłki. Dopiero on publicznie przeprosił pana Bartosza - Oczywiście to nie powinno się wydarzyć, tym bardziej, że w przeszłości podobne przypadki już się zdarzały. Postępowanie policjantów nie było takie, jakbyśmy wszyscy tego oczekiwali - mówi. Rzecznik zapewnia, że w sprawie zostanie przeprowadzone postępowanie wyjaśniające i obiecuje, że wobec winnych zostaną wyciągnięte konsekwencje. Pan Bartosz tymczasem zapowiada, że będzie domagał się zadośćuczynienia.

Wyrok za Łódź

Rzeczywiście to nie pierwsza tego typu pomyłka mundurowych. Nawet dzisiaj sąd ma ogłosić wyrok w procesie, w którym dwie łodzianki domagają się od Komendy Stołecznej Policji w sumie 20 tys. zł za szkody poniesione wskutek pomyłki antyterrorystów. Na początku marca ubiegłego roku grupa funkcjonariuszy z Wołomina wtargnęła do mieszkania przy ul. Legionów w Łodzi. Policjanci wyważyli drzwi i wrzucili granat ogłuszający. grupa funkcjonariuszy z Wołomina wtargnęła do mieszkania przy ul. Legionów w Łodzi. Policjanci wyważyli drzwi i wrzucili granat ogłuszający. W mieszkaniu były matka i nieletnia córka.

Okazało się, że funkcjonariusze pomylili numery mieszkań. Z relacji poszkodowanych wynika, że antyterroryści weszli do mieszkania krzycząc, by padły na podłogę. Zniszczyli m.in. wykładzinę w kuchni oraz uszkodzili drzwi.

Według kobiet działania policji doprowadziły do tego, że do tej pory muszą korzystać z pomocy psychologa. Domagają się zapłaty za bezprawne działania policji po 10 tys. zadośćuczynienia dla każdej z nich. Pełnomocnik policji wniósł o oddalenia powództwa podkreślając, że prokuratura umorzyła śledztwo w tej sprawie.

Więcej o: