Kurski straszy firmę badającą oglądalność TVP: "Wyciągniemy jedyne rozsądne dla nas wnioski"

1. TVP zażądała od firmy Nielsen kodów pocztowych badanych przez nią osób
2. Firma odpowiedziała, że informacji o tych osobach nie ujawni
3. Kurski zapowiada: "Wyciągniemy z tego jedyne rozsądne dla TVP wnioski"

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas

"Dłużej tolerować tej sytuacji się nie da. Jeżeli w najbliższym czasie nie otrzymamy kodów pocztowych panelu pozwalających sprawdzić jego reprezentatywność - uznamy, że firma Nielsen działa na naszą niekorzyść. I wyciągniemy z tego jedyne rozsądne dla Telewizji Polskiej wnioski" - grzmi prezes TVP Jacek Kurski w wywiadzie dla portalu wpolityce.pl

Kurski jest wściekły, bo Nielsen Audience Measurement, badająca oglądalność stacji telewizyjnych, odmówiła udostępnienia TVP kodów pocztowych osób, które wzięły udział w badaniu przeprowadzonym przez tę firmę. A z badania wyszło, że TVP1 i TVP 2 ogląda teraz mniej osób niż sam Polsat lub sam TVN. To najgorsze wyniki oglądalności TVP w historii. Nielsen tłumaczył, że w umowie z tymi osobami zapisano, że ich dane nie zostaną opublikowane. O tych wynikach pisaliśmy tutaj>>>

Jogurt i kod pocztowy

TVP wydała oświadczenie, że raporty Nielsena "budzą wątpliwości". Teraz Kurski przystąpił do ataku na firmę.

"Błędy pomiarów Nielsena nadwyrężają naszą wiarygodność i z czasem, bo jeszcze nie, mogą narazić na znaczne straty finansowe" - mówi Kurski. I dodaje: "Telewizja Polska płacąc Nielsenowi kilkadziesiąt milionów złotych nie ma prawa do danych, które potwierdziłyby nam wiarygodność konstruowania panelu? To śmieszne".

Jak odrzuca argument o konieczności zachowania w tajemnicy kodów badanych? "Zwróćmy uwagę, że idąc do hipermarketu i kupując jogurt za 1,39 zł bywamy pytani czasem o kod pocztowy, bo tak się właśnie bada geograficzne rozłożenie klientów. Pod jednym kodem pocztowym w Polsce mieszka od kilku do kilkudziesięciu tysięcy ludzi, zatem nie ma najmniejszego zagrożenia dla danych osobowych uczestników panelu".



"Gdyby firma udostępniła kody, mielibyśmy pewność, czy nasze wątpliwości co do wiarygodności badania są uzasadnione i czy wynik może być wypaczony. Kody potwierdziłyby to, co wiemy nieoficjalnie, że olbrzymia część kraju, w tym dziesiątki powiatów w ogóle nie są w panelu Nielsena reprezentowane. Bastiony PiS mają w badaniu mniej reprezentantów niż wynosi norma, a miejsca, gdzie chętniej głosowano na Platformę i Nowoczesną są reprezentowane ponad normę" - twierdzi Kurski.

"Chory monopol za czasów PO"

"Gdyby wierzyć Nielsenowi, to PiS nigdy by wyborów w Polsce nie wygrało, i w ogóle nie ma takiej Polski, w której PiS by mogło wygrać. Ale ta Polska jest. I ona jednak wygrała 25 października. Tylko, że nie ma jej w panelu" - upiera się Kurski. I dodaje: "Próbę dyskredytacji telewizji publicznej odbieram jako nagonkę nieprzychylnych nam mediów wykorzystującą niemiarodajne pomiary rzekomego spadku naszej oglądalności".

Kurski wie też, co jest powodem tej sytuacji: "chory monopol, na który za czasów PO zgodziła się TVP. Nielsen ma na rynku mediów monopol i są to wyniki nieweryfikowalne, oni są jak wyrocznia. Nie da się tego kontrolować. Co prawda firma zgadza się na audyt raz na cztery lata, ale pod warunkiem, że zaakceptują audytora i audytor będzie z zagranicy. Czyli mają kontrolować sami siebie. Przecież to komedia. I taka firma decyduje o kształcie wartego 5 miliardów złotych rynku reklamowego". 

"To zamieszanie z badaniami oglądalności odbieram jako szaniec przeciwników politycznych obecnej władzy i podważanie wiarygodności nowej konstelacji personalnej po zmianie, która nastąpiła w mediach 8 stycznia" - podsumowuje w wywiadzie prezes TVP.

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!