Orgie seksualne i wina za tysiące, czyli polityka i biznes od kulis według kelnera zakładającego podsłuchy

?Jak podsłuchałem system: Ośmiorniczki, czyli elita na widelcu? to tytuł książki Konrada Lassoty, który zajmował się winem w warszawskiej restauracji Amber Room i instalował tam podsłuchy. Wybraliśmy jej najpikantniejsze fragmenty.
"Zrobiłem to, bo mogłem. Złość na bezkarność elit i brak perspektywy zmiany sytuacji sprawiły, że przystałem na propozycję kolegi, Łukasza" - twierdzi Lassota. Podobno Łukasz, menedżer saloników vipowskich i jedyna osoba odpowiedzialna za nie w restauracji Sowa& Przyjaciele, przez trzy miesiące uparcie namawiał Konrada do współpracy. Ten wreszcie się zgodził. "Nagrywałem rozmowy czołowych polskich polityków i biznesmenów w Pałacu Sobańskich - w siedzibie restauracji Amber Room oraz Klubu Polskiej Rady Biznesu, gdzie pracowałem jako osoba zajmująca się winem, czyli sommelier" - przyznaje już na początku, twierdząc zarazem, że za podsłuchiwanie za którym miały stać służby specjalne, nie wziął ani grosza. W przeciwieństwie do Łukasza, który miał pobierać za to regularne wynagrodzenie.

Praska prokuratura zakończyła śledztwo w sprawie afery podsłuchowej we wrześniu zeszłego roku. Oskarżone są cztery osoby: biznesmen Marek F., jego współpracownik Krzysztof R. oraz dwóch kelnerów z warszawskich restauracji, czyli Łukasz i Konrad Lassota, autor książki. Prokuratorskie materiały obejmują 66 nagranych rozmów. Ich bohaterami jest kilkadziesiąt osób z polityki i biznesu. Między innymi nieżyjący już miliarder Jan Kulczyk, a także politycy z pierwszych stron gazet: Sławomir Nowak, Radosław Sikorski, Elżbieta Bieńkowska czy Jan Vincent Rostowski.

"Był na ich każde skinienie"

Politycy znali Łukasza od lat. Zanim trafił do restauracji Roberta Sowy, pracował w innym popularnym warszawskim lokalu. Gdy objął nową posadę, szybko aktywował stare dobre kontakty. Pamiętał co kto lubi jeść, a na co jest uczulony. Wydzwaniał do kolejnych polityków i biznesmenów, po czym zapraszał ich do lokalu przy ul. Czerniakowskiej (w tej chwili miejsce po restauracji Sowa&Przyjaciele jest puste - red.). Bardzo o nich dbał, był na każde skinienie, a ponoć nawet zajmował się z czasem umawianiem spotkań biznesmenów z politykami. To właśnie przede wszystkim jego starania sprawiły, że do lokalu zaczęli przychodzić kolejni ważni goście. Obroty rosły, więc do dwóch vipowskich sal dorobiono trzecią i czwartą, adaptując nawet restauracyjne podziemia.

Goście czuli się bezpiecznie w salonach dla vipów. Zwłaszcza, że niejednokrotnie przed wizytami sprawdzali je oficerowie BOR. Przychodzili tam chętnie, zapraszali kolegów. I nie tylko. Wpływowi goście paradowali nago, spotykali się z prostytutkami, dochodziło do seksualnych orgii: "Począwszy od gołych spotkań i wymiany nagich zdjęć między dwoma rozpoznawalnymi mężczyznami, którymi przez pewien czas dysponował Łukasz poprzez regularne wizyty prostytutek, na orgiach seksualnych z udziałem celebrytek skończywszy"- opisuje Lassota. Jak dodaje, nagie zdjęcia bywalców restauracji, znajdowały się na telefonie N.: "Nagie zdjęcia były również w telefonie Łukasza zabezpieczonym przez ABW. To wszystko działo się w kuluarach restauracji "Sowa i Przyjaciele"".

Kiedyś pewien polityk i biznesman zaprosili podobno do restauracji dwie panie z "warszawskiego pseudocelebryckiego światka". Zeznały później w prokuraturze, że nie pamiętają, czy uprawiały wówczas seks. Nagranie też nie odświeżyło im pamięci - twierdziły zgodnie, że wypiły kieliszek szampana i straciły pamięć. "Od Łukasza wiem, że ich stawka za taki wieczór wynosiła trzy tysiące złotych plus wino i jedzenie. Status pokrzywdzonych mają także dwaj mężczyźni, obaj żonaci, występujący również na innych zarejestrowanych rozmowach" - twierdzi Lassota.

Nowak bryluje, Sikorski jest skąpy

Podobno Radosław Sikorski zwykle nie kwapił się do płacenia rachunku. Kelnerzy opowiadali też, że raczej nie zostawiał też napiwków. Za to kulinarne upodobania miał raczej klasyczne. "Jeżeli polędwica wołowa, to półkrwista z czerwonym winem z Bordeaux. W przypadku halibuta lub dorsza - białe, oleiste burgundzkie wino" - opisuje Lassota.

Z kolei Elżbieta Bieńkowska miała smak mniej wyrafinowany. Najchętniej zamawiała "delikatne i świeże białe wina spoza Europy oraz ryby wszelkich gatunków".

Dużo barwniej opisany jest w książce Sławomir Nowak, były model, który potrafił otwierać szampana kieliszkiem: "Sztuczka ta nie jest specjalnie trudna, wymaga jedynie odpowiedniego trafienia podstawą kieliszka w miejsce klejenia butelki na szyjce. Wysiłek zostaje wynagrodzony zachwytem oglądających" - czytamy.

Według Lassoty najmniej wymagającymi gośćmi byli politycy Polskiego Stronnictwa Ludowego. To tradycjonaliści, którzy najchętniej zajadali się staropolskimi daniami. Zamawiali tatary, dziczyznę i zmrożoną wódkę. "Łatwo im było sprzedać jakiekolwiek danie, odwołując się do historii, nawet jeżeli opowieść była zmyślona. Za przykład niech posłuży carpaccio z homara z rzekomymi powiązaniami do... przebiegającego przez Polskę w przeszłości Bursztynowego Szlaku" - opisuje Lassota.

Wino za 2,5 tysiąca

Podobno ludowcy, w przeciwieństwie do polityków Platformy Obywatelskiej czy Sojuszu Lewicy Demokratycznej, nigdy nie jadali w pośpiechu. Delektowali się posiłkami, a do rachunków podchodzili beztrosko. "Nie mogłem wyjść z podziwu, kiedy Łukasz, doskonale o tym wiedząc, naciągnął ich na pięćset złotych dodatkowej opłaty. Uczestnikami spotkania było trzech polityków Polskiego Stronnictwa Ludowego oraz dwóch sympatyków tego ugrupowania. W dodatku dwie z pięciu osób były związane z ekonomią i finansami. Końcowy rachunek wyniósł około tysiąca dziewięciuset złotych" - przyznaje autor.

Jako największego konesera Konrad Lassota przedstawia Jana Kulczyka. Bogacz zawsze wiedział, na co ma ochotę i nigdy się ani nadmiernie nie objadał, ani nie upijał. Zazwyczaj wybierał czerwone wina, no, chyba że jego rozmówca nalegał na inny trunek. Swoich towarzyszy podejmował winami po 2,5 tys. zł za butelkę. Podobno to bardzo umilało rozmowy o finansach np. o kupnie przedsiębiorstwa chemicznego Ciech.

Kulczyk miał gest

"Lubował się w winach z Bordeaux. Jego ulubionym rocznikiem był 1995. Miał do niego słabość, choć również dawał się namówić na wina z roczników sąsiadujących. Jego standardem była butelka nie droższa niż trzy i pół tysiąca złotych. Płacił tyle za wina, którymi podejmował ważnych gości, jak i za te, z których wypijał jedynie kieliszek, a resztę zostawiał" - dowodzi autor książki.

Najbogatszy Polak miał gest. Podobno dawał kelnerom po 500 euro napiwku. Lubił królewską rybę - solę dover, do której zwykle brał delikatne sałatki. Czasem jadł mięso, unikając przy tym ciężkostrawnych dań. "Nigdy natomiast nie widziałem go spożywającego deser" - wspomina Lassota.

Dlaczego na taśmach nie ma polityków Prawa i Sprawiedliwości? Według Lassoty odpowiedź na to pytanie jest banalnie prosta - posłowie PiS po prostu nie pojawiali się w restauracjach. "W kuluarach mówiło się, że jednym z zaleceń prezesa Kaczyńskiego było niekorzystanie z drogich restauracji oraz hoteli. Dzięki temu uniknąć można kłucia w oczy żelaznego elektoratu, który mógłby nie wybaczyć pławienia się w luksusach" - dowodzi.

Czy rzeczywiście tak było? Kto podsłuchy zlecił i kto na nich zarobił? To ma wyjaśnić proces przed sądem.



Książka "Jak podsłuchałem system: Ośmiorniczki, czyli elita na widelcu" ukaże się 13 kwietnia.

Więcej o: