Palikot: Następne wybory? Kwaśniewski na premiera, ja - na prezydenta

- Poprzemy podniesienie wieku emerytalnego, ale warunkowo - zapowiedział w rozmowie z ?Newsweekiem? Janusz Palikot. I obiecał, że jeszcze w tym tygodniu namiesza w rozmowach Tuska z Pawlakiem ws. tej reformy. Lider RP snuł też scenariusze na dalszą przyszłość: - Gdybym przed kolejnymi wyborami dostał od Kwaśniewskiego ofertę: pan na prezydenta, ja na premiera, tobym ją przyjął.
- Wiem od dwóch miesięcy, że Waldemar Pawlak z Donaldem Tuskiem są dogadani. To, co my obserwujemy, jest tylko teatrem dla opinii publicznej. Pawlak chce pokazać, że jest twardy. Gra o przywództwo. Jemu takie zachowania są potrzebne - mówił o tańcu koalicji wokół reformy emerytalnej Palikot.

W wywiadzie dla "Newsweeka" zapowiedział też kolejne wstrząsy na scenie politycznej. - My mamy przygotowane pewne polityczne działania na wtorek-czwartek. Jak one wyjdą, to strasznie skomplikują sprawy na scenie politycznej. Z tej gry Tuska z Pawlakiem zrobi się poważniejsza sytuacja - obiecywał.

"Mam Donalda Tuska w ręku"

Tłumaczył, że reformy emerytalnej chce użyć do zerwania z wizerunkiem partii happenerskiej. - W styczniu zaproponowałem członkom klubu, że w przeciwieństwie do PiS i SLD my nie powiemy "nie, bo nie" w sprawie 67. Powiemy "Tak, ale...". Wyróżnimy się w opozycji. W ten sposób z partii happenerskiej zmienimy się w partię o zdolnościach politycznych. (...) Żadnymi billboardami się nie oczyścimy. Człowiek oczyszcza się w realnym działaniu politycznym.

Palikot oświadczył również, że "ma Donalda Tuska w ręku". - Mamy w tej chwili 10 ludzi z Platformy, którzy chcą przejść. Nie bierzemy ich, bo mielibyśmy kompletną awanturę polityczną - opowiadał Palikot. - Gdyby Platforma w ten sposób straciła, to faktycznie mielibyśmy przyspieszone wybory. Tymczasem (...) można doprowadzić do sytuacji, w której koalicja PO-PSL wisi na włosku - dodał.

"Liczę na przyspieszone wybory"

Palikot mówił też o dalszych scenariuszach. Najbardziej ma mu zależeć na przyspieszonych wyborach, by wybory prezydenckie i parlamentarne nie odbywały się w tym samym czasie, bo "wtedy musiałby kandydować na prezydenta". - Wolałbym, by odbyły się w 2013 czy 2014 roku. Gdyby wybory były teraz, to najprawdopodobniej mielibyśmy trzy partie po 20 proc. - wyrokował polityk.

Przy okazji tych kolejnych wyborów chciałby też - jak zadeklarował - ściśle współpracować z Aleksandrem Kwaśniewskim. - Gdybym dostał od Kwaśniewskiego ofertę: pan będzie kandydował na prezydenta, ja na premiera, robimy wspólną listę i wchodzimy do gry, tobym to zaakceptował. Nie widzę tego. On się boi, że straci majestat - skwitował.

Na koniec jednak wyraził nadzieję, że były prezydent jeszcze zmieni zdanie. - Kwaśniewski powinien zrozumieć, że posunięcie się o jeden most za daleko nie oznacza, że spalę całe miasto. Wierzę, że czas przekona go, by zaryzykował - oświadczył.