Historycy gromią Bundestag

Niemieccy politycy, gloryfikując zasługi wypędzonych dla pojednania z sąsiadami, wysłali fałszywy sygnał - piszą w liście otwartym wybitni historycy z całego świata. Reagują na niedawną uchwałę Bundestagu domagającą się m.in. dnia niemieckich wypędzonych.
To pierwszy przypadek, by historycy zajmujący się II wojną światową, czasami nazizmu i powojennymi deportacjami Niemców tak zdecydowanie upomnieli niemieckich polityków. "Ta uchwała to fałszywy sygnał z punktu widzenia historii i polityki" - podkreśla 68 badaczy, głównie z Niemiec (m.in. nestor tamtejszych historyków prof. Heinrich August Winkler czy znani badacze nazizmu - prof. Eckart Conze i prof. Norbert Frei), ale też z Polski (prof. Włodzimierz Borodziej), Czech (prof. Kristina Kaiserova), USA oraz Izraela. Pięciu podpisanych pod listem naukowców zasiada w powołanej niedawno radzie naukowej berlińskiego muzeum wypędzonych, które zamierza zbudować rząd naszych zachodnich sąsiadów.

"Uciekinierzy i wypędzeni na całym świecie, także niemieccy, mają prawo do szacunku i pamięci. O milionach uciekinierów na świecie, których zmuszono do opuszczenia ich ojczyzn, wspomina się każdego roku 20 czerwca będącego na mocy uchwały Zgromadzenia Ogólnego ONZ Światowym Dniem Uchodźcy. Po co dokładać do tego ? ogólnoniemiecki dzień pamięci o ofiarach wypędzeń? ?. ? Karta Wypędzonych ?z 5 sierpnia 1950 r. jest dla takiego ewentualnego upamiętnienia najgorszą z legitymacji" - czytamy w liście.

To właśnie tę "Kartę" - deklarację przyjętą przez organizacje Niemców deportowanych po II wojnie z Polski, Czechosłowacji i ZSRR - gloryfikuje uchwała Bundestagu, uznając ją za kamień węgielny na drodze do pojednania z sąsiadami. Uchwała przeszła głosami rządzącej koalicji chadeków z liberałami, którzy chcieli w ten sposób przypodobać się wyborcom w lokalnych wyborach w Badenii-Wirtembergii. Są one ważne dla gabinetu Angeli Merkel, bo landy obsadzają Bundesrat, drugą izbę parlamentu. Gdyby koalicja przegrała te wybory, straciłaby głosy potrzebne w Bundesracie do skutecznego rządzenia.

"W ? Karcie ?nie ma ani słowa o przyczynach wojny, narodowosocjalistycznych masowych zbrodniach, mordach na Żydach, Polakach, Sinti i Romach, radzieckich jeńcach wojennych i innych prześladowanych grupach, ani słowa o Generalnym Planie Wschodnim, który przewidywał wypędzenie i wyniszczenie milionów słowiańskich podludzi po ostatecznym zwycięstwie" - piszą naukowcy. "Zamiast tego niemieccy wypędzeni zaliczyli się sami do najbardziej doświadczonych cierpieniem tych czasów. Słowo ? pojednanie ?nie pojawia się w ? Karcie Wypędzonych ?. Zamiast tego w sposób całkowicie niedopuszczalny rezygnują oni w tym dokumencie z zemsty i odwetu, tak jak gdyby można mieć do zemsty prawo. A za proklamowanym prawem do ojczyzny ciągle stało w 1950 r. żądanie terytorialnej rewizji powojennych granic".

To samo podczas debaty w Bundestagu wytykali politycy opozycyjnej SPD, Zielonych i Lewicy. Przekonywali, że uchwała zaszkodzi wizerunkowi kraju. - To wykrzywianie historii - mówili i podkreślali, że prawdziwe pojednanie zapoczątkowali dopiero polscy biskupi, którzy w 1965 r. przekazali niemieckim hierarchom list ze słynnym zdaniem: "Wybaczamy i prosimy o wybaczenie".

Oburzenie naukowców wywołuje też to, że pod "Kartą Wypędzonych" podpisali się byli naziści, w tym członkowie SA i oficerowie SS. Do dziś Związek Wypędzonych Eriki Steinbach nie rozliczył się z tej przeszłości.

- Zastanawiam się, czy posłowie, którzy głosowali za uchwałą, czytali dokument, który wychwalali. Skoro w uchwale jest napisane, że "Karta" to podstawowy dokument w historii powojennych Niemiec, to w ten sposób zrównano osiągnięcia kanclerza Adenauera z deklaracją byłych nazistów - mówi "Gazecie" prof. Krzysztof Ruchniewicz, sygnatariusz listu, szef Centrum im. Willy'ego Brandta Uniwersytetu Wrocławskiego i członek rady naukowej berlińskiego muzeum wypędzonych.

Politycy chadecji przekonują nieoficjalnie, że rząd nie będzie w ogóle brał uchwały pod uwagę i nie zgodzi się na ustanowienie dnia wypędzonego. - Sama otoczka wokół tej sprawy budzi nasz niepokój. Niemieccy politycy wiedzieli, że sprawy niedawnej przeszłości i pojednania z Polską czy Czechami to kruchy lód. A mimo to zdecydowali się na konfrontację z sąsiadami tylko po to, by zdobyć głosy. To zadrażnienie było niepotrzebne - ocenia prof. Ruchniewicz.

Przeczytaj także: uchwałę Bundestagu oraz polskie tłumaczenie listu historyków.

Historycy z całego świata potępiają uchwałę Bundestagu gloryfikującą zasługi wypędzonych dla pojednania z sąsiadami. Czy boisz się, że taka uchwała zaszkodzi stosunkom polsko- niemieckim?
Weź udział w dyskusji:
Historycy gromią Bundestag
Aby skomentować ten i inne artykuły zapraszamy na forum.gazeta.pl