Putin płaci sobowtórowi ABB-y

Rosyjski premier okazał się wielbicielem ABB-y. Sprowadził na zamknięty koncert dla sześciu osób sobowtóra szwedzkiej grupy, co kosztowało 30 tys. dol. - piszą brytyjskie gazety, a za nimi co bardziej niezależne media rosyjskie.
Kilka londyńskich gazet, w tym "The Times", twierdzi, że Björn Again, abbopodobny, bo złożony z blondynki, brunetki i dwóch chłopaków zespół wykonujący hity szwedzkiej grupy, w największej tajemnicy pojechał 22 stycznia do Moskwy. Stamtąd został przewieziony "ok. 200 km od stolicy, gdzieś nad jezioro Wałdaj" (tam znajduje się jedna z najbardziej znanych rezydencji rosyjskich dygnitarzy).

Gości, jak potem opowiadali muzycy, przywitali najpierw snajperzy i ochroniarze. I tylko przed samym koncertem wykonawcy zrozumieli, dla kogo ta rewia.

Władimir Putin według jednych gazet był w smokingu i muszce, według innych - miał barwny krawat. Premier bawił się ponoć znakomicie. Klaskał, przytupywał, krzyczał: "Brawo!". Poza nim na sali było jeszcze pięciu widzów, w tym towarzysząca Putinowi "tajemnicza kobieta w długiej kremowej sukni". - Być może to żona - domyśla się Aileen McLauglhin z Björn Again.

Po koncercie, w trakcie którego sobowtór ABB-y zabawiał Putina 15 piosenkami (m.in. "Waterloo", "Mamma Mia", "Thank You for the Music"), wykonawcy dostali 30 tys. dol. honorarium (sześć pensji prezydenta Rosji) i ruszyli w drogę powrotną.

ABBA jeszcze w ZSRR cieszyła się szczególnymi względami. Inne zachodnie zespoły w radzieckich mediach nie istniały, a szwedzka grupa co tydzień miała na pierwszym kanale telewizji swoje pół godziny - ponoć dlatego, że gensek Leonid Breżniew po prostu ją uwielbiał.

Prezydent Dmitrij Miedwiediew ma inny gust muzyczny, dlatego na ubiegłorocznym koncercie z okazji 15. rocznicy Gazpromu wystąpił jego ulubiony zespół Deep Purple.

Nikt nie wie, czy ulubieni wykonawcy przywódców Rosji przed występami postarali się o zezwolenie na pracę w tym kraju. W styczniu Aleksandr Aksionow, jeden z szefów Federalnej Służby Migracyjnej, zapowiedział, że zagraniczne gwiazdy, które za spore honoraria występują na zamkniętych koncertach przed ważnymi Rosjanami, łamią prawo, jeśli nie mają formalnego pozwolenia na pracę. Muszą też płacić podatki od zarobionych w Rosji pieniędzy.

Aksionow uważa, że np. przyjeżdżająca potajemnie na koncerty do Rosji Madonna (ponoć śpiewała na urodzinach jednej z córek Putina) to po prostu gastarbeiter, który musi przestrzegać praw rosyjskich.