Europejski kraj w Azji, czy azjatycki w Europie? Izrael obchodzi 60. urodziny.

Dlaczego tyle mówimy o tym małym, siedmiomilionowym kraju? Izrael, postrzegany jako państwo, które niewoli Palestyńczyków, jednocześnie przyciąga miliony turystów piękną przyrodą i historią. To miejsce, w którym przeciwności są przyjętą normą. Chociaż nie, nie są - tam przecież norm nie ma. Bo jak można zrozumieć specyfikę wyznaniowego państwa, które na Eurowizję wysyła transwestytę?
Izraelczycy na swój kraj mówią: balagan .Są bardzo zdziwieni, gdy powie im się, że to polskie słowo - bo ono przecież tak trafnie oddaje życie Izraelczyków, że na pewno musi być hebrajskie.

Do Izraela każdy przyjeżdża po coś. To nie jest kraj, o który się "zahacza" po drodze. Jedzie się bić z terrorystami, albo z rasistami w izraelskiej armii, modlić do któregoś z Bogów, albo na ogromną paradę gejowską. Albo wszystko na raz - Ziemia Święta już nie takie przypadki widziała.

Bo to jest Ziemia, która rzeczywiście wrażeń dostarcza od groma. Trzeba się pogodzić z tym, że musimy porzucić wszystkie nasze wyobrażenia o tym jak żyją Żydzi i Palestyńczycy.

Podział na podziale

Całe szczęście, że Izrael toczy wojnę z terrorystami, inaczej pewnie byśmy sami się pozabijali - powtarzają czasem Izraelczycy.

Gdy szedłem kiedyś małą uliczką Jerozolimy, byłem świadkiem kłótni dwóch starszych kobiet w kolejce przed sklepem. Jak można było zobaczyć po ubiorze i usłyszeć po akcencie - jedna była Aszkenazi (czyli Żydówką z Europy), a druga Sfardi (czyli Żydówką z Hiszpanii, Maghrebu, albo Bliskiego Wschodu). W Izraelu wszyscy się kłócą - to taka forma komunikacji - więc nikt oprócz mnie się specjalnie nie przysłuchiwał. Stałem jak wmurowany, gdy usłyszałem jak kobieta Sfardi mówi: - Szkoda, że wszystkich Was Hitler nie wymordował! Wyglądało to tak, jakby obie panie koniecznie chciały temperaturą dyskusji dogonić tą panującą w mieście - było wtedy blisko 44 stopnie.

W Izraelu podziałów na różnych płaszczyznach jest więcej, niż mieszkańców. Podział na sabry i nie sabry - czyli urodzonych w Izraelu i przyjezdnych. Podział na Żydów i gojów, na Żydów religijnych i tych trochę mniej, bądź wcale, czy wreszcie na kraje, z których się do Izraela przybyło.

Wszechobecna religia

Izrael jest państwem wyznaniowym, żydowskim. Blisko 10% jego obywateli to ortodoksyjni Żydzi, żyjący w enklawach, częściowo odcięci od świata, głosujący na własną partię - Szaas, która zajmuje się niemal wyłącznie wywalczaniem dla nich kolejnych przywilejów. Jest też jednak liberalną, otwartą i względnie tolerancyjną demokracją. Jak to pogodzić? W sposób dość kuriozalny.

Podobnie jak w przedwojennej Polsce, w Izraelu nie istnieje instytucja ślubu cywilnego. Można go wziąć w obrzędzie dowolnej religii - tych w Ziemi Świętej nie brakuje - ale nie można pobrać się przed państwowym urzędnikiem. Czasy i obyczaje jednak się zmieniły i nie wszystkim to odpowiada. Dlatego państwo oficjalnie zachęca ateistów, aby brali ślub na pobliskim Cyprze. Jeśli jesteś zakochany i chcesz wejść na następny poziom zobowiązań, z Izraela możesz popłynąć na Cypr, wziąć ślub i wrócić - a państwo za wszystko zwróci Ci pieniądze, a może nawet ufunduje miesiąc miodowy.

W ramach trudnego kompromisu udało się też np. władzom Jerozolimy wypracować następujące porozumienie: w dzielnicy Mea Szearim, która jest bastionem skrajnej żydowskiej ortodoksji jest jedna ulica (główna, która rozcina ją na pół), którą można poruszać się samochodem w szabat (czyli sobotnie święto, w trakcie którego obowiązuje m.in. zakaz podróżowania). Jeśli jednak zboczysz - szybko pożegnaj się z samochodem, może on zostać bowiem obrzucony przez ortodoksów kamieniami.

Z drugiej jednak strony nikomu nie przeszkadza fakt, że w żydowskim państwie jedną trzecią kraju budzi co świt śpiew muezina z pobliskiego meczetu.

I na koniec: ministrem nauki Izraela od dwóch lat jest Arab. Raleb Majadele nigdy, podczas oficjalnych uroczystości, nie śpiewa hymnu państwowego. Słusznie zaznacza bowiem, że jest to hymn przeznaczony dla Żydów. Przyznaje też oficjalnie, że nie do końca uważa się za Izraelczyka. Nienawidzony przez syjonistyczną prawicę, nie ma też żadnego poparcia wśród arabskich partii istniejących na izraelskiej scenie politycznej. Mimo to od stycznia 2007 roku trwa na swoim stanowisku - jako minister rządu w kraju, którego nie czuje się obywatelem.

Młodzi gniewni

Pomijając dzieci ortodoksów, które zazwyczaj uczą się w szkołach religijnych i całe życie spędzają studiując Talmud, większość izraelskiej młodzieży zajmuje się głównie dostarczaniem problemów starszym. A to skandalicznym zachowaniem podczas wycieczek w Europie, a to absolutną indolencją historyczną, a to po prostu rozbijając się samochodami rodziców po drogach. Izraelczycy bowiem część wychowania swoich dzieci zostawiają wojsku: założenie jest takie, że gdy masz 18 lat jesteś dzieckiem. Gdy masz 21 (kobiety kończą służbę w wieku 20 lat) wychodzisz z armii z takim bagażem doświadczeń, że jesteś nieporównywalnie bardziej doświadczony od swoich rówieśników z innych krajów. Właśnie z powodu tego co podczas służby można zobaczyć, przeżyć, bądź - to najgorsze - zrobić, popularnym zwyczajem jest to, że po jej zakończeniu młodzi ludzie wyjeżdżają na kilkanaście miesięcy do Ameryki Południowej, czy Azji Środkowo-Wschodniej. W ciągu trzech lat służby wielu z nich straciło w walkach kolegów i koleżanki, dlatego potrzeba wyjazdu i odreagowania jest powszechna.

Armia, armia, armia

Patrząc na doniesienia mediów i osiągnięcia w kolejnych wojnach, można łatwo wyrobić sobie zdanie, że izraelska armia to gigantyczna bitewna machina przepełniona duchem żelaznej dyscypliny. Nic bardziej mylnego. Armia, w której służą Izraelczycy, zawsze była i będzie skazana na wspomniany już wcześniej balagan. Po kraju krąży miejska legenda o tabliczkach, które jakoby można zauważyć przy niektórych jednostkach: "Uprasza się szanownych panów szeregowców o nieudzielanie porad taktycznych podczas prowadzenia działań wojennych". Na poprzednich wojnach był duży kłopot z żołnierzami, którzy koniecznie chcieli wyrazić swoje zdanie na temat tego, w którym kierunku i w jakiej liczbie należy natrzeć na przeciwnika. Najpoważniejszym problemem armii, przynajmniej zdaniem jej samej, jest ogromnie wysoka śmiertelność wśród oficerów. Wynika ona z komendy "Za mną!" - tak zwraca się oficer do swoich żołnierzy i rzeczywiście prowadzi ich zawsze podczas działań wojennych. Dlatego zawsze wiadomo kto nim jest i niezwykle łatwo można go zabić. Najwyższym stopniem zabitym izraelskim żołnierzem jest generał, który kiedyś zdecydował się poprowadzić patrol komandosów podczas wojny w Libanie. Wpadli w zasadzkę, wszyscy zginęli.

Izraelska armia jest strukturą hermetyczną, która dba głównie o własny interes. Strategia "życie naszych żołnierzy jest najważniejsze" wielokrotnie kosztowała armię utratę dobrej reputacji i szacunku mieszkańców. Od kilku lat szeroko dyskutowana jest skandaliczna strategia stosowania tzw. żywych tarcz. Żołnierze na okupowanych terenach wykorzystują czasem przypadkowych Palestyńczyków wysyłając ich na pierwszy ogień - w nadziei, że terroryści do swoich strzelać nie będą.

Jednocześnie jednak każdy Izraelczyk wie, że to właśnie tej ogromnej machinie, w której służyli jego rodzice i dziadkowie, zawdzięcza to, że jego kraj wciąż znajduje się na mapie. Dlatego służba wojskowa w tym kraju istnieje nie dzięki zapisowi w ustawie, a dzięki faktycznej i powszechnej potrzebie spełnienia obowiązku. Bowiem, do armii można po prostu nie iść - wystarczy na komisji oświadczyć, że jest się pacyfistą, albo że religia nie pozwala ci używać broni.

Rocznica

Składając młodemu duchem 60-latkowi życzenia urodzinowe, warto pamiętać, że każda taka rocznica to też rocznica Nakba - katastrofy, jak określają Palestyńczycy powstanie Izraela, uznając to wydarzenie za największą tragedię jaka ich w historii spotkała. Większość mieszkańców Strefy Gazy i Zachodniego Brzegu musi na co dzień borykać się z często nieprzyjazną polityką izraelskich urzędników i wojskowych. Tak jak pewien farmer poznany przeze mnie pod Ramallą, który sześć lat czekał na odszkodowanie, po tym jak władze rozdzieliły jego hodowlę cytrusów na pół, budując nań mur. Pieniądze otrzymał dzięki interwencji izraelskiej organizacji, która w imieniu Palestyńczyków walczy o poprawę ich sytuacji przed izraelskimi sądami i urzędami.