Jezioro Wiktorii ucieka Afryce

Największe w Afryce i jedno z największych na świecie Jezioro Wiktorii wysycha. Podczas tegorocznej pory suchej poziom wody spadł do najniższego od stu lat
- Rok temu w miejscu, gdzie stoimy, woda sięgała mi do szyi - mówi Hobart Senoga, przyglądając się, jak jego synowie wybierają ryby z łodzi, którą przed chwilą przypłynął z nocnego połowu. W ciągu 12 miesięcy poziom wody w Jeziorze Wiktorii opadł o półtora metra.

Noc Senogi

Kiedyś pływały tu ryby, dziś pasą się kozy. Jeszcze rok temu Senoga wypływał wieczorem łodzią ze swojej wioski Kasenyi, zastawiał sieci, wracał na noc do domu i dopiero o świcie wypływał ponownie, aby zebrać połów i sprzedać ryby kupcom z targowisk z Kampali, którzy na plaży czekali na powrót rybaków. Teraz Senoga zostaje na jeziorze przez całą noc.

- Jezioro ucieka, a ryby razem z nim. Aby je łowić, musimy teraz płynąć dużo, dużo dalej. Potrzebujemy motorowych łodzi i dużo paliwa - opowiada rybak. - Nie stać już nas na to, by wracać na noc.

Ale nawet dalekie wyprawy łodziami motorowymi nie gwarantują zysku. - Kiedyś wypływaliśmy na znane nam łowiska. Wiedzieliśmy, gdzie szukać ryb - mówi Senoga. - Teraz łowimy na nieznanych wodach. Czasami połów się udaje, a czasami wracamy z pustymi rękami.

Z Jeziora Wiktorii żyje prawie 30 mln rybaków, rolników i pasterzy z Ugandy, Tanzanii i Kenii. Już kilka lat temu zauważyli, że woda w jeziorze zaczęła opadać. Ani w Kampali, ani w Nairobi, ani w Dar es Salaam nikt się jednak tym nie przejął, podobnie jak nie przejmował się coraz rzadszymi deszczami, ani rabunkowym wyrębem okolicznych lasów, które zatrzymywały wodę, nie pozwalając polom i pastwiskom przeradzać się w pustynie.

Dopiero gdy z tafli jeziora wyrosły podwodne dotąd skały, a promy pasażerskie przestały dopływać do wysychających portów - w ugandyjskim Luziro na przybywających z Kenii podróżnych czekają tragarze, którzy najpierw łodziami, a potem na własnych plecach taszczą ich z promów na brzeg - rząd Ugandy uznał wysychające jezioro za katastrofę żywiołową zagrażającą rozwojowi kraju.

Mniej wody, mniej prądu

Wraz ze zmierzchem Kampala pogrąża się w mroku. Światła palą się tylko w tych hotelach i restauracjach, które stać na własne generatory.

Tydzień temu władze miasta wprowadziły reglamentację prądu wytwarzanego niemal wyłącznie w elektrowniach wodnych. Teraz prąd włączany jest co drugi dzień. Oszczędności wymusiło wysychające Jezioro Wiktorii i opadający poziom wody w zbiornikach elektrowni wodnych na wypływającym z jeziora Nilu Białym.

Ugandyjski minister informacji Nsaba Buturo przekonuje, że jedyną przyczyną kłopotów z prądem - przejściowych, ma się rozumieć - oraz wysychania Jeziora Wiktorii jest straszliwa susza, jaka tego roku spadła na całą wschodnią i środkową Afrykę, ściągając groźbę głodu na 11 mln ludzi od Somalii po Zanzibar.

Hydrolodzy ONZ, którzy przybyli z Nairobi, by zbadać przyczyny wysychania Jeziora Wiktorii, orzekli jednak, że susza jest tylko w połowie przyczyną nieszczęścia. Równie winne ich zdaniem są ugandyjskie władze, które na potrzeby hydroelektrowni, a także ukochanego przez prezydenta Yoweriego Museveniego przemysłu ciężkiego, upuszczają z jeziora i Nilu Białego więcej wody, niż przewidują to międzynarodowe umowy dotyczące ochrony jeziora oraz podziału pochodzącej z niego wody.

Na potrzeby gwałtownie rozwijającej się gospodarki ugandyjski rząd wybudował nowe zapory wodne, by wytwarzać więcej prądu dla hut i fabryk. W dodatku, nie mogąc nastarczyć prądu z powodu wysychającego Jeziora Wiktorii, rząd chce w najbliższym czasie zbudować jeszcze jedną tamę na Białym Nilu. Minister gospodarki Ezra Suruma twierdzi, że bez tego nie będzie możliwy nie tylko dalszy rozwój gospodarczy kraju, ale choćby powstrzymanie rosnącej biedy. Słowa ugandyjskiego ministra wywołały popłoch w zależnych od wód Nilu Sudanie i Egipcie.

Ugandyjska dziennikarka Stella Kigozi ostrzega, że w wyniku rabunkowej gospodarki i koszmarnego lekceważenia środowiska naturalnego nie tylko Jezioro Wiktorii, ale wiele innych afrykańskich jezior przerodzi się w cuchnące bagna. Tak właśnie w ciągu ostatniego półwiecza wyschło jezioro Czad, niegdyś jedno z największych na świecie.

- Według pesymistycznych prognoz za następnych 50 lat wody zabraknie dla kilku miliardów ludzi w 60 krajach. Według optymistów z brakiem wody borykać się będą tylko 2 miliardy w 48 krajach - mówi Stella Kigozi - To prawdziwe zagrożenie dla bezpieczeństwa świata. A świat zajęty polityką i wojną z terroryzmem odkłada tę sprawę na później. Ale o ile do sporów politycznych można zawsze wrócić, to wyschniętych rzek nie da się już napełnić wodą, a pustyń zamienić na pastwiska i lasy.

Weź udział w dyskusji:
Jezioro Wiktorii ucieka Afryce
Aby skomentować ten i inne artykuły zapraszamy na forum.gazeta.pl