Dwóch gangsterów i minister nie żyją. Została piękna kobieta

10 lat temu, w nocy z 11 na 12 kwietnia 2001 roku, na warszawskiej Saskiej Kępie, od strzału w głowę pada były minister sportu w rządzie AWS, Jacek Dębski. Nie odzyskawszy przytomności, po kilku godzinach umiera w szpitalu.
Ministra, jego zabójcę i zleceniodawcę zabójstwa łączy piękna kobieta. Jedyna żyjąca osoba tego dramatu i jedyna, która za udział w zabójstwie została skazana.

Ofiara to Jacek Dębski, minister sportu w rządzie Jerzego Buzka. Wcześniej działacz sportowy, gospodarczy i polityczny. W 2000 roku zostaje odwołany ze stanowiska, po wywiadzie, jakiego udzielił "Gazecie Wyborczej", w którym sugerował, że wysoki polityk AWS namawiał go do szukania kwitów na Aleksandra Kwaśniewskiego.

Zabójca to Tadeusz Maziuk, "Sasza". Właściwie należy pisać, podejrzany o zabójstwo, bo po postawieniu zarzutu, w czerwcu 2002 roku, wiesza się w celi aresztu śledczego przy Rakowieckiej. Nigdy więc nie został osądzony i skazany.

"Inka", Dębski, "Baranina", "Sasza" ZDJĘCIA>>

Zleceniodawca zabójstwa to Jeremiasz Barański, "Baranina". Też właściwie podejrzany, bo też nigdy nie osądzony. Miał zlecić zabójstwo Jacka Dębskiego. Rezydent mafii pruszkowskiej w Wiedniu. Był informatorem specjalnej formacji austriackiej policji do zwalczania przestępczości zorganizowanej. Dzięki temu dostał austriackie obywatelstwo. Powiesił się w celi 7 maja 2003 roku.

Halina G., "Inka". Znajoma Dębskiego, i "Saszy". Dla "Baraniny": Dziewczyna? Podwładna? Zaufana przyjaciółka? Totalnie podporządkowana ofiara? Panienka do towarzystwa? Nie jest to jasne. Od młodości kręciła się w towarzystwie mniej, czy więcej znaczących gangsterów. Skazana na osiem lat więzienia za wystawienie Dębskiego pod lufę zabójcy.

Inka wystawia Dębskiego

Jacek Dębski, Inka i kilka innych osób, między innymi znany dziennikarz sportowy Janusz Atlas, bawią się wieczorem 11 kwietnia w restauracji Casa Nostra na Saskiej Kępie nad Wisłą. Inka odbiera telefon. Chwilę później proponuje Dębskiemu spacer. Wychodzą przed restaurację.

Idą wzdłuż Wału Miedzyszyńskiego, pada strzał. Jacek Dębski pada na ziemię. Inka do restauracji już nie wraca. Wsiada do taksówki i znika. Ofiara umiera parę godzin później w szpitalu.

Następnego dnia Halina G. zgłasza się sama do prokuratury na Krakowskim Przedmieściu. Jest podejrzaną, ale jednocześnie najważniejszym świadkiem zbrodni. Po kilku dniach sypie Barańskiego. Zeznaje, że uważa, iż to on zlecił zabójstwo. Że rozmawiała z nim telefonicznie, że musiała wykonać zadanie, bo za nielojalność jest tylko jedna kara.

Oświadcza, że woli być w areszcie, niż na wolności. Boi się o swoje życie.

Kto był cynglem?

Inka widziała zabójcę, ale ponad rok nie podzieliła się ze śledczymi swoją wiedzą. Wskazywała inne osoby. Dopiero po 14 miesiącach, w czasie kolejnego przesłuchania zdradziła, że strzelał Tadeusz Maziuk, "Sasza". Z kilkudziesięciu centymetrów wypalił prosto w skroń Jacka Dębskiego.

Kilkanaście godzin po zeznaniu "Inki", w którym wskazała go jako zabójcę, 26 czerwca 2002 roku, "Sasza" się wiesza. Gdy rano strażnik otworzył drzwi celi, zastał Maziuka wiszącego na pętli z prześcieradła, którą przywiązał do rurki od kotary, zasłaniającej kącik sanitarny. Opinia publiczna nie chciała wierzyć w samobójstwo.

Sprawa była badana wyjątkowo dokładnie. Prokuratura zleciła ekshumację ciała Maziuka. Badało je kilka zakładów medycyny sądowej. Żadnych śladów ingerencji osób trzecich nie znaleziono. Nie stwierdzono też zaniedbań służby więziennej.

Zleceniodawca: "Baranina"

Jeremiasz Barański wydał wyrok na Dębskiego przez pieniądze. Konkretnie chodziło o 400 tysięcy dolarów, które minister przekazał "Baraninie", aby ten je zainwestował. Ale gangster pieniądze przywłaszczył. Gdy Dębski zaczął się domagać zwrotu gotówki, podpisał na siebie wyrok.

"Baranina" miał być sądzony za zlecenie zabójstwa Jacka Dębskiego. Nie było mowy o ekstradycji, bo miał austriackie obywatelstwo. Stanął przed tamtejszym sądem. Obciążają go miedzy innymi zeznania "Inki" i bilingi, z których wynika, że 11 minut przed strzałem od Dębskiego i 11 minut po nim "Baranina" rozmawia z "Saszą".

"Baranina" zalicza jeszcze jedną wpadkę. Miał w celi komórkę, co dziwne. I przez tą komórkę próbuje załatwić sobie alibi. Tylko nie wie, że jest podsłuchiwany. 7 maja 2003 roku Barański zostaje znaleziony powieszony na pasku od spodni w swojej celi.

"Inka" - jedyna skazana

Halina G. jako jedyna została skazana. Nigdy nie przyznała się do pomocy w zabójstwie Jacka Dębskiego. Dostała osiem lat więzienia i to pomimo, że zarówno obrońca, jak i prokurator chcieli nadzwyczajnego złagodzenia kary. Zdaniem sądu, swoją wiedzą dzieliła się ze śledczymi wtedy, kiedy było jej wygodnie.

Sąd znał też jej rozmowę z Barańskim tuż przed zabójstwem. Pytał ją wtedy "czy ty psychicznie to zniesiesz?".

Wyrok zapadł w 2006 roku. "Inka siedziała już wtedy za kratami blisko pięć lat. Obrońcy próbowali przekonać sąd żeby zwolnił ją z aresztu za dowolnie wysoką kaucją. Sąd był nieubłagany.

Wyrok obserwował mąż "Inki", Francuz Jerome B. Wzięli ślub za więziennym murem w 2004 roku. To on podjechał po nią samochodem pod bramę, gdy skończyła odsiadywać wyrok. Było to 11 kwietnia 2009 roku. Wsiadła i odjechali.

Ściganie przez policję [ZDJĘCIA] >>
Kliknij, by obejrzeć galerię

Więcej o: