Nagły zwrot na procesie płk. Budanowa

W sprawie płk Jurija Budanowa, który zamordował i prawdopodobnie zgwałcił czeczeńską dziewczynę, nastąpił nagły zwrot. Prokuratura, która przez dwa lata robiła wszystko, by wybielić oficera, w ostatniej chwili przed końcem procesu zwróciła się przeciw niemu. Dlaczego - zastanawia się Wacław Radziwinowicz
Dowódca 160. pułku czołgów, 37-letni dwukrotny kawaler Orderu Męstwa uważał, że wszystko, co zrobi, ujdzie mu płazem. 18-letnią Hedę Kungajewą porwał z jej domu w Tangi Czu wieczorem 27 marca 2000 r. Na oczach całej wioski kazał swoim żołnierzom zawinąć ją w koc i wrzucić do transportera opancerzonego. Potem torturował ją, najpewniej zgwałcił, wreszcie udusił, a jej ciało kazał zakopać w lesie. Następnego ranka w jego obozie zjawiło się dwóch generałów zaalarmowanych przez krewnych i sąsiadów. Budanow był jeszcze solidnie pijany, bo poprzedniego dnia świętował trzecie urodziny córeczki i zwycięstwo Władimira Putina w wyborach prezydenckich. Głową państwa został ulubieniec armii, który rzucając ją na Czeczenię, kazał "załatwić terrorystów choćby w kiblu".

Wysłanników sztabu pułkownik przyjął, wywijając pistoletem. Jego czołgiści odbezpieczyli automaty i to samo zrobiła ochrona generałów. Do rozlewu krwi nie doszło, bo Budanow sam postrzelił się w nogę.

Po takim skandalu, który rozegrał się na oczach setek świadków, zatuszować sprawy się nie dało. Budanow został aresztowany. Gen. Anatolij Kwasznin nazwał go "łajdakiem", który "splamił cześć munduru". Wydawało się, że Budanow stanie się pierwszym oficerem w historii armii rosyjskiej, który przed sądem odpowie za popełnione na wojnie przestępstwo przeciw ludności cywilnej.

Gwałt? Niepotwierdzony!

Śledczy od początku nie prowadzili jednak dochodzenia "przeciw", a wyraźnie "za" Budanowem. Sekcję zwłok dziewczyny przeprowadzał kpt. Władimir Łanienko ze 124. Wojskowego Laboratorium Identyfikacji Medyczno-Kryminalistycznej w Rostowie nad Donem (zaraz potem został przeniesiony do Moskwy). Miał m.in. ustalić, czy Heda została zgwałcona. Podwładni Budanowa zeznawali, że po tym, jak zakończył on "przesłuchiwać" dziewczynę i kazał im "posprzątać", ich przełożony był rozebrany do kąpielówek, a martwa Heda leżała nago na tapczanie w jego barakowozie.

Kapitan ustalił, że doszło do gwałtu - naruszona była błona dziewicza, widoczne były obrażenia odbytu, które nastąpiły - jak zapisał w pierwszym protokole sekcji - gdy dziewczyna jeszcze żyła.

Ten protokół nie trafił jednak do akt sądowych. Znalazł się w nich inny, z którego wynikało, że obrażenia zostały zadane być może już martwej Hedzie.

Potem szeregowiec Jegorow, jeden z trzech żołnierzy, którzy na rozkaz Budanowa zakopywali ciało Hedy, zeznał, że pastwił się nad trupem trzonkiem saperki. Mógł wziąć winę na siebie, nie obawiając się odpowiedzialności, bo od kary za sprofanowanie ciała jako uczestnika wojny chroniła go ustawa o amnestii.

Zeznań szeregowego nie można było podważyć. Tym bardziej, że kpt. Łanienko jadąc na sekcję zwłok, nie wziął ze sobą żadnych narzędzi i "zapomniał" pobrać próbek tkanki z ciała zamordowanej.

Pułkownik nie został więc oskarżony o gwałt. Trzeba było jeszcze uwolnić go od odpowiedzialności za zabójstwo.

Snajperka strzelająca w oko

Wtedy pojawiła się wersja, że Budanow miał pełne prawo rozprawić się z Hedą, bo była ona snajperką. Tak zeznał w sądzie w Rostowie nad Donem gen. Władimir Szamanow, swego czasu dowódca wojsk walczących w Czeczenii, kawaler Gwiazdy Bohatera Rosji. Opowieści o tym, że 18-letnia dziewczyna z zimną krwią zabijała rosyjskich żołnierzy, strzelając im w prawe oko, powtarzali inni generałowie, "patriotyczna" prasa, komentatorzy państwowej telewizji, np. Michaił Leontiew z kanału ORT. I dziś każdy Rosjanin wie, że Budanow "przesłuchiwał" i zabił strasznego strzelca wyborowego, a nie niewinną dziewczynę. A na wojnie takie rzeczy się zdarzają...

Sąd przyjął tę wersję, wierząc, że pułkownik zdobył zdjęcie Kungajewej z karabinem snajperskim w rękach, że sąsiad Hedy wskazał jej dom, zapewniając, że tam "mieszka snajperka strzelająca w oko".

Fotografii nie udało się jednak znaleźć. Adwokaci rodziny Hedy znaleźli za to sąsiada, który miał wskazać jej dom - ponoć przysiągł, że nic Budanowowi o "snajperce" nie mówił. Sąd nie zechciał wezwać go na świadka.

Zrównoważony nigdy nie był

Wtedy za sprawę zabójstwa - bo Budanow przyznał się, że zabił Hedę - zabrali się psychiatrzy. Nie od razu jednak. Pierwsze dwie ekspertyzy psychiatryczne stwierdzały, że odpowiadał za swe czyny. Budanow trafił jednak do słynnego w czasach ZSRR Instytutu Psychiatrii Sądowej im. Władimira Serbskiego i tam uznano go za "czasowo niepoczytalnego w momencie popełnienia zbrodni". Czyli, że pułkownik tak w ogóle jest zdrowy i nie trzeba go kierować na żadne leczenie, bo chwilowe zaćmienie świadomości miał tylko w momencie dokonania zbrodni. I to zwalnia go od odpowiedzialności

Pod orzeczeniem podpisała się wybitna specjalistka od skomplikowanych ekspertyz psychiatrycznych prof. Tamara Pieczernikowa, która w czasach radzieckich taśmowo wysyłała dysydentów do psychuszek. To ona skierowała na przymusowe leczenie tak znanych działaczy opozycji jak Natalia Gorbaniewska, Aleksandr Ginzburg, Aleksandr Podrabinek, Wiaczesław Igrunow.

Na to, że Budanow nie jest przesadnie zrównoważony, dowodów jest aż nadto. Jego żołnierze opowiadają, że kiedyś zdenerwowany bałaganem w jednym z namiotów po prostu wrzucił odbezpieczony granat do stojącego w nim piecyka i wszystko "posprzątało się samo". Na szczęście nikt nie zginął.

Jeszcze przed zabójstwem Hedy 7 stycznia 2000 r. Budanow oświadczył dziennikarzom ORT, że "przekaże Czeczenom bożonarodzeniowe podarki" [prawosławne Boże Narodzenie przypada 7 stycznia - red.], a potem, "życząc im Wesołych Świąt", wydał baterii dział rozkaz: "Salwą pal". Widać było, że bardzo bawi go posyłanie "bożonarodzeniowych pocisków" na głowy Czeczenów.

Wieczorem przed wyprawą po Hedę i zabójstwem Budanow rozkazał dowódcy pułkowej kompanii zwiadu por. Bagriejewowi ostrzelać z dział czołgowych i karabinów maszynowych śpiącą już wioskę Tangi Czu. Wściekł się, kiedy porucznik kazał żołnierzom strzelać ponad dachami. Razem z szefem swojego sztabu najpierw zbił porucznika, a kiedy ten upadł, kopał go dalej. Potem kazał wrzucić go do zindanu (przykryta deskami jama, w której na Kaukazie więzi się jeńców). Żołnierzom kazał "odkazić" zmasakrowanego oficera chlorkiem do dezynfekcji latryn.

Nagle odzyskana świadomość

Pułkownika nie można było jednak uznać za w pełni niepoczytalnego, bo padłoby kłopotliwe pytanie, dlaczego dowodził ponad tysiącem żołnierzy i stoma czołgami. Prof. Pieczernikowa wymyśliła specjalnie dla niego pojęcie "niepoczytalności kilkuminutowej".

Na tej podstawie jeszcze parę dni temu "oskarżający" Budanowa prokurator Siergiej Nazarow publicznie powtarzał, że sąd skaże pułkownika co najwyżej za "nadużycie stanowiska" i natychmiast na mocy amnestii wypuści na wolność. Słyszący te słowa kozacy i nacjonaliści pikietujący budynek sądu w Rostowie nad Donem gorąco oklaskiwali prokuratora.

I wtedy, gdy Budanow wygłosił już ostatnie słowo, a sądowi zostało już tylko ogłosić korzystny dla niego wyrok, nastąpił nieoczekiwany zwrot.

We wtorek, w ostatnim - jak się wydawało - dniu procesu, Prokuratura Generalna wyprawiła Nazarowa na wcześniejszą emeryturę "ze względu na stan zdrowia". Jego następca, prokurator Władimir Miłowanow, zażądał skierowania oskarżonego na kolejne badania psychiatryczne.

Patrioci występujący w obronie "uczciwego oficera rosyjskiego" wpadli w histerię. Dziennik "Sowiecka Rosja" od dawna sławiący męstwo i talenty dowódcze Budanowa w komentarzu "Nakazano osądzić" napisał: "Prokuratura, jak widać, sama przestraszyła się własnej śmiałości i teraz z nowymi siłami zabierze się za potępianie postępków Budanowa. A co mogło zmusić rosyjski system prawny do tego, by w takim pośpiechu zmienił zasady gry i samych graczy? Tylko rozkaz z góry!".

I tak źle, i tak niedobrze

Gazeta ma rację. Taki manewr mógł zarządzić tylko Kreml. - W administracji prezydenckiej doszli do wniosku, że zwolnienie Budanowa od odpowiedzialności wywołałoby zbyt duży skandal w kraju i za granicą. Ale i skazanie go na więzienie też wywołałoby skandal. Kreml zaś nie może sobie pozwolić na konfrontację ze stojącymi murem za Budanowem generałami. Prezydent boi się takiego sporu - twierdzi Wadim Dubnow, zastępca redaktora tygodnika "Nowoje Wremia", ekspert od spraw kaukaskich. - Nie ma dobrego wyjścia z tej sytuacji. Potrzymają więc jeszcze Budanowa na obserwacji psychiatrycznej, potem w areszcie. Może za pół roku coś się zmieni, może wtedy znajdzie się jakieś rozwiązanie...

Jest jeszcze trzecie wyjście...

- Zastrzelić przy próbie ucieczki? Nie, martwy Budanow stanie się bohaterem "patriotów", ofiarą reżimu. Poza tym nasza władza nie jest chyba zdolna do podłości na tak dużą skalę - mówi Dubnow.