Sąd: "Fakt" pomówił piłkarza o gwałt, ma zapłacić 50 tys. zł

50 tys. zł zadośćuczynienia ma zapłacić Axel Springer, wydawca "Faktu" piłkarzowi Łukaszowi Madejowi, którego w dwóch publikacjach z 2005 roku pomówił o udział w gwałcie zbiorowym. Sąd Okręgowy w Warszawie nakazał też wydawcy przeproszenie sportowca na łamach tabloidu.
Publikacje "Faktu" z 18 lutego i 19-20 lutego 2005 roku dotyczyły rzekomego zbiorowego zgwałcenia na dyskotece nastoletniej Finki przez grupę polskich piłkarzy juniorów w 2001 r. po tym, jak zdobyli Mistrzostwo Europy do lat 18. "Fakt" pisał o udziale w tym zdarzeniu czterech piłkarzy, w tym Łukasza Madeja, obecnie zawodnika Śląska Wrocław. Jak się potem okazało, do żadnego gwałtu nie doszło: Łukasz Mierzejewski, inny z polskich piłkarzy - ścigany w związku z tą sprawą przez władze Finlandii - po postępowaniu został uniewinniony przez tamtejszy sąd.

Z kolei Madeja, który wytoczył "Faktowi" sprawę, na dyskotece w ogóle nie było. - Mój klient tego wieczora nawet z hotelu nosa nie wyściubił. Z artykułów dowiedział się, że poszedł z innymi na dyskotekę i tam uczestniczył w gwałcie - mówi portalowi Gazeta.pl mecenas Piotr Paduszyński reprezentujący piłkarza.

Tymczasem w jednej ze swoich publikacji z 2005 "Fakt" wyraźnie zasugerował obecność tego piłkarza w grupie. "Ci czterej piłkarze są na nagraniu z kamery w hotelu. Mamy was" - napisała gazeta podając w podpisie m.in. nazwisko Madeja i sugerując, że grupa, która wyszła z hotelu uczestniczyła w gwałcie.

We wtorek warszawski Sąd Okręgowy w procesie cywilnym przyznał rację piłkarzowi. Jednak Madej nie wyklucza odwołania. - Uważamy, że kwota zadośćuczynienia jest nieadekwatna do krzywdy wyrządzonej piłkarzowi i jego rodzinie. Poprosiliśmy o uzasadnienie wyroku, po jego otrzymaniu podejmiemy decyzję o ewentualnej apelacji - powiedział nam adwokat piłkarza.

Niewykluczone, że od niekorzystnego dla siebie orzeczenia odwoła się także wydawca "Faktu".