Polacy w więzieniach Ekwadoru "Oszukani durnie, jedyną ich winą jest głupota"

Polacy zatrzymani za przemyt kokainy siedzą w wielu więzieniach Ameryki Południowej. W Ekwadorze jest ich kilkunastu. Tu wyroki są naprawdę surowe, a za kratami trzeba uważać na swoje zdrowie i życie. Reporter TOK FM widział to na własne oczy.
- Gdyby nikt nie kupował kokainy i nie byłoby rynków zbytu, to nikt by jej nie przewoził - grzmi polski konsul honorowy w Ekwadorze, Tomasz Morawski. To on zajmuje się Polakami w więzieniach w stolicy kraju, Quito. - Do więzień w Ekwadorze nie trafiają przemytnicy narkotyków, trafiają głupcy, oszukani durnie - ocenia Morawski. - Czasami kokaina, która jest im dawana do przewożenia nie nadaje się do użytku dla ludzi, jest po prostu zbyt zanieczyszczona - wyjaśnia.

"Usłyszałem, że wszystko jest załatwione"

- Miałem jechać po pieniądze, a okazało się, że to były narkotyki - opowiada reporterowi TOK FM Adam z Pszczyny. Do więzienia trafił niespełna rok temu. Jeszcze nie usłyszał wyroku. Za 8 kilogramów kokainy, które przewoził grozi mu nawet 12 lat więzienia. - Na nartach poznałem Polkę z Amsterdamu, zaproponowała mi pracę. Miałem tylko przewieźć pieniądze - tłumaczy mężczyzna. - Na miejscu zorientowałem się, że coś nie gra, ale bałem się, że jeśli nie przewiozę tej walizki, to będzie jakiś problem - dodaje. - Pytałem czy to narkotyki, usłyszałem tylko, że nie muszę się o nic martwić, że wszystko jest załatwione, policja opłacona - kontynuuje swoją historię. W Polsce została jego żona i dwójka dzieci. Nie ma z nimi kontaktu, bo nie stać go na rozmowy telefoniczne.

- Jedyną winą takich ludzi jest głupota - ocenia Tomasz Morawski. - Interpol zawiadamiają o przewozie narkotyków ci sami ludzie, którzy ich zwerbowali - tłumaczy dyplomata. Dlaczego? Żeby odwrócić uwagę od innych przemytników.

- Złapali nas czterech w ciągu jednego miesiąca. Mnie, dwóch Hiszpanów i Holendra. Mieliśmy takie same walizki, tak samo zapakowane narkotyki i wszyscy mieliśmy włożone do bagaży ściereczki, jako znak - wskazuje 32-letni Andrzej. Do zakładu Garcia Moreno w Quito trafił za próbę przemytu prawie 9 kilogramów kokainy. Chce odwołać się od wyroku, bo dostał 12 lat.

"W zimie nie ma roboty, a z czegoś trzeba żyć"

Przyczyn nowej fali polskich przemytników kokainy Morawski szuka w kryzysie. - Ludzie, którzy pojechali z nadzieją na dobry zarobek w Europie Zachodniej nie chcą wracać do kraju z niczym - tłumaczy Morawski. - ostatnie pół roku przed przyjazdem do Ameryki Południowej straciłem pracę - przyznaje Andrzej. Dorabiał w zakładzie mięsnym w Barcelonie. Całe oszczędności poszły na wynajem mieszkania, rachunki i życie. Wtedy dostał propozycję wyjazdu. - Pracowałem sezonowo jako murarz - tłumaczy Adam. - W zimie nie ma u nas roboty, a z czegoś trzeba żyć - dodaje.

- Sprzedali mnie. Wystawili - rzuca w rozmowie z reporterem TOK FM Jarek z Zielonej Góry. Ma 24 lata. W Garcia Moreno siedzi już od dwóch. - Zatrzymali mnie na lotnisku, wiedzieli od razu. Miałem trochę ponad kilogram kokainy w kapsułkach w żołądku.

- Jeśli ktoś decyduje się na połykanie kapsułek z kokainą, ryzykuje życiem - ostrzega Morawski. - I tak musi je jakoś z siebie wydalić, a to nie należy do najprzyjemniejszych doznań. Choć to i tak nic w porównaniu do tego, czym jest pobyt w Ekwadorskim więzieniu - dodaje.

- Trzeba uważać, żeby nie zarobić tu w głowę jakąś maczetą czy nożem - przyznaje Andrzej. Sam trzyma się z daleka od problemów. Przebywa w bloku, w którym wyroków nie odsiadują najgorsi bandyci. - Przy odrobinie szczęścia można tutaj przeżyć. Tylko nie wolno ćpać - mówi.

"Nie szukasz kłopotów? One znajdą ciebie"

- Wywożą tu czasem w tygodniu jeden, dwa worki z ciałami - opowiada Jarek. Pokazuje przez okno kolejnych członków gangu na więziennym patio. - Tak mafia pozbywa się problemów. To są zwierzęta - dodaje. - Wszyscy mają noże, broń, nawet granaty - opowiada oprowadzając po więzieniu. - Jest ciężko - przyznaje. - Musisz uważać. Czasem, nawet jak nie szukasz kłopotów to one znajdą ciebie. Musisz zamykać drzwi, nie brać narkotyków, nie zadłużać się u mafii - daje rady więźniom, choć sam pracuje dla więziennych gangów. - Mam tam kolegów, pomagają mi. Jak się przeniosłem do nowej celi to miałem pod łóżkiem "trzydziestkę ósemkę" - opowiada chłopak. - Musisz być czujny, myśleć inaczej, tak by przetrwać - ciągnie dalej.

Władze w Ekwadorze wprowadzają specjalne programy resocjalizacji. Nie chcą by obcokrajowcy siedzieli w tamtejszych więzieniach. To obciążenie dla państwa. Twierdzą, że warunki w więzieniach poprawiły się na bardziej ludzkie, dające osadzonym możliwość naprawienia życiowych błędów. To tylko część prawdy.

W środku wszystko kosztuje - wylicza Andrzej. - Wejście do celi - 20 dolarów, łóżko - 200, plus stała kwota za sprzątanie - dodaje. - Jak chcesz tu przeżyć, płacisz więźniom, płacisz klawiszom - dorzuca Jarek. - Czasem musisz coś sprzedać, na przykład narkotyki - mówi.

- Większość więźniów tutaj jest pod wpływem narkotyków - mówi konsul Morawski. - Nikt niczego nie mówi nowym więźniom, oni często nawet nie znają żadnego słowa w obcym języku, są zagubieni, sami, nie wiedzą czy mogą położyć się na łóżku, czy na ziemi, nie wiedzą kiedy i jak walczyć tu o jedzenie - opisuje Morawski. - Podejrzani do wiezienia trafiają z niczym. Nie mają żadnych pieniędzy, a czymś za wszystko trzeba płacić. Można się tylko domyślać, jak to się wszystko tutaj odbywa, bo muszą coś jeść, pić i gdzieś spać - dodaje konsul. - To są sytuacje, w których nikt z nas nie wie jakby się zachował - uprzedza.

- Udało mi się zdobyć pracę na kuchni - zapewnia Andrzej. - No i pomaga mi rodzina, na szczęście mam dobrą mamę - podkreśla.

- Najcięższe jest to, że jestem kilka tysięcy kilometrów od kraju i rodziny - dodaje Adam. - Nie wiem co będzie jak skończę odsiadywać karę, chcę wrócić do Polski, na razie nie wiem tylko za co - martwi się.

- Oni tu nikogo nie interesują. Są numerkami w sprawach, na które patrzą sędziowie. Jak są grzeczni - dostają 8 lat, jak mniej - 14 - tłumaczy Tomasz Morawski.

Nowa fala przemytników ma szanse na odbycie kary w Polsce na mocy konwencji strasburskiej, ale dopiero po uprawomocnieniu wyroków za oceanem. To może trwać nawet dwa lata. Szanse na odsiedzenie kar w kraju więźniowie mają dopiero po kilku latach. Tyle, że nie wszyscy chcą się przenosić, bo w kraju może ich czekać kolejna rozprawa.

Komentarze (3)
Polacy w więzieniach Ekwadoru "Oszukani durnie, jedyną ich winą jest głupota"
Zaloguj się
  • sytri666

    Oceniono 14 razy 6

    z gory dziekuje za nazwanie nas durniami :) Panie Latoszku... powinien Pan wspomniec o pieniadzach ktore Pan kradnie wszystkim wiezniom z peru i ekwadoru . Zamiast dostarczac pieniadze co 2 miesiace jak misie przypomina byly one dostarczane co 8 miesiecy w baaaardzo malych kwotach... Zlodzieje i idioci!!! Mowicie ze tak ciezko jest w wiezieniach a wcale nam nie pomagacie. Na ch... nam taki konsul!!!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX