"GW": Kancelarie odszkodowawcze uczyły jak podejść ofiary

Jak podejść ofiary, korumpować lekarzy i pielęgniarki - tego uczono na szkoleniach kancelarii odszkodowawczych. Uczestniczyła w nich dziennikarka "Gazety Wyborczej". Podała się za potencjalnego pracownika. Gazeta przytacza też relacje jednej z klientek takiej kancelarii. "Z 70 tys. zł odszkodowania, kancelaria przelała mi 40 tys. Resztę wzięła jako prowizję" - opowiada Agnieszka.
"Łowcy nieszczęść" - czytaj cały tekst>>

Kancelarie odszkodowawcze obiecują pomoc ofiarom wypadków drogowych. Zapewniają, że wywalczą wysokie odszkodowanie. Przekonują, że ubezpieczyciel będzie chciał je zaniżyć - pisze "Gazeta Wyborcza".

A korzystanie z usług takich kancelarii staje się coraz popularniejsze. Jest ich około 300. Jak ocenia PZU, już co czwarty wniosek o odszkodowanie z OC pojazdów mechanicznych trafia właśnie za pośrednictwem kancelarii.

''Agenci biegają po szpitalach, cmentarzach, kostnicach'' | wideo


"Z 70 tys. dostałam 40"

- Obudziłam się w szpitalu bez śledziony, nerki, z dwukrotnie pękniętym kręgosłupem - relacjonuje w "GW" Agnieszka Kraszewska z Warszawy, ofiara wypadku samochodowego. - Pielęgniarka umówiła spotkanie z agentem EuCO. Miły, współczujący, obiecywał, że zdejmie mi wszystkie problemy z głowy. Leki, stres, ból - nawet nie przeczytałam umowy, podpisałam.

- Przez pół roku kancelaria EuCO się nie odzywała. Skierowali sprawę do komisji lekarskiej, dopiero gdy postraszyłam ich adwokatem. Z 70 tys. zł odszkodowania, które przyznał ubezpieczyciel, kancelaria przelała mi 40 tys. Resztę wzięła jako prowizję. Tak było w umowie - opowiada.

- Nachodzili mnie też inni agenci. Do dzisiaj dzwonią. Skąd mają mój numer? Skąd wiedzą o wypadku? - pyta pani Agnieszka.

"Dziennikarka na szkoleniu"

''Agent takiej firmy dopada poszkodowanego np. w szpitalu'' | wideo


Dziennikarka "Gazety Wyborczej" Małgorzata Kolińska-Dąbrowska odpowiedziała na ogłoszenie o pracę w jednej z takich firm. Przeszła serię szkoleń i rozmowę z szefową firmy. Czego się dowiedziała? - Największe pieniądze są w "szkodach ludzkich" z polis OC - powiedziała przy kawie dyrektorka Europejskiego Centrum Odszkodowań. Wyliczała, że wypadek dwóch aut może oznaczać aż 18 spraw o odszkodowania. Za prowadzenie takich spraw EuCO bierze prowizję - od 20 do 40 proc. plus VAT. Zadaniem agenta jest "namierzenie ofiary".

Jak to robić? Trzeba wyrabiać znajomości w policji, pomocy drogowej, w gabinetach lekarskich, rozmawiać z recepcjonistkami, podchodzić na ulicy do ludzi w gipsie i pytać o zdrowie - tłumaczono dziennikarce. - Ja np. laweciarzom za trafiony kontakt płacę 50 lub 100zł - powiedziała dyrektorka EuCO. Firma sugerowała także, by "pozyskiwać" pracowników firm ubezpieczeniowych, którzy mieliby pracować na dwa fronty kuszeni dodatkowym dochodem.

Biuro Rzecznika Ubezpieczonych otrzymuje wiele skarg. Sprawę zgłoszono do ministerstwa finansów.