Wystawa brudu w centrum Łodzi

Zwały gruzu budowlanego, brudne dywany, plamy po moczu i psie odchody Wysypisko śmieci? Nie. To pejzaż okolic budynku centrum handlowego Central 2 w samym centrum Łodzi.
- Najbardziej nie lubię wstydzić się za innych - mówi student, jeden z przechodniów mijających wnęki budynków stojących przy al. Piłsudskiego, między Sienkiewicza a Piotrkowską. Później szybko odchodzi, jakby chciał uciec.

Trudno mu się dziwić. Teren wokół wygląda jak rasowe wysypisko śmieci. Wszędzie leżą puszki po piwie oraz małe i duże butelki po wódce. Pomazane i odrapane ściany są szpecone przez wiszące nielegalnie plakaty. Obok plakatów - ordynarne bazgroły. Na ziemi plamy i papiery, a nad głową - pozostałości po suficie. Strop do niedawna obłożony był karbowaną aluminiową blachą. Teraz pozostał po nim tylko szkielet i kilka wygiętych płatów aluminium, których złomiarze nie zdążyli wynieść.

To na wysokości ulicy. Na piętrze jest dużo gorzej. Zakratowane drzwi, które powinny być zamknięte na kłódkę, ktoś wyrwał i powykrzywiał. Między kratami a oknami lumpeksu leży sterta odpadków razem z koszem, w którym śmieci powinny leżeć. Kilkanaście metrów dalej płytki chodnikowe i bele zwiniętych wykładzin czy dywanów, brudne i cuchnące. Po zapachu można poznać, że ktoś urządził sobie tu ubikację.

Dlaczego budynek stojący w centrum Łodzi wygląda, jakby wszyscy o nim zapomnieli? - Bo tak jest - wyjaśnia Radosław Kluska ze straży miejskiej w Łodzi. - Gmach ma właściciela współodpowiedzialnego za porządek, ale ten zagląda tutaj rzadko. Dlatego wszystko się sypie i wali. Ostatnio ten teren wysprzątano dokładnie pod koniec lutego. Teren uprzątnięto. Ale tylko na kilka dni. Później brud powrócił.

Co gorsza, w jednym z budynków mieści się urząd marszałkowski. Pierwszą rzeczą, jaką widzą goście urzędu, są śmieci. Mimo to urzędnicy są bezsilni. - Widzimy brud, ale nic nie możemy zrobić - mówi Marcin Nowicki, rzecznik urzędu. - Bardzo trudno jest wymóc prawnymi sposobami czystość. My odpowiadamy tylko za swoją działkę i na niej jest czysto. Nad resztą terenu możemy tylko ubolewać.

Na pytanie, czy nie mogą nic zrobić, żeby posprzątać teren i tym samym poprawić wizerunek Łodzi w kraju, Nowicki odpowiada krótko: - Nic.

Kluska: - Do właściciela trudno dotrzeć. Nakładamy na niego co jakiś czas mandaty, ale problem wraca jak bumerang. Dlatego zamierzamy zgłosić sprawę do sądu grodzkiego. Może to przyniesie skutek.

bartlomiej.dana@lodz.agora.pl