Świńska grypa uwięziła tyskich muzyków

Dookoła szaleje świńska grypa, a my nic nie możemy zrobić. Ulice wyglądają jak szpitalne oddziały OIOM-u - alarmuje Michał Czachowski, lider grupy Indialucia, która poleciała kilka dni temu do Meksyku na wielki festiwal muzyki etnicznej. Zagrali tylko jeden koncert, bo pozostałe odwołano z powodu epidemii. Teraz nie wolno im wychodzić z hotelu
Założony w Tychach zespół Indialucia łączy muzykę indyjską i flamenco. Wydana cztery lata temu debiutancka płyta zdobyła świetne recenzje na całym świecie, w ślad za tym posypały się zaproszenia na koncerty i festiwale.

Przed kilkoma dniami muzycy Indialucii polecieli do Mexico City na Międzynarodowy Festiwal Kultur Ollin Kan - festiwal muzyki etnicznej (ponad 100 zespołów na 40 scenach), który zaczął się 13 kwietnia i miał potrwać do 10 maja. Zespół dał koncert w czwartek w Villa Olimpica, następne dwa odwołano. Podobnie jak wszystkie inne imprezy w mieście. Na wieść o wybuchu epidemii świńskiej grypy w stolicy Meksyku zamknięto szkoły, muzea, kina, biblioteki i zawieszono wszystkie zgromadzenia publiczne.

- Dookoła szaleje świńska grypa, a my nic nie możemy zrobić. Ulice wyglądają jak szpitalne oddziały OIOM-u: wszyscy w niebieskich maskach, jak w serialu "Na dobre i na złe". Nie wolno nam wychodzić z hotelu ani podawać nikomu ręki. Dostaliśmy maski, które musimy mieć cały czas na ustach. Rozmawiałem z ambasadą Polski w Meksyku, mają tam stan alarmowy. Powiedzieli, żeby nie jeść wieprzowiny i kurczaka, a najlepiej tylko gotowane lub smażone warzywa. Istnieje prawdopodobieństwo, że zostaniemy poddani kwarantannie - opowiada Czachowski.

Na festiwalu miał wystąpić jeszcze jeden polski zespół: śląsko-zagłębiowski Beltaine, który łączy folk celtycki z muzyką współczesną (na koncie ma dwie płyty i m.in. koncerty w Malezji). W Meksyku miał zagrać cztery razy, codziennie od 30 kwietnia. Muzycy wciąż są w Polsce.

- Mamy wylecieć we wtorek, ale cały czas się zastanawiamy. Organizatorzy jeszcze nie wiedzą, co zrobią. Festiwal trwa miesiąc. Minął pierwszy tydzień koncertów i połowa drugiego, ale z trzeciego na razie zrezygnowano. Jeśli władze utrzymają kwarantannę, to festiwal zostanie całkowicie odwołany. Organizatorzy obiecali, że w takiej sytuacji w przyszłym roku zaproszą te same zespoły. Mamy jeszcze lecieć do Kolumbii [14 i 15 maja Beltaine ma koncerty w Bogocie - przyp. red.] i wracając, może pojedziemy do Meksyku - planuje Łukasz Kulesza, gitarzysta zespołu Beltaine.

Członkowie Indialucii na poniedziałek mają zaplanowany wylot do Polski. - Przyjdzie nam tu umrzeć jak na polu walki. Umrzeć podczas trasy koncertowej - jak przystało na prawdziwego muzyka. Każdy ból brzucha i kichnięcie może być pierwszym objawem choroby. Nie wiadomo, czy to kac, czy już grypa, więc lepiej nie pić tequili. Ale jak wtedy przeżyć tę epidemię? - Czachowski nie tracił w niedzielę humoru, ale zdawał sobie sprawę, że do tej pory w Meksyku na świńską grypę zmarło już ponad 80 osób, a liczba chorych szacowana jest na 1,5 tys. i stale rośnie. Choroba dotarła także do USA.

Wojewódzkie Centrum Zarządzania Kryzysowego na razie nie podjęło szczególnych działań w związku z zagrożeniem epidemią wirusa świńskiej grypy. - Nie dostaliśmy żadnych wytycznych w tej sprawie. Przekazaliśmy tylko Straży Granicznej komunikat głównego inspektora sanitarnego o zagrożeniu - mówi Piotr Sajkiewicz z WCZK.

W stanie podwyższonego pogotowia są strażnicy na pyrzowickim lotnisku. Informują wszystkich, którzy podróżują do miejsc, gdzie odnotowano przypadki zachorowań na świńską grypę, o możliwych zagrożeniach. Równocześnie zwracają baczną uwagę na pasażerów przylatujących do Katowic. - Nasze lotnisko nie ma co prawda bezpośrednich połączeń z krajami, gdzie występuje grypa, ale sytuacja może się szybko zmienić. Gdy zauważymy, że któryś z pasażerów ma objawy podobne do grypowych, od razu skierujemy go do lotniskowych służb medycznych - zapewnia Cezary Zaborski, rzecznik komendanta Śląskiego Oddziału Straży Granicznej.