Tusk ucieka z sopockiego koła, a 7 niepokornych radnych wyrzucają z PO

Premier Donald Tusk tuż przed posiedzeniem zarządu wojewódzkiego Platformy Obywatelskiej wypisał się z sopockich struktur partii i poprosił o przyjęcie do koła Gdańsk-Śródmieście. Zrobił to, ponieważ spodziewał się, że władze wojewódzkie mogą w ogóle rozwiązać sopockie koło Platformy, a wtedy i on, choć przewodniczący, znalazłby się poza partią.
- Premier zadzwonił do jednej z działaczek i poprosił o przegłosowanie uchwały o przyjęciu go do naszego koła - mówił "Gazecie Wyborczej" Tomasz Słodkowski, szef koła Gdańsk-Śródmieście. - Zaraz po tym napisaliśmy uchwałę i ją przegłosowaliśmy. I tak oto mamy Tuska u siebie.

Ostatecznie do rozwiązania sopockich struktur nie doszło, ale zarząd partii w uchwale zobowiązał swoich działaczy do głosowania przeciwko Jackowi Karnowskiemu w referendum 17 maja. Platforma ma też namawiać do tego mieszkańców Sopotu. Dyskusja na ten temat była burzliwa, ale zapadła zdecydowaną większością głosów. Żaden z członków władz PO nie chciał skomentować tej decyzji.

- Narzucenie działaczom partii, jak mają głosować, może być łamaniem ordynacji wyborczej. Ja odwołuję się do głosu mieszkańców, a nie do instancji partyjnych - mówił Jacek Karnowski.

Chcą wyrzucić siedmiu radnych

Zarząd pomorskiej Platformy skierował też do sądu koleżeńskiego partyjnego wnioski o wykluczenie siedmiu sopockich radnych, którzy przed tygodniem nie zrealizowali partyjnej uchwały. Mieli przegłosować na sesji rady miasta wniosek o przeprowadzeniu referendum w sprawie odwołania Jacka Karnowskiego. Jednak w piątek przed tygodniem wycofali ten punkt z porządku obrad. Kara nie spotka Jarosława Kempy i Cezarego Jakubowskiego, którzy podporządkowali się zaleceniu władz PO.

Konflikt w partii wybuchł po tym, jak pod koniec stycznia prokuratura postawiła prezydentowi Sopotu osiem zarzutów, a sam Karnowski wyszedł z inicjatywą rozpisania referendum w sprawie swojego odwołania. Lokalni politycy PO popierający prezydenta zaangażowali się w zbieranie podpisów mieszkańców pod takim wnioskiem. Tymczasem kiedy podpisy były już zbierane, władze PO z Donaldem Tuskiem na czele, nakazały rozpocząć starania o rozpisanie referendum przez radę miasta.

Ale zanim przygotowano treść uchwały, sopoccy radni PO zdążyli zebrać wymaganą ilość podpisów mieszkańców i złożyli wniosek o referendum u komisarza wyborczego. Prosili potem władze partii, aby te zwolniły ich z obowiązku głosowania uchwały, bo dubluje ona inicjatywę obywatelską. - Gdybyśmy przegłosowali uchwałę, to tak jakbyśmy powiedzieli mieszkańcom, że ich podpisy były nieważne - argumentowali. Ostatecznie zignorowali zalecenia władz Platformy. Już cztery dni później komisarz wyborczy wyznaczył referendum na 17 maja na podstawie wniosku opartego o podpisy mieszkańców.

- To przykre, że wyrzuca się z Platformy ludzi, którzy tę partię zakładali, a teraz nie poparli bezsensownej uchwały - komentuje Karnowski. Przed sądem partyjnym ma stanąć też szef PO w Sopocie Michał Woźniak, który też sprzeciwiał uchwale zarządu PO.