Mimo kryzysu, rząd nie zamknie zbędnych placówek. "Zamknięcie kosztuje"

Rząd nie zamknie w ramach oszczędności POIT-ów, czyli zagranicznych oddziałów Polskiej Organizacji Turystycznej. Choć te placówki wegetują kolejny rok, będziemy nadal je utrzymywać.
- Ich likwidacja jest za droga - twierdzi Bartłomiej Walas, wicedyrektor Polskiej Organizacji Turystycznej. - Zamknięcie kosztuje. Powrót na pewne rynki wtedy byłby trudniejszy - przewiduje Walas. - Nie ma potrzeby zamykania POIT-ów przecież to jest agencja PR dla wszystkich polskich przedsiębiorców - uważa Bartłomiej Walas.

Tymczasem rolę, jaką powinny pełnić POIT-y doskonale spełniają organizacje i stowarzyszenia polonijne, a nawet prywatne firmy. - Odwiedzających POIT-y jest coraz mnie - przyznaje Walas, ale to nie oznacza, że te ośrodki pracują źle - zapewnia. - Te placówki mają ograniczone budżety, a środków będzie jeszcze mniej. To odbije się zapewne na funkcjonowaniu - przyznaje wiceszef POTu.

Placówki Polskiej Organizacji Turystycznej za granicą zatrudniają od 2-4 osób. W sumie jest ich kilkanaście. Większych pieniędzy na promocję naszej turystyki na pewno nie dostaną. To oznacza, że ich sytuacja się nie zmieni. Rząd chce z POIT-ów za to zrobić rodzaj polskich agencji promocji. Środki mogły by dostawać z pieniędzy samorządowych regionów.

- Będziemy łączyli zarządzanie ośrodkami strefami językowymi. Już zrobiliśmy to z Belgią i Francją, podobnie będzie z oddziałami w Niemczech, Austrii i na Węgrzech - wylicza Walas. Polska Organizacja Turystyczna chce przekształcić swoje placówki zagraniczne w instytucje działające w systemie B2B. - Trzeba dotrzeć do touroperatorów, agencji turystycznych i stowarzyszeń, od hodowców kanarków po miłośników zabytków i rowerów. Wszystko po to by zachęcić ich do przyjazdu do Polski - proponuje Bartłomiej Walas.