Zwolnili dyrektora, bo bał się o uczniów

Mirosław Wyszyński, dyrektor siemianowickiego Zespołu Szkół Sportowych, który w połowie grudnia odwołał lekcje w sypiącym się budynku, stracił stanowisko. Prezydent miasta uznał, że przekroczył kompetencje
Wyszyński postanowił zamknąć budynek szkoły 9 grudnia, po tym jak powiatowy inspektor nadzoru budowlanego stwierdził, że przeciekające stropy, wypaczone ramy okienne i klawiszujące klepki parkietowe stanowią zagrożenie dla uczniów. Zapowiedział, że następnego dnia dostarczy do szkoły decyzję o zamknięciu części sal. Nie chcąc narażać młodzieży, dyrektor zaplanował zajęcia w domu kultury, muzeum, bibliotece i auli podstawówki, która jest częścią ZSS-u. Poinformował o tym telefonicznie magistrat, ale wiceprezydent Henryk Ptasznik miał mu za złe, że nie zrobił tego na piśmie. Wysłał do szkoły własną kontrolę z rzeczoznawcą, która stwierdziła, że na prowadzenie lekcji nie pozwala stan czterech sal. Nakazała też niezwłoczną wymianę stolarki okiennej, naprawę podłogi i załatanie przeciekającego dachu. - Nie było jednak powodu, by odwoływać lekcje w całym budynku - przekonywał Michał Tabaka, rzecznik magistratu.

Także wicekurator Dariusz Wilczak uznał, że Wyszyński przekroczył swoje kompetencje, i zawnioskował do prezydenta o jego odwołanie. Taka właśnie decyzja zapadła w środę. - Pan Wyszyński został odwołany ze stanowiska, ale nadal będzie uczył w szkole WF-u. Magistrat niezwłocznie ogłosi konkurs na nowego dyrektora, a do czasu jego rozstrzygnięcia szkołą pokierują wicedyrektorzy - informuje Tabaka.

Wyszyński odmawia komentarza: - Decyzja do mnie dotarła, ale jestem na urlopie i nie chcę się na razie na ten temat wypowiadać.

Serwis edukacja poleca: "Uczeń to nie ciężarówka". Pikieta kuratorium