Łodzianie pomagają niepełnosprawnej

Odzyskałam wiarę i nadzieję do dalszego życia - mówi 77-letnia Teresa Mielczarek, niepełnosprawna łodzianka. Po naszych publikacjach chce jej pomóc coraz więcej osób
Przypomnijmy: pani Teresa przez lata walczyła o odzyskanie zdrowia po nieszczęśliwym wypadku, który niemal na stałe przykuł ją do łóżka. Po morderczych ćwiczeniach i rehabilitacji udało jej przesiąść na wózek inwalidzki. Problem pojawił się, gdy chciała wyjść na spacer, do teatru czy na zakupy. Z drugiego piętra w bloku na Chojnach musi "schodzić" na pośladkach. Potem czeka aż ktoś zniesie jej wózek. Czasem pomogą jej sąsiedzi, czasem po prostu przechodnie. W Miejskim Ośrodku Pomocy Społecznej od trzech lat dopominała się o likwidację barier architektonicznych, o montaż schodołazu albo pomoc stałego opiekuna. Jak dotąd bezskutecznie. Historia i determinacja pani Teresy poruszyła łodzian. Po publikacjach "Gazety" i programie w telewizji "Toya" zgłosili się: architekt, prawnik, gimnazjalistki i starsze małżeństwo. Wszyscy chcą pomóc wzruszeni siłą woli łodzianki.

Gdy ostatnio odwiedziliśmy panią Mielczarek w jej pokoju oprócz przyrządów do ćwiczeń stał nowiutki laptop. Dostała go z MOPS-u z programu dla niepełnosprawnych. Na biurku leżał podręcznik "Informatyka bez tajemnic".

- Uczę się, uczę się - powtarza pani Teresa na zmianę uśmiechając się i wystukując wyrazy na klawiaturze. - To może być moje okno na świat. Telewizja Toya podłączy mi internet. Chociaż wirtualnie będę mogła więc zobaczyć to, co dotąd było dla mnie niedostępne. Poza tym co chwilę odbieram telefony z propozycją pomocy. Z całego serca dziękuję.

Jednym z pomocników jest Michał, młody prawnik, który pomoże pani Teresie w załatwianiu formalności w urzędach. Zaczął jednak... od przestawiania mebli w mieszkaniu. - Brakowało trochę męskiej, silnej ręki przy drobnych pracach domowych - mówi prawnik. - To niesamowita kobieta i daje kopa. Już umówiliśmy się na naukę informatyki. Uczy się w takim tempie, że pomyślę o założeniu jej strony internetowej. Tak, by mogła swoją energią i wiedzą zarażać innych niepełnosprawnych, którzy są uwięzieni w domach. Ludzie potrzebują takiego wsparcia.

Do pani Teresy przychodzą też Sara i Renata, dwie uczennice z gimnazjum nr 37. Są niepełnoletnie, dlatego musiały otrzymać pozwolenie ze szkoły i od rodziców. Z tym nie było problemów.

- Wiem, że ta pani jest osobą samotną i pomoc córki traktuję jako wspaniałą lekcję wychowawczą - mówi mama Sary. - Dziewczynki chodzą do tej pani raz w tygodniu na kilka godzin. Wiem, że pani Teresie posmakował nasz sok z czarnego bzu. Nie muszę jej nawet przypominać o wizytach, sama pamięta.

Pani Teresa: - Sara i Renata to złote dziewczyny. Zawiozły mnie na zakupy, do parku, do szpitala. Obiecały, że będą przychodzić co tydzień. Kiedy wypiłyśmy ostatnią herbatę, następnego dnia przyniosły mi całe pudełko. To niesamowite. Przed świętami wyprały i zawiesiły firanki. Robią to, bo mają dobre serca. Przecież dziś młodzież ma tyle zajęć. Dziękuję wszystkim. Jak tylko nauczę się sprawniej pisać na komputerze, przygotuję dla wszystkich niespodziankę. Obiecuję.