Handel bronią to podstawowe źródło dochodów Rosji

Rosja zarabia rocznie na eksporcie broni ponad 3 miliardy dolarów. Głównymi kupcami są Chiny i Indie. Jednak najlepszą rosyjską broń kupują nielegalnie Czeczeni do wojny z Rosją - mówi Rusłan Puchow*
Wacław Radziwinowicz: Moskwa podpisała umowę o współpracy wojskowo-technicznej z Teheranem, licząc, że dzięki temu będzie rocznie sprzedawać Iranowi broń wartą 300 mln dolarów. Jak ważne są takie kontrakty dla gospodarki rosyjskiej?

Rusłan Puchow: W czasach ZSRR 80 proc. naszych fabryk produkowało coś na potrzeby obronności. Od 1992 roku wartość zakupów dla naszej armii spadła 30-40 razy. Mimo to jedna piąta Rosjan wciąż pracuje w zakładach zbrojeniowych. A w Iżewsku, gdzie produkują automaty Kałasznikowa, czy w Komsomolsku nad Amurem, gdzie powstają "suszki" [samoloty Su - red.], w zbrojeniówce zatrudnionych jest 70 proc. siły roboczej.

Ile siły zbrojne Rosji mają pieniędzy, by to wszystko kupić?

- Na 2001 rok na zakupy uzbrojenia w budżecie jest 40 mld rubli...

1,4 mld dolarów? Amerykanie po zamachach w Nowym Jorku i Waszyngtonie lekką ręką wyasygnowali na samą walkę z terroryzmem 30 razy więcej...

- Za te, jak pan obliczył, 1,4 mld dolarów armia miała kupić sześć nowych rakiet strategicznych Topol-M, dokończyć budowę atomowej łodzi podwodnej "Gepard". I oczywiście kupować broń dla walczących w Czeczenii. Okazało się, że trzeba z tego finansować jeszcze wydobycie "Kurska"...

To nie tak dużo - około 130 mln dolarów...

- ...czyli prawie dziesiątą część tego, co rząd przeznaczał na wszystkie zakupy dla sił zbrojnych. To dla naszej zbrojeniówki prawdziwa katastrofa.

Na czym rząd będzie oszczędzać?

- Obawiam się, że na wyposażeniu wojsk walczących na Kaukazie.

Tymczasem oddziały czeczeńskie - jak uczy doświadczenie - będą robić tam zakupy najnowocześniejszej broni.

- To jeden z najbardziej bolesnych paradoksów tej wojny. Żołnierze rosyjscy często trafiają na arsenały bojowników z najnowszą rosyjską bronią - automatami, rakietami przeciwlotniczymi...

Ale w Iżewsku, skąd pewnie pochodzi ta broń, nie było żadnego dochodzenia w sprawie transakcji z Czeczenami?

- Takiego dochodzenia nigdy nie będzie, bo ono zbyt boleśnie ugodziłoby w dobre imię armii i przemysłu zbrojeniowego. Ale nie słyszałem też, żeby ktoś z szefów fabryk w Iżewsku palnął sobie w łeb, co mogłoby być honorową ucieczką od odpowiedzialności za interesy z wrogiem.

Dla kogo poza Czeczenami pracuje ogromny przemysł zbrojeniowy?

- Przede wszystkim dla kontrahentów zagranicznych. Na eksporcie broni Rosja zarobiła w ubiegłym roku 3,5 mld dolarów. Od stycznia do końca sierpnia tego roku wpływy ze sprzedaży sprzętu wojskowego armiom innych krajów wynosiły już ponad 3 mld...

Źródła w USA mówią o sumach dwa i pół razy większych?

- Amerykanie sumują wartość wszystkich podpisanych kontraktów, które będą realizowane jeszcze przez następne, powiedzmy, 15 lat. I rzeczywiście, w ubiegłym roku, bo o tym mówią eksperci z USA, Rosja podpisała z partnerami zagranicznymi wieloletnie umowy na dostawę sprzętu o wartości 7,7 mld dolarów. A my liczymy tylko realne wpływy gotówkowe za dostawy. Ale one są dwa i pół razy większe od tego, co rząd Rosji może zapłacić rosyjskiemu przemysłowi zbrojeniowemu. Większe też od tego, co nasz kraj zarabia na eksporcie złota i kamieni szlachetnych. Każdy z dwóch największych klientów, Chiny i Indie, co roku kupuje u nas broń za ponad miliard dolarów.

Tyle samo co armia rosyjska?

- Tak. Chińczykom sprzedajemy samoloty Su-27, czołgi, rakiety przeciwlotnicze, okręty. Indie kupują u nas mniej więcej to samo, ale Rosja zaopatruje je w bardziej nowoczesną broń, i to za ceny niższe od tego, co płacą Chińczycy.

Dlaczego?

- Rosja nie graniczy z Indiami.

Same kontrakty z Chinami na dostawy i licencje na produkcję samolotów są warte ponad 4 mld. Czy to znaczy, że rosyjska zbrojeniówka ma znakomite perspektywy?



- Niestety, nie. Na rynku broni Rosja zajmuje miejsce specyficzne. Jest dostawcą dobrego, choć nie najnowocześniejszego sprzętu po umiarkowanych cenach. Te samoloty, czołgi, rakiety, które możemy zaoferować, zostały zaprojektowane jeszcze w ZSRR. I nasza nisza rynkowa się kurczy. "Od dołu" wypierają nas takie kraje jak Ukraina, która sprzedaje broń przestarzałą, ale tańszą. "Od góry" - Francja czy USA, dostawcy drogiego, ale najbardziej nowoczesnego uzbrojenia. A i sami tworzymy sobie konkurencję. Chińczycy wkrótce zaczną produkować Su na naszej licencji i nie będą już kupować samolotów u nas. Dlatego nowe rynki - takie jak Iran - są tak ważne dla ogromnej rosyjskiej zbrojeniówki.

Jak wojna w Afganistanie wpłynie na rosyjski rynek handlu bronią?

- Wojna pokazała, że to nie potęga ognia ani liczba żołnierzy decyduje o zwycięstwie. Talibowie byli liczni, mieli mnóstwo broni, ale przegrali w konfrontacji z pomocą, jakiej opozycji udzieliła koalicja antyterrorystyczna. Nie chodzi tu o starą broń z Rosji, ale o najnowocześniejsze technologie, którymi dysponują żołnierze amerykańscy i brytyjscy. Dziś o zwycięstwie decyduje tzw. czynnik CCCCI, czyli control, command, communication, computers, intelligence (kontrola, dowództwo, łączność, komputery, wywiad). Rosja ma w tej dziedzinie niezbyt wiele do zaoferowania. Dlatego spodziewam się, że w najbliższych dwóch-trzech latach popyt na rosyjską broń spadnie, a wzrosną zakupy najnowszych środków łączności i sprzętu wywiadowczego.

Ale nie wszystkich stać na drogą broń z Zachodu...

- Dlatego Rosja pozostanie liderem na rynkach Afryki i Azji. Będziemy sprzedawać broń do krajów biednych albo do takich, z którymi nie chcą handlować Amerykanie.

Rosja dostarcza swoją broń Sojuszowi Północnemu w Afganistanie. Dużo?

- Dzięki temu opróżniamy magazyny ze sprzętu, który ma po 20 lat. W Rosji mówi się, że za te dostawy płacą Anglicy i Amerykanie. Ale Ich wartość to ledwie kilkadziesiąt milionów dolarów.

Opróżnione magazyny trzeba będzie czymś zapełnić. Putin co roku obiecuje, że zwiększy dostawy broni dla armii.

- Armia nadal jest uzbrojona jak podczas interwencji w Afganistanie. Przede wszystkim przestarzałe jest wyposażenie żołnierza: środki łączności, broń strzelecka.

Na wystawach zbrojeniówka rosyjska pokazuje nowoczesną broń. Niedawno wszyscy zachwycali się choćby supermyśliwcem Birkut?

- Birkut, czyli Su-37, popisywał się już na poprzednich salonach. To wciąż jest ten sam jedyny prototypowy, niedopracowany egzemplarz. Tak samo jak okręt podwodny Amur czy bateria rakiet S-400. Nasi projektanci zachowali swój potencjał. Wciąż wymyślają nowe typy broni, ale na ich produkcję wciąż brakuje pieniędzy. Obawiam się, że świat prędzej zapomni o broni radzieckiej, niż zobaczy nową rosyjską.

  • Rusłan Puchow jest założycielem i dyrektorem moskiewskiego Centrum Analiz i Technologii zajmującym się międzynarodowym rynkiem sprzętu wojskowego.