Człowiek-leopard opuszcza swoją kryjówkę

Słynny człowiek-leopard z wyspy Skye, który przez 20 lat żył w odosobnieniu, porzucił swoją kryjówkę na łonie natury i wrócił do cywilizacji - informuje dziennik "The Guardian".
73 letni Tom Leppard 20 lat temu postanowił zrezygnować z życia w społeczeństwie i zamieszkać na odludziu, na jednej ze szkockich wysp. Osiedlił się w zrujnowanej chacie o ścianach z surowego kamienia, bez okien, z klepiskiem zamiast podłogi i blachą zamiast dachu. Chata była tak niska, że nie można się było w niej wyprostować. Leppard spał na styropianie i gotował na kuchence gazowej.

Jednak po 20 latach życia na łonie natury Leppard, za namową znajomego, porzucił swoją kryjówkę i przeniósł się do mieszkania z bieżącą wodą, elektrycznością i prawdziwym łóżkiem. Nowe lokum człowieka-leoparda jest znacznie wygodniejsze, ale o luksusach nie ma mowy - w salonie jest tylko sofa i krzesło, a w kuchni mały stolik.

"Nie interesuje mnie telewizja, ani radio. Nie potrzebny mi też telefon" - mówi "Guardianowi" Leppard. "Od czasu przeprowadzki moje życie niewiele się zmieniło - nigdy nie obchodzili mnie ludzie i ich sprawy, teraz też nie interesuje mnie, co dzieje się w świecie zewnętrznym" - wyznaje Leppard.

Tom ma niewielki dobytek - głównie książki o wojnach kolonialnych. Przeczytał każdą z nich kilka razy, ale że pamięć go zawodzi, chętnie ponownie do nich sięga. Leppard ma trzech braci i kilka bratanic i bratanków, ale nie utrzymuje z nimi kontaktów. Nie ma nawet ich zdjęć, tylko raz do roku pisze do nich list.

"Tak naprawdę nic nie łączy mnie z rodziną" - mówi brytyjskiemu dziennikowi Leppard. "Nie mielibyśmy o czym rozmawiać, więc po co się spotykać?" - wyznaje człowiek-leopard, dodając, że nie przeszkadza mu samotność.

Zanim zdecydował się na życie w odosobnieniu, Tom Woodbridge, bo tak brzmi jego prawdziwe nazwisko, przez 28 lat służył w brytyjskiej armii. Lubił samotnie żeglować, pływać kajakiem i skakać ze spadochronem.



Człowiekiem-leopardem postanowił zostać po to, by zebrać pieniądze na życie w pustelni. W tym celu za 5,500 funtów wytatuował sobie całe ciało w cętki. Nie dlatego, że lubił koty, ale dlatego, że był to łatwy do powtórzenia wzór. Kiedy już dopiął swego, okrzyknięto go najbardziej wytatuowanym człowieka świata i wpisano do księgi rekordów Guinnessa. Leppard zarabiał na zdjęciach i filmach z jego udziałem. Na potrzeby telewizji nakładał sztuczną szczękę z kłami, co, jak mówi, było złem koniecznym, bo tego nie lubił, ale pozwalało mu to zarobić na życie.

Leppard zawsze przyciągał uwagę ludzi. Kiedy pewnego razu wybrał się na zakupy do apteki w pobliskim miasteczku Kyle, zapytano go dla żartu, czy szuka czegoś na odbarwienie plam. Ale, jak twierdzi, nigdy nie spotkał się z agresją, a ludzie są zwykle w stosunku do niego przyjaźni.

"Nie mieszam się w życie innych, a oni nie mieszają się w moje" - mówi Leppard. Jak przyznaje, w miasteczku, do którego co tydzień przypływa kajakiem, żeby odebrać emeryturę i kupić jedzenie, ludzie go kojarzą i mówią mu "cześć".

Leppard nie żałuje życia, jakie wybrał. Nie narzeka też, że musiał wrócić do cywilizacji. "Jestem już za stary na takie życie" - tłumaczy. Tom czuje się dobrze w swojej skórze. Zawsze był niezależny, ale nie przeszkadza mu to, że teraz korzysta z czyjejś pomocy.

Ostatnio człowiek-leopard opiekuje się kotem, ale tylko na kilka tygodni. "Nie chciałbym mieć kota na stałe. To najbardziej egoistyczne stworzenia na ziemi" - mówi Leppard.