Fotograf na ślubie tylko z licencją z kurii

Uwaga, narzeczeni. Jeśli nie chcecie pozostać bez zdjęć albo filmu ze swojego ślubu, zapytajcie, czy fotograf i kamerzysta ukończyli specjalny kurs liturgiczno-pastoralny.
Z komunikatu "zamieszczonego" niedawno na stronie internetowej diecezji płockiej: "[Księża] mają prawo i obowiązek wymagać od kamerzystów i fotografów posługujących w czasie liturgii, by okazali zaświadczenie o ukończeniu kursu". Jednocześnie, w tym samym miejscu, kuria zawiadamia, że takie szkolenie odbędzie się w połowie listopada w Centrum Psychologiczno-Pastoralnym "Metanoia".

Ks. Roman Bagiński, dyrektor wydziału duszpasterskiego płockiej kurii, deklaruje, że nie chodzi o to, by uczyć specjalistów posługiwania się kamerą czy aparatem fotograficznym.

- Uczestnicy kursu usłyszą po prostu, jak należy się zachować podczas ślubu, chrztu czy komunii świętej. Dowiedzą się, w których momentach mszy powinni zachować szczególną ostrożność - choćby podczas przeistoczenia chleba i wina w ciało i krew Chrystusa. Albo w trakcie kazania - kapłanowi zwracającemu się do pary młodej nie musi się przecież podobać kamera niemal przystawiona do twarzy - mówi ks. Bagiński.

Wylicza, że przed wejściem do meczetu należy zdjąć obuwie, a w synagodze nakłada się jarmułkę. - W świątyniach Kościoła rzymskokatolickiego też obowiązują pewne normy zachowań - uzupełnia.

Raz w farze kamerzysta usiadł na ołtarzu

Cena kursu: 100 zł. Kiedy jednak uczestniczy w nim małżeństwo lub dwoje pracowników firmy, opłata wynosi 90 zł od osoby. Przy większej liczbie zgłoszeń z jednej firmy - 80 zł. Tyle zapłacą też studenci.

Skąd taka cena? Chodzi o honorarium m.in. dla profesora liturgiki i specjalisty od środków społecznego przekazu. Ks. Bagiński: - Już dotarły do mnie opinie złośliwych, że chodzi nam tylko o wyciąganie pieniędzy. Ale na to już nic nie poradzimy.

Artur Kras, prezes Płockiego Towarzystwa Fotograficznego, przed laty uczestniczył w podobnym kursie. Przyznaje, że w jego trakcie nie dowiedział się niczego, czego nie wiedziałby wcześniej. I że zna takich, którzy wzięli udział w kursie tylko dla otrzymania licencji. Ale mimo to widzi sens w organizacji takich przedsięwzięć.

- Zawsze znajdą się tacy, którzy potrzebują wyjaśnienia, jak się zachować podczas ślubu. Sam byłem świadkiem, jak podczas jednej z takich uroczystości w płockiej farze kamerzysta usiadł na ołtarzu, czym wywołał ogólną konsternację - wspomina Kras. - Niemniej to jednostki. Bo ludzie znający się na rzeczy i bez kursu wiedzą, jak się zachować. Ja np. przed każdą uroczystością rozmawiam z prowadzącym ją księdzem, dzięki temu wiem, co by mu ewentualnie przeszkadzało.

Fotograf nie może być postacią pierwszoplanową

O kursach jest mowa we wskazaniach Komisji Episkopatu Polski ds. Liturgii i Duszpasterstwa Liturgicznego. Czytamy w nich m.in.: "Zawodowi fotografowie i operatorzy sprzętu audiowizualnego, jeśli chcą stale wykonywać swoje czynności w czasie liturgii, są obowiązani uprzednio ukończyć specjalny kurs, zorganizowany przez diecezjalną komisję oraz otrzymać pisemne upoważnienie miejscowej władzy diecezjalnej".

Czy to oznacza, że młoda para powinna rozglądać się najlepiej za kamerzystą z licencją? - Tak byłoby najlepiej. Młodzi będą mieli pewność, że wynajęty człowiek nie będzie się starał być pierwszoplanową postacią podczas uroczystości - odpowiada ks. Kazimierz Dziadak, dyrektor wydziału ds. kultury i środków społecznego przekazu.

Artur Kras przyznaje jednak, że kłopoty zdarzają się nawet mimo posiadania zaświadczenia. I przytacza przykład ślubu w jednym z podpłockich kościołów. Choć kamerzysta miał licencję, prowadzący uroczystość proboszcz nie pozwolił mu filmować pary młodej z boku. Ks. Kazimierz Dziadak: - Zalecamy księżom, by bez poważnych przyczyn nie odmawiali wykonywania fotografom i kamerzystom ich obowiązków.

A czy rodzice będą mogli robić zdjęcia dzieciom podczas pierwszej komunii? - Najlepiej gdyby wcześniej porozmawiali między sobą i wynajęli jednego, góra dwóch kamerzystów albo fotografów. Bo jeśli jest ich tylu, ile dzieci, czyli kilkudziesięciu, powstaje ogromne zamieszanie, skutecznie zakłócające całą uroczystość - uważa ks. Dziadak.