"Tiry na tory" - 40 proc. najważniejszych dróg zniszczonych przez ciężarówki

"Tiry na tory!" - apelują już nie tylko ekolodzy i mieszkańcy miast, przez które ciągną sznury ciężarówek. Do zwolenników tego hasła dołączyli też drogowcy, bo tiry kojarzą im się wyłącznie z koleinami i finansowaniem kosztownych remontów dróg. Dziś około 40 proc. najważniejszych dróg wymaga remontów właśnie ze względu na uszkodzenia wywołane przez ciężarówki - mówił w Radiu TOK FM rzecznik GDDKiA.
Tirów nie kochają ani drogowcy, ani mieszkańcy miejscowości, przez które każdego dnia przejeżdżają setki wielkich samochodów. Normalnością stały się blokady organizowane przez zdesperowanych mieszkańców: tak jak w zachodniopomorskim Myśliborzu, gdzie już kilkakrotnie mieszkańcy blokowali ruch. W ten sposób chcą zwrócić uwagę na swoje kłopoty, których powodem są setki tirów, które każdego dnia przejeżdżają przez ich miasto. Chodzi już nie tylko o spaliny, hałas i bezpieczeństwo. Mieszkańcy alarmują, że przez tiry rozjeżdżające miasto zawalić może się bezcenna zbudowana w XIV w. Brama Nowogródzka. Ale ani protesty, ani stosowane ograniczenia w ruchu ciężarówek niczego nie zmieniają.

40 proc. dróg uszkodzonych przez tiry

Według Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, około 40 proc. najważniejszych dróg natychmiast wymaga remontu, ze względu na koleiny i inne uszkodzenia wywołane przez tiry. Dlatego trudno się dziwić, że co jakiś czas wraca dyskusja na temat przeniesienia części ruchu drogowego na szlaki kolejowe. Zwolenników hasła "Tiry na tory" nie brakuje wśród drogowców. - Dziś realizacja tego hasła zależy przede wszystkim od kolei - mówił w Radiu TOK FM rzecznik GDDKiA Andrzej Maciejewski. - Spółka Polskie Linie Kolejowe musi zmodernizować tory, żeby mogły po nich jeździć nowoczesne pociągi przewożące tiry, a PKP Cargo musi kupić odpowiednie wagony - wyliczał Maciejewski.

Także Zbigniew Kotlarek szef Polskiego Kongresu Drogowego podkreślał w rozmowie z Radiem TOK FM, że bez inwestycji kolejowych nie będzie szans na zmniejszenie liczby tirów na naszych drogach. - Dziś w Polsce sukcesem jest to, że na wyremontowanych torach pociągi mogą jeździć z prędkością 120km/h, a tymczasem słyszymy, że w innych krajach pociągi osiągają prędkość nawet 300km/h - mówił Kotlarek.

Drogowcy zapewniają, że nowobudowanym i remontowanym drogom tiry nie straszne. Wszystko dzięki unijnym normom. - Nowe drogi są dostosowane do dużych nacisków 11,5 tony na oś, a większość polskich tras, to są drogi o nacisku 10, a nawet 8 ton na oś - mówił Andrzej Maciejewski. Pomóc ma też budowanie betonowych, a nie asfaltowych dróg. Według rzecznika GDDKiA betonowe drogi są znacznie bardziej wytrzymałe i praktycznie odporne na powstawanie tak uciążliwych dla kierowców kolein.

Jak to się robi w Europie?

Dyskutując o szansach na zmniejszenie obecności tirów na naszych drogach, warto przyjrzeć się rozwiązaniom stosowanym w innych krajach. W państwach Unii Europejskiej realizacja hasła "Tiry na tory" nie byłaby możliwa gdyby nie pomoc rządu. W Austrii z budżetu centralnego pochodzi prawie 1/3 kosztów inwestycji kolejowych. We Francji takie dofinansowanie może wynieść nawet 50%. Częste jest też stosowanie przez władze wysokich opłat za przejazdy tirów autostradami. Ma to doprowadzić do tego, żeby firmy transportowe uznały transport drogowy za mniej opłacalny od kolejowego. W Szwajcarii pieniądze pochodzące z podatku od przewozów ciężarowych przeznaczane są na finansowanie kolei.