House bije się w piersi

Firma odzieżowa House zrezygnuje z używania symboli religijnych w swych reklamach. To efekt decyzji Komisji Etyki Reklamy, która uznała, że billboardy tej firmy godzą w uczucia religijne Polaków


W okolicach świąt Wielkiej Nocy na ulicach zawisły billboardy z wyglądającą na rozmodloną dziewczyną i chłopakiem trzymającym w rękach różaniec. Obok hasło: "Strzeż mnie, Ojcze!". Na innych plakatach te same postacie pokazane były w pozach kojarzących się z seksem. Tam hasło brzmiało: "69 sposobów na zachowanie dziewictwa". A chodziło o odzież marki House.

Zbulwersowani Polacy zaczęli masowo słać skargi do Komisji Etyki Reklamy. "To kpina z Boga i praktyk religijnych", "Reklama wyszydza symbole chrześcijańskie" - pisali. - To najbardziej oprotestowana reklama ostatnich lat. Prócz 280 oficjalnych skarg i kilkudziesięciu petycji zostaliśmy zasypani setkami maili, listów i ponad 500 telefonami. Na tę jedną reklamę przyszło więcej skarg niż na wszystkie inne w ciągu całego zeszłego roku - mówi Konrad Drozdowski, zastępca dyrektora Związku Stowarzyszeń Rada Reklamy, któremu podlega Komisja.

Komisja zbadała sprawę i wydała miażdżące oświadczenie o reklamach House: "Zawierają treści dyskryminujące ze względu na przekonania religijne, co jest sprzeczne z Kodeksem Etyki Reklamy oraz z obowiązującymi przepisami prawa", "Nawiązanie do znanej powszechnie modlitwy niesie ryzyko obrazy uczuć religijnych dużej rzeszy odbiorców".

Co najważniejsze, Komisja upomina firmę, by z reklam usunęła różaniec oraz odwołanie do Boga. Choć sama Komisja nie ma prawnych możliwości, by ukarać firmę, gdy ta się nie zastosuje do polecenia, to jednak zwykle po upomnieniu firmy same wycofują kontrowersyjne reklamy. - Zdają sobie sprawę, że inaczej wpłynęłoby to negatywnie na ich wizerunek - tłumaczy Juliusz Braun, dyrektor Związku Stowarzyszeń Rada Reklamy.

Co na to House? - Przyjęliśmy decyzję Komisji i postanowiliśmy z nią nie dyskutować - mówi Rafał Sajewicz z firmy Artman, która sprzedaje odzież pod marką House. Billboardy zniknęły z ulic i z internetu, choć zdaniem Sajewicza nie z powodu interwencji Komisji, tylko dlatego, że skończyła się kampania reklamowa. Następna zapowiadana jest na przełom sierpnia i września. Już bez symboli religijnych. - Nie chcemy kojarzyć się tylko w ten jeden sposób. Są jeszcze inne kontrowersyjne sprawy, które chcielibyśmy poruszyć w reklamach - zapowiada Sajewicz.

Szef Komisji Konrad Drozdowski ma nadzieję, że przypadek reklam House na długo stanie się przestrogą dla innych firm, które chciałyby zdobyć rozgłos, godząc w uczucia religijne rodaków: - Pokusa dla firm jest duża, bo Polacy są wyczuleni na punkcie sfery religijnej i to najprostszy sposób, by zrobić wokół kampanii reklamowej szum. Jednak gdy to się kończy tak jak w przypadku reklam House, to niekorzystny wpływ na wizerunek firmy jest nieunikniony - tłumaczy.