Ferrari nie patrzy w przyszłość? Wolą Alonso od Kubicy?

Ferrari dogadało się z Fernando Alonso? Nowe wiadomości mogą wstrząsnąć kibicami w Polsce, ale nie muszą robić wrażenia na Robercie Kubicy - pisze z Monako wysłannik Sport.pl Radosław Leniarski
Hamilton przebił oponę na ostatnim okrążeniu. Wygrałby Kubica!

Kubica jedzie pierwszy - zobacz wideo zczuba.tv

W padoku krążą wiadomości, że od 2010 roku w Ferrari będzie jeździł Fernando Alonso, obecnie męczący siebie i swoich kibiców w zespole Renault (a także rywali, jak np. Nicka Heidfelda, którego staranował w Monte Carlo podczas próby wyprzedzania na zakręcie Loew, gdzie nie udało się nikomu nikogo wyprzedzić od powstania tej ulicznej agrafki w XIX wieku). To zaś - gdyby było prawdą - oznacza, że miejsca tam dla Kubicy nie ma. Tymczasem od jakiegoś czasu na włoskich stronach internetowych i gazetach sporo jest sugestii, że Ferrari, ikona wyścigów samochodowych, powinna stawiać na przyszłą hipergwiazdę, czyli Polaka właśnie.

Gdyby nie pierwsze od 1969 roku zwycięstwo Brytyjczyka w Monako, największym bohaterem zawodów byłby Kubica. Dziś, gdy nieco opadły emocje, w pełni można zanalizować dlaczego.

Kubica jako jedyny nie popełnił błędu w czasie całego wyścigu. Jako jedyny nie dryfował razem z wydarzeniami, tylko na nie reagował. Dla mnie najważniejsze były wydarzenia tuż przed drugim zjazdem Kubicy do garażu. To on krzyczał przez radio do inżyniera Tony Cuquerelli: "Zmieniamy koła na suche. Już!" bo zauważył, że używający ich Timo Glock jest szybszy w Toyocie niż on i Felipe Massa w dużo lepszych samochodach. To się nazywa mózg ściganta, to świadczy o inteligencji wyścigowej.

A teraz porównajmy to, czego dokonał samodzielnie Hamilton w Monako, aby wygrać. Dysponując dużo lepszym samochodem niż Kubica popełnił błąd, pojechał po bandzie, naraził swój zespół McLaren na straty. I to zespół - nie Hamilton - zareagował genialnie, zgodnie z doświadczeniem zebranym w dekadach ścigania się. Po kilkuset metrach od przytarcia się o bariery dzięki błyskawicznej, inteligentnej decyzji inżynierów o zmianie taktyki, Brytyjczyk dostał nowe koła i paliwa pod korek. No, i pomógł mu wjazd samochodu bezpieczeństwa, wyrównujący szanse tuż po dołączeniu Hamiltona do wyścigu.

Aż chciałoby się powiedzieć, że Kubica jadący w Ferrari, a nawet w McLarenie, były jedynym kierowcą w swojej klasie. Mam wrażenie, że już nie ma fachowca w Formule 1, który by o tym wątpił. Dlatego, w niejednym miejscu internetowym, przy plotce o transferze Alonso do Ferrari, autorzy wyrażają swoje zdziwienie: jak to? Ferrari nie patrzy w przyszłość? Przecież już teraz Kubica jest najbardziej gorącym kierowcą F1. A co dopiero w 2010 roku, kiedy wygaśnie kontrakt Felipe Massy w Ferrari i ma dojść do transferu Alonso z Renaulta?

Kubica to lojalny kierowca i nie sądzę, aby próbował wyzwolić się z kontraktu z BMW Sauber, choćby nawet była taka możliwość. Zdaje się, że ceni ludzi, którzy mu zaufali jako pierwsi i którzy teraz z pewnością zgodzą się na lepsze warunki finansowe.

Z drugiej strony zrozumiałbym, jeśli Polak chciałby przejść do zespołu, który gwarantuje mu zwycięstwa. Domyślam się, że to dojmujące uczucie, gdy ktoś jest pewien swojej klasy, pewien że jest w stanie wygrać dowolny wyścig, tylko że w samochodzie, którym dysponuje rywal. Zwłaszcza, że Formuła 1 jest bezlitosna, kapryśna i nienawidzi zastoju. Łatwo można przeoczyć tą najważniejszą Chwilę.

Przypomnijmy: Jeszcze dwa miesiące temu Nicka Heidfelda nazywano Quick Nick. A teraz już tylko Little Nick.

Massa: Mistrzem Ferrari albo Kubica