Turów - Prokom - rozgrzewka na pięści

Podczas rozgrzewki przed drugim meczem koszykarze Turowa i Prokomu walczyli na pięści. Zaczęło się od tego, że jedna z piłek, którymi rozgrzewali się goście, przeleciała na połowę Turowa.
Skrzydłowy gospodarzy Marko Scekić odrzucił ją bardzo mocno i piłka trafiła w głowę Pape Sowa. Rozjuszony Senegalczyk ruszył w stronę rywali. Po chwili na środku boiska wrzało. Jedni gracze próbowali powstrzymywać swoich kolegów (a także trenerów), inni z pięściami rzucali się na przeciwników.

Oprócz komisarza i sędziów interweniować musieli także ochroniarze, którzy potem kordonem ustawionym w poprzek boiska oddzielali od siebie oba zespoły. Na dodatek przed pierwszym gwizdkiem komisarz zawodów wezwał do siebie trenerów i kapitanów obu drużyn oraz sędziów spotkania. Usłyszeli oni, że każda prowokacja i nieczyste zagranie będzie surowo karane zgodnie z regulaminem rozgrywek. W trakcie meczu pretensje mieli do siebie Dragisa Drobnjak i Sow, ale faulem technicznym za wojownicze gesty wobec Roberta Witki dostał tylko Slanina.

- Ta sytuacja sprzed meczu wytrąciła nas z równowagi i bardzo wpłynęła na naszą postawę - mówił po meczu trener Prokomu Trefl Tomas Pacesas. - Wszystko ma wpływ na mecz i postawę zawodników. Nawet temperatura - odparował krótko trener Turowa Saso Filipovski twierdząc równocześnie, że jego gracze zostali sprowokowani przez Pape Sowa

Nie wiadomo, czy Polska Liga Koszykówki podejmie jakieś kroki, by ukarać obie strony za sytuację z rozgrzewki.