Slanina: Ten finał się jeszcze nie skończył

- Powinniśmy więcej grać przez Jovo Stanojevicia. Ta uwaga nie jest jednak do mnie, tylko do trenera - powiedział po drugim przegranym przez Prokom meczu finałowym Donatas Slanina.
Szczepan Radzki: W meczach finałowych jest pan zarówno graczem, który ma zdobywać punkty, jak i rozgrywającym. Odpowiada panu taka rola?

Donatas Slanina: Mam powiedzieć, że nie? Taka zaistniała sytuacja, że muszę grać w ten sposób. Nasi rozgrywający są dobrze pilnowani i czasami mi przypada ich rola. Nie będę narzekał, tylko grał swoje.

W drugim meczu zagrał pan jednak bardzo słabo.

- Złapałem szybko dwa faule i usiadłem na ławce. Potem gdy pojawiłem się na parkiecie, znowu faulowałem, wdałem się w dyskusję z sędziami i zostałem ukarany przewinieniem technicznym. Nie mogłem się po prostu odnaleźć na parkiecie i wejść w grę.

Cały wasz zespół sprawiał wrażenie, jakby nikomu nie zależało.

- Nie byliśmy przygotowani dobrze do meczu. Wszyscy chcieli wygrać, wyrównać stan rywalizacji, ale nie udało się. Przegrywamy 0:2, ale ten finał na pewno się jeszcze nie skończył.

Co więc trzeba zrobić, żeby powstrzymać Turów.

- Musimy przede wszystkim jakoś ograniczyć produkcję w ataku Kelatiego i Logana. Do tej pory to się nam nie udało.

W waszym zespole są też gracze, którzy powinni zdobywać punkty - pan i Milan Gurović.

- My po prostu nie wykorzystujemy naszych przewag.

Powinniście też chyba częściej grać przez Jovo Stanojevicia.

- Powinniśmy, to prawda. Ta uwaga nie jest jednak do mnie, tylko do trenera.

W nocy z soboty na niedzielę był Pan w szpitalu, co się stało?

- Zatrułem się i miałem problemy z żołądkiem. W niedzielę było już jednak wszystko w jak najlepszym porządku.