Panie, panowie, igrzyska to dla was obowiązek

by podtrzymać w Polsce koniunkturę na siatkówkę, bez której ta dyscyplina nie może się dalej dynamicznie rozwijać, konieczny jest wyjazd obu reprezentacji do Pekinu.
Rozpoczął się bardzo ciężki czas dla naszych reprezentacyjnych siatkarzy i siatkarek. Ci pierwsi na własne życzenie, z powodu blamażu w ubiegłorocznych mistrzostwach Europy w Moskwie, muszą oprócz eliminacji olimpijskich rozegrać w maju podwójne kwalifikacje do przyszłorocznych mistrzostw Starego Kontynentu. Na szczęście, co było widać podczas turnieju w Olsztynie, ani Estonia, ani Czarnogóra, ani Węgry nie są poważnymi przeciwnikami w drodze do finałów.

Memoriał im. Huberta Wagnera to był ledwie rozruch przed poważnymi zawodami w Portugalii. Tymczasem przebieg kwalifikacji w Japonii, w których nasze panie starają się o bilety do Pekinu, musi być ostrzeżeniem dla Raula Lozano i jego zawodników. Sobotni mecz z Japonkami pokazał, że w turniej w Espinho wcale nie musi być dla siatkarzy spacerkiem. Ba, drugi dzień zawodów w Tokio, w którym Koreanki z Tajlandkami, a Serbki z Dominikankami toczyły wyrównane boje, dowodzi, że Indonezja, Portoryko, a zwłaszcza Portugalia mogą twardo stanąć na naszej drodze do turnieju olimpijskiego. A presja konieczności wyjazdu do Chin będzie ogromna. Wszak nasze ostatnie międzynarodowe sukcesy mają już trzyletnią historię w przypadku pań i dwuletnią w przypadku panów. Dlatego by podtrzymać w Polsce koniunkturę na siatkówkę, bez której ta dyscyplina nie może się dalej dynamicznie rozwijać, konieczny jest wyjazd obu reprezentacji do Pekinu. Więcej, występ w IO nie może przypominać tego z Atlanty, a nawet tego z Aten. Apetyty na sukces nam, kibicom, a zwłaszcza sponsorom bardzo się wyostrzyły i sam udział w igrzyskach może już nie być tak wielkim świętem jak kilka lat temu. Nawet w przypadku pań, których nie było w turnieju olimpijskich od 40 lat. Od Glinki, Skowrońskiej i Liktoras, tak jak od reprezentacji Lozano, wszyscy będą oczekiwać walki o olimpijskie medale. Tego, że mogą w ogóle do Pekinu nie pojechać, nikt nie bierze poważnie pod uwagę. I słusznie. O niepowodzeniu niech nawet nie myślą.

Marian Kmita (dyrektor Polsatu Sport)