"S" z JSW: Ani grosza z prywatyzacji Żydom

"Solidarność" działająca w Jastrzębskiej Spółce Węglowej sprzeciwia się prywatyzacji spółki. - Żeby pieniądze nie poszły na odszkodowania dla Żydów - wyjaśnia Andrzej Ciok, wiceprzewodniczący związku w spółce
Członkowie "Solidarności" w kopalni Jas-Mos, należącej do Jastrzębskiej Spółki Węglowej, zainteresowali się ostatnio sprawą przywracania polskiego obywatelstwa Żydom, którzy musieli uciekać z kraju w marcu 1968 roku.

W uchwale, którą wysłali m.in. ministrom gospodarki, skarbu, spraw wewnętrznych, szefom klubów PiS i PO, Radiu Maryja, "Naszemu Dziennikowi" oraz Telewizji Trwam, związkowcy pytają, czy obywatelstwo będą mogły uzyskać też osoby pochodzenia żydowskiego związane z komunistyczną bezpieką? Zdaniem Andrzeja Cioka, szefa "S" w kopalni Jas-Mos i jednocześnie wiceprzewodniczącego związku w całej JSW, to Żydzi stanowili główny trzon komunistycznej służby bezpieczeństwa PRL-u.

- To krzywdzące, że dziś pamięta się o oprawcach, takich jak Jakub Berman, którzy szkodzili Polsce, a zapomina o prawdziwych Polakach wywiezionych przez najeźdźców na tereny byłego ZSRR - mówi Ciok, pomysłodawca uchwały, w której znalazł się również apel do polskich władz, by przygotowały ustawę przywracającą obywatelstwo rodowitym Polakom wywiezionym z ojczyzny za "udział w powstaniach narodowych, walkach obronnych, a także za działalność na rzecz niepodległości i suwerenności naszego kraju".

Związkowcy zaniepokoili się też sprawą szybkiej prywatyzacji 740 spółek, w tym Jastrzębskiej Spółki Węglowej, którą niedawno zapowiedział minister skarbu. Zdaniem związkowców z JSW istnieje zagrożenie, że zdobyte w ten sposób pieniądze zostaną przeznaczone w dużej mierze na odszkodowania dla Żydów, którzy utracili majątki w kraju.

- Premier obiecał im hojne zadośćuczynienie, a wiadomo, że państwowa kasa jest pusta i skądś trzeba wziąć pieniądze. Nie zgodzimy się, by odbyło się to kosztem górników i naszej firmy, a czujemy, że taki jest cel tej "szybkiej prywatyzacji" - grzmi Ciok. Przy okazji wyjaśnia, dlaczego zakładowa "S" zawsze tak zdecydowanie sprzeciwiała się jakimkolwiek próbom prywatyzacji spółki. - Żeby pieniądze nie poszły na odszkodowania dla Żydów - przyznaje związkowiec.

50-letni Ciok, który działalność związkową zaczynał w stanie wojennym, a dziś kieruje jedną z najmocniejszych struktur zakładowych na Śląsku, nie boi się zarzutów o antysemityzm.

- Dziś każdy, kto powie chociaż jedno krytyczne słowo o Żydach, od razu jest antysemitą, draniem i wampirem. A ja mówię tylko to, co myślę, i nikogo nie obrażam. Nawet z panem miło mi się przecież rozmawia, chociaż dzwoni pan z żydowskiej gazety i pewnie jutro będzie nagłówek "Ciok antysemita" - mówi związkowiec.

Dominik Kolorz, szef górniczej "Solidarności", w związkowych strukturach przełożony Andrzeja Cioka, mówi, że nie widział uchwały, więc nie będzie jej komentował, tak samo jak poglądów związkowca z Jastrzębia. - W tej sprawie nie mam nic do powiedzenia - ucina.

Inni związkowcy są bardziej rozmowni, ale tylko gdy pozostają anonimowi. - Andrzej, który jest barwną postacią, przynosi nam wstyd, ale nie bardzo wiadomo, jak go uciszyć. Naprawdę lepiej by było, żeby nie kłapał dziobem - przekonuje kolejny związkowiec.

Ciok przyznaje, że jak dotąd żaden z adresatów apelu wystosowanego przez związkowców z kopalni Jas-Mos się nie odezwał. Ale nie zraża się i obiecuje, że sprawę uprzywilejowanego traktowania Żydów kosztem rdzennych Polaków zamieszkałych na terenach ZSRR poruszy na zjeździe krajowym "S", który zaplanowano na jesień tego roku.

- Każda struktura zakładowa w "Solidarności" ma prawo podejmować uchwały dowolnej treści. Nie oznacza to, że są one reprezentatywne dla całego związku. Z niektórymi tezami uchwały związkowców z Jas-Mosa można polemizować. Inne, jak np. wezwanie do uchwalenia ustawy o repatriacji czy przywrócenia obywatelstwa Polakom ze Wschodu, wynikają ze szlachetnych intencji - mówi Wojciech Gumułka, rzecznik prasowy śląsko-dąbrowskiej "Solidarności".