Człowiek orkiestra z Muszyny: Mistrza Polski nie kupiłem

Muszyniankę poprowadzili do złota wuefista i biolog. - Śmieją się, że jestem naturszczykiem, że kupiłem mistrza? Tak mogą mówić tylko zazdrośni trenerzy showmani, którzy sami nie osiągnęli takiego sukcesu - uważa Bogdan Serwiński, człowiek orkiestra z pięciotysięcznego miasteczka na końcu Polski
Aleksandra Przybysz: Zagrałyśmy na sto procent

W biuletynie Starostwa Powiatowego w Nowym Sączu o Serwińskim piszą tak: "52 lata, nauczyciel, hobby - zainteresowania wszechstronne". W tej ostatniej rubryce powinno być: "omnibus", bo Serwiński oprócz prowadzenia zajęć wf otworzył przedsiębiorstwo handlowe, był przewodniczącym rady miasta Muszyna, jest prezesem tamtejszego klubu siatkarskiego, jego trenerem, gospodarzem obiektu. No i sam wymyślił klub, który zdobył właśnie mistrzostwo Polski, drugie w ostatnich trzech latach.

Serwiński jest niezwykle systematyczny, ma ponoć niezwykłą pamięć. Jak najęty recytuje daty powstania Muszynianki, jej poprzednie nazwy, m.in. Kurier i Postęp - zakład rozlewający wodę mineralną.

- To było dziesięć lat temu - opowiada. - Siedzieliśmy z nauczycielem biologii Grzegorzem Jeżowskim i szukaliśmy sensu naszej pracy z dzieciakami, które pod naszym okiem odbijały piłkę w szkole. Poszliśmy na całość i wymyśliliśmy budowę zespołu na ligę. Dwa lata graliśmy w drugiej lidze, później tyle samo w serii B, aż przyszedł awans do ekstraklasy. No i zaczęło się kręcić.

Sponsora daleko nie szukali, bo Postępowi pomysł też się spodobał. Kiedy po dwóch złotych medalach mistrzostw Europy przyszedł do Polski boom na kobiecą siatkówkę, Serwiński uznał, że najlepszym sposobem na sukces sportowy i marketingowy będzie sprowadzenie największych gwiazd z kadry Andrzeja Niemczyka. Na początku były to Milena Rosner, Natalia Bamber i Joanna Mirek, które dały pierwsze mistrzostwo w 2006 roku, w kolejnych sezonach następne Złotka - Sylwia Pycia, Aleksandra Przybysz, Mariola Zenik, Izabela Bełcik.

- Panie, dzięki temu Bogdanowi to o nas świat usłyszał - opowiada starsza kobieta, która na bilet nie miała szans (rozeszły się długo przed decydującym o mistrzostwie meczem) i biła brawo drużynie pod halą. - Turyści to do nas od zawsze przyjeżdżali, ale teraz to i w gazetach o nas piszą i co dwa tygodnie telewizja przyjeżdża - cmoka z zachwytu, spoglądając z podziwem na wielki wóz transmisyjny Polsatu.

Serwiński to w Muszynie najważniejsze i najbardziej znane nazwisko. - Bo Bogdan to ten od siatkówki, a Paweł, jego brat, to nasz burmistrz, a kiedyś dyrektor szkoły - dodaje właściciel pensjonatu ze Złockiego, dzielnicy Muszyny. - Porządni ludzie.

Ale w Lidze Siatkówki Kobiet Serwińskiego już tak nie poważają. Inni trenerzy po cichu kpią sobie z "naturszczyka z Muszyny". - Wiem, że tak jest - mówi trener Muszynianki. - Moją odpowiedzią zawsze będą wyniki. Ile razy mój zespół zdobył mistrza w ostatnich trzech latach? Dwa.

Jerzemu Matlakowi, który w lidze pracuje 36. sezon, a jego Farmutil Piła przegrał finał właśnie z Muszynianką, trudno było przełknąć porażkę w decydującym piątym spotkaniu. Tłumaczył, że miał najsłabszy zespół z czołówki i mały w porównaniu do innych budżet.

Serwiński: - Nie wiem, czemu wszyscy wierzą w to, że Bielsko-Biała, Kalisz czy Piła były słabsze. Słyszę też, że kupiłem sobie mistrza, bo mam kasę i mogę sięgać po gwiazdy. Przecież ja mam tylko jedną kadrowiczkę - Mariolę Zenik. Rywale mają ich wiele więcej, a na inne moje dziewczyny wołają kombatantki. Zarzuty, jakie słyszę pod swoim adresem, albo wypowiadają sfrustrowani kibice, albo trenerzy showmani, którzy chcą umniejszyć moją rolę, a sami nie potrafili sięgnąć po sukces.

Także w kontaktach z mediami Serwiński jest zupełnie inny niż choćby Matlak, który nie znosi krytyki, lubi błysnąć w telewizji i otoczyć się klepiącymi go po ramieniu dziennikarzami. - A mnie na tym nie zależy - mówi stanowczo trener mistrza. - Nie szukam poklasku i się nie obrażam, nawet kiedy mnie krytykują. Bo ja kocham swoją pracę, żyję tym każdego dnia. No i jestem skromnym człowiekiem.

Trzeba jednak przyznać, że Serwiński z Jeżowskim, swoim kolegą ze szkoły, stanowią dość osobliwą parę. Na ostatnim turnieju finałowym o Puchar Polski w Poznaniu obaj trzymali się z dala od innych trenerów. - Nie pcham się nigdy do pierwszego rzędu, ale naprawdę jestem otwarty i chłonny. Nie zacietrzewiam się, lubię wyzwania, choć wiem, że mnie jest trudniej niż doskonałemu trenerowi Igorowi Prielożnemu [z Winiar Kalisz] czy trenerskiemu guru Matlakowi.

Małgorzata Niemczyk, mistrzyni Europy z 2003 r., dziś telewizyjny ekspert, uważa, że Serwińskiemu trzeba dziękować za to, że stworzył siatkówkę w Muszynie. - Jeśli jednak chodzi o sam sport, to przed tym trenerem jeszcze daleka droga. Prowadzić treningi według rozpiski mógłby każdy z nas. Siatkówkę trzeba jednak czuć. Wyprzedzać myśli zawodniczek, reagować w odpowiednim momencie. Trudno posiąść tę umiejętność z dnia na dzień.

W drużynie z Muszyny rządzi Joanna Mirek, była kapitan Złotek, której obecny trener Marco Bonitta w kadrze nie widzi. Niektórzy podejrzewają, że to właśnie ona, a nie Serwiński, jest de facto trenerem. Na czasach szkoleniowiec wypowiada dziesięć słów, Mirek - pięć razy tyle i dziesięć razy głośniej. - Ja trenerem? Bzdura - śmieje się Mirek. - Jestem zawodniczką, tylko taką z silnym charakterem. Potrafię poderwać koleżanki do walki, dlatego tak to wygląda.

Serwiński: - Wiem, że wytykają mi, że nie umiem znaleźć się przed kamerami podczas czasów. A co ja będę z siebie wariata robił i plótł bzdury pod publiczkę. W pół minuty jeszcze nikt nikogo nie nauczył grać w siatkówkę.

W Muszynie nie chcą na razie myśleć, co będzie, jeśli producent wody przestanie dawać pieniądze na siatkówkę (nieoficjalnie nawet 4 mln zł rocznie). Serwiński uważa, że w podobnej sytuacji są prawie wszystkie kluby w Polsce. - Cały sport w naszym kraju wisi na włosku, na łasce nielicznych sponsorów - twierdzi trener. - Wyobraźmy sobie, że ze Skry wycofuje się Elektrownia Bełchatów, i nie ma Skry. A Muszynianka ciągle będzie, bo zawsze możemy wrócić do pracy z dziećmi. Potrafimy to robić bardzo dobrze.

- Aha i jeszcze tak na koniec coś panu powiem. W przyszłym sezonie udowodnię tym wszystkim prześmiewcom, że Muszynianka nie tylko jest najlepsza w Polsce, ale i w Lidze Mistrzów zagra po europejsku.

W Muszyniance prawdopodobnie zostaną wszystkie siatkarki, które sięgnęły po mistrzostwo. Propozycję gry dostały także kadrowiczki, które wyjechały na olimpijskie kwalifikacje do Pekinu. Jeszcze przed igrzyskami zdecydują, czy przeniosą się do niespełna pięciotysięcznego miasta pod słowacką granicą.