Listkiewicz: Legia zachowuje się nieodpowiedzialnie

- Takie wypadki jak we wtorek w Bełchatowie zdarzają się wszędzie. Byłem ostatnio na meczu Bazylea - Zurich, wydawało mi się, że nigdzie nie jest tak spokojnie jak w Szwajcarii, ale zadyma była dziesięć razy gorsza niż na finale Pucharu Polski - mówi w rozmowie ze Sport.pl Michał Listkiewicz, prezes PZPN
Beenhakker o skandalu w Pucharze: To wielki wstyd dla Polski

Blog Rafała Steca: Kibol trzyma za mordę całe państwo

Przemysław Iwańczyk: Zaraz po finale Pucharu Polski powiedział pan, że PZPN ukarze Legię za zachowanie kibiców. Ale to przecież PZPN dał im bilety, bo Legia odmówiła, nie chcąc brać odpowiedzialności za kiboli.

Michał Listkiewicz: - Pierwsze słyszę [Listkiewicz powiedział o karze dla Legii naszemu dziennikarzowi tuż przed wręczeniem pucharu piłkarzom Legii]. Przecież nie ja jestem od karania. Proszę zadzwonić do mojego zastępcy Eugeniusza Kolatora, on zajmuje się sprawą.

Ale to pan jest szefem związku.

- Jestem, ale nie przesadzajmy. Takie wypadki jak we wtorek w Bełchatowie zdarzają się wszędzie. Byłem ostatnio na meczu Bazylea - Zurich, wydawało mi się, że nigdzie nie jest tak spokojnie jak w Szwajcarii, ale zadyma była dziesięć razy gorsza niż na finale Pucharu Polski. Nie wiem, czemu eskalują tak agresywne zachowania kibiców, trzeba zapytać o to socjologów, ale nie my jesteśmy jedyni. Muszę pochwalić służby porządkowe, że w Bełchatowie szybko opanowały sytuację, choć trochę zabrakło im wyobraźni, bo może gdyby siedziały w strefie buforowej między kibicami, nie doszłoby do awantur. Mam za to pretensje do firmy, która wpuszczała kibiców, że pozwoliła im wnieść na stadion materiały pirotechniczne. Zresztą ten szwajcarski incydent zaczął się tak samo, od rzucania rac.

Ubolewam, że ten jeden wybryk zepsuł wrażenie ogólne, bo gdyby nie te 10 minut, nawet pochwaliłbym kibiców, mimo że na nasz temat ciągle nieprzychylnie śpiewają. Zresztą ja przekonuję się o tym dość często.

Powinien pan ubolewać - kierowany przez pana związek złamał prawo: wpuścił na stadion ludzi z materiałami pirotechnicznymi, sprzedał bilety niezidentyfikowanym z imienia i nazwiska kibicom, a wśród nich mogli być kibole z zakazem stadionowym.

- Przecież nie ja się tym zajmowałem tylko sekretarz generalny związku Krzysztof Rola-Wawrzecki. I z tego co wiem, kibice byli weryfikowani. W ścisłej współpracy z policją wyłapiemy prowodyrów, bo monitoring na stadionie w Bełchatowie jest naprawdę dobry.

Byli weryfikowani? Przez kogo? Zaręczy pan, że w Bełchatowie nie było nikogo z zakazem stadionowym?

- No aż tak to nie, nie zaręczę. Jak wrócę z Wiednia, a jadę tam razem z ministrem sportu Mirosławem Drzewieckim, wszystkim się zajmę. Na razie poleciłem, by wstrzymać się z wszelką oceną sytuacji.

A ludzi z PZPN, którzy ułożyli się z kibolami, też pan oceni? Np. rzecznika związku Zbigniewa Koźmińskiego, który wieszał psy na Legii, że nie pozwala swoim kibicom uczestniczyć w finale.

- O nie, nie. Po pierwsze, nie układaliśmy się, tylko zawarliśmy pewne porozumienie i dostaliśmy od nich gwarancje. Po drugie, nie nazywałbym ich kibolami, bo to tylko nieliczne grupki, które rozrabiają.

Legia nie chce brać odpowiedzialności za swoich kibiców i tym samym zachowuje się nieodpowiedzialnie. Okopując się, żadnej sprawy się nie załatwi, nie tędy droga. Dlatego wysłałem do Legii deklarację, że związek może przed nowym sezonem pomóc doprowadzić do porozumienia. Legia jest w błędzie, jeśli myśli, że ucieknie od sankcji, jeśli nie weźmie odpowiedzialności za swoich kibiców. Rozmawiałem na ten temat w UEFA, a najświeższy jest przykład Ferencsvarosu. Klub z Budapesztu też odciął się od swoich kibiców, ci nadal rozrabiali, więc UEFA wyrzuciła ich z pucharów.

Zapytam jeszcze raz: ukarze pan osobę, która dała kibicom Legii bilety? Czy PZPN weźmie odpowiedzialność za to, co stało się w Bełchatowie?

- Tak. PZPN podjął ryzyko, dając kibicom bilety, i weźmie odpowiedzialność. W porozumieniu z władzami Bełchatowa usunięte zostaną wszelkie zniszczenia. Jeśli policja wskaże, że wina leży po naszej stronie, ukarani zostaną także ludzie z PZPN.

Fotoreporterowi "Gazety" skradziono, a później zniszczono laptopa...

- Jeśli zostanie to potwierdzone, pokryjemy i te straty.

A dlaczego w ogóle finał rozgrywano w Bełchatowie?

- Ponieważ Legia odmówiła gry u siebie i w Krakowie. Chcieliśmy wyłonić gospodarza w losowaniu, ale klub z Warszawy się nie zgodził. Mieliśmy pomysł, by grać w Kielcach, ale władze miasta nie przystały na to w obawie o bezpieczeństwo.

W takim razie dlaczego w Bełchatowie?

- Bo zgodziła się na to tamtejsza policja, a ubiegłoroczny finał tych samych rozgrywek wypadł tam bardzo dobrze. Zresztą gdzie mielibyśmy grać?

Na Stadionie Śląskim albo na stadionie w Poznaniu, najlepszym w tej chwili obiekcie w Polsce.

- Stadion w Poznaniu jest wciąż remontowany i odpada. Mam więc pomysł. Dopóki nie powstaną u nas stadiony z prawdziwego zdarzenia, grajmy finał na Stadionie Śląskim.