Schetyna dla Sport.pl: Odpowiedzialność spada na PZPN

- Minister Adam Rapacki wysłał list do prezesa Listkiewicza z żądaniem wyjaśnień. Odpowiedzialność spada na organizatora, czyli PZPN. Związek przekazał bilety kibicom Legii, w związku z tym na przykład nie egzekwowano zakazu stadionowego - mówi Sport.pl wicepremier i szef MSWiA Grzegorz Schetyna
Beenhakker o skandalu w Pucharze: To wielki wstyd dla Polski

Blog Rafała Steca: Kibol trzyma za mordę całe państwo

Radosław Leniarski: Dlaczego policja nie zatrzymała sprawców rozrób w Bełchatowie.

Grzegorz Schetyna: - Trzy osoby zostały zatrzymane.

Ale to nie są sprawcy głównej zadymy, przez którą został przerwany mecz. Cała Polska widziała w TVN, że rozrabiały dziesiątki.

- Proszę z tym pytaniem do komendanta policji. Ja wiem, że trzy osoby zostały zatrzymane po wtargnięciu na płytę. Policja przywróciła porządek po dziewięciu minutach. Do momentu rozróby zgodnie z zasadami była na zewnątrz obiektu. Wezwana została wtedy, gdy sprawa wymknęła się spod kontroli ochroniarzy.

Co pan jako zwierzchnik policji zrobi w sprawie odpowiedzialności za wydarzenia?

- Dziś minister Adam Rapacki wysłał list do prezesa Listkiewicza z żądaniem wyjaśnień. Odpowiedzialność spada na organizatora, czyli PZPN. Związek przekazał bilety kibicom Legii, w związku z tym na przykład nie egzekwowano zakazu stadionowego. Ale to nie jest jedyna przewina. Wskażemy osoby, które popełniły kardynale błędy w organizacji imprezy masowej o podwyższonym ryzyku. Powołany został dziewięcioosobowy zespół pod auspicjami Komendy Głównej Policji, który współpracuje z policjantami w Krakowie i Warszawie. Wszyscy, którzy wtargnęli na boisko i brali udział w rozróbach, zostaną zidentyfikowani i zostaną im postawione zarzuty udziału w bójce. Ta procedura się zaczęła, zespół od dziś pracuje.

Nie będzie zgody policji, jeśli tak mają być organizowane mecze. Kluby robią to w sposób profesjonalny, a tak jak było to zrobione, to zgroza i PZPN sam sobie podkłada głowę pod topór. Będzie nowa ustawa, która zaostrzy przepisy.

Ale jest w tej nowej ustawie zapis, że osoba z zakazem stadionowym musi być podczas meczu u siebie w domu. Przecież to daje pole do oszustw. W Wielkiej Brytanii osoba z zakazem musi być w porze meczu na posterunku policji...

- Cała ustawa jest oparta na przepisach brytyjskich. Zakaz wejścia na stadion jest i tam, i u nas fundamentem. Idziemy w kierunku urealnienia przepisów. Najważniejsza jest skuteczność. Zastanawialiśmy się z policjantami, jak najlepiej to rozwiązać. Trudno zorganizować obecność osób z zakazem w komendach w czasie meczów. Lepiej zadzwonić po 20 minutach meczu lub osobiście sprawdzić, czy ukarany zakazem jest w domu.

Ale przecież teraz zakaz wyglądał tak, że policjant odfajkowywał sprawcę z zakazem nawet trzy, cztery godziny przed meczem i wypuszczał z komendy, aby nie mieć kłopotów. Sprawca często szedł sobie spokojnie na mecz. To niby dlaczego policjant ma teraz wziąć na siebie kolejny kłopot i dzwonić?

- Tym bardziej lepiej zadzwonić i sprawdzić samemu. Jeśli będzie nieuchronność kary, wszystko się zmieni. Jeśli sprawcy nie będzie w domu, podlega automatycznie karze, która zaczyna się od poniedziałku. Jemu będzie zależeć na tym, aby złapano go przez telefon. To jednak jest nadal konsultowane między ministerstwami. Ja wierzę w policję.

Nie uważa pan, że policja jest bezradna wobec rasistów i chuliganów, że ta choroba się nasila?

- Uważam, że jest lepiej. W sprawie Mysony jest reakcja prokuratury [piłkarz ŁKS był w rasistowskiej koszulce]. W Tarnowie bardzo szybko zatrzymani zostali chuligani demolujący dworzec i ukarani trzymiesięcznymi aresztami.

W Bełchatowie schwytano trzech...

- To początek dochodzeń. Nie skończy się na trzech zatrzymaniach. Najważniejsze, aby ukarano jak największą liczbę sprawców. We Wrocławiu w 2003 roku 265 zatrzymanych leżało na ulicy po meczu Śląska z Arką. I dwa dni później wszystkich wypuszczono. Spektakularność nie jest najważniejsza. Musimy mieć chwile czasu na sprawdzenie monitoringu, na dochodzenie.