Mistrzowska feta Wisły

Były piękne bramki, efektowne asysty, wspaniały doping i okazałe zwycięstwo. Tak Wisła zakończyła jeden z najlepszych sezonów w historii klubu, a potem świętowała na Rynku Głównym w Krakowie
Pozostałe mecze 30. kolejki Orange Ekstraklasy

W ostatnim meczu sezonu przy Reymonta świętowano mistrza Polski zdobytego cztery kolejki wcześniej. - Wisła zdobyła tytuł w wielkim stylu. Szkoda, że wszystkie 16 drużyn polskiej ligi nie gra na takim poziomie. Wtedy byłoby to z korzyścią dla kadry - mówił Adam Nawałka, były piłkarz i trener Wisły, a teraz asystent selekcjonera.

Nikt nie wyobrażał sobie, by fetę mogło zepsuć zdegradowane za korupcję, a do tego najsłabsze w lidze Zagłębie Sosnowiec.

Większość kibiców założyła czerwona koszulki, a tuż przed rozpoczęciem meczu na trybunie D fani zaprezentowali imponującą oprawę.

Wisła świętowała, ale trener Maciej Skorża wciąż myśli o wtorkowym finale Pucharu Polski. M.in. Z tego powodu w składzie zabrakło Mariusza Pawełka, Arkadiusza Głowackiego, Dariusza Dudki, Wojciecha Łobodzińskiego i Rafała Boguskiego. Od początku grał za to Radosław Matusiak, wcześniej leczący kontuzję czy też rezerwowy Marcin Juszczyk.

Pierwsi celny strzał oddali jednak goście. W 15 min Paweł Cygnar strzelił mocno z 20 m, ale Marcin Juszczyk odbił piłkę. Goście głównie jednak się bronili, a Wisła głównie chyba myślała o czekającej po meczu fecie najpierw na stadionie, a później na Rynku Głównym. Pierwszą sytuację stworzyli dopiero w 22 min. Z rzutu wolnego strzelał Marek Zieńczuk, ale Grzegorz Kurdziel wybił na rzut rożny.

W 30 min dość przypadkowo w polu karnym ręką zagrał Marcin Komorowski. Do jedenastki poszedł Cleber i było 1:0. Później znów na boisku działo się niewiele, choć tuż przed końcem pierwszej połowy w ostatniej chwili Marcin Baszczyński wybił piłkę próbującemu zrehabilitować się Komorowskiemu. Po chwili ambitny obrońca podał prostopadle do Cygnara, ale pomocnik Zagłębia kopnął niecelnie.

W przerwie trener Skorża zdjął Matusiaka i Sobolewskiego, a do ataku przesunął Jeana Paulistę. Ta roszada opłaciła się bardzo szybko. Po dynamicznej akcji Brazylijczyk, wyłożył piłkę Pawłowi Brożki, który podciął piłkę nad bramkarzem i strzelił 22 bramkę w sezonie. To nie był koniec popisów napastnika Wisły. W 63 min krakowianie przeprowadzili akcję godną mistrzów Polski. Mauro Cantoro przerzucił piłkę nad obroną do Jeana Paulisty, Brazylijczyk zgrał piłkę klatką piersiową do Pawła Brożka, który z powietrza podwyższył na 3:0.

Po chwili Polak zszedł z boiska, a od kibiców dostał owację na stojąco. A kibice krzyknęli: "Leo!!! Co? Brożek". Dla napastnika Wisły i najlepszego strzelca ligi selekcjoner reprezentacji nie widzi bowiem miejsca w kadrze.

Zwycięstwo mistrzów polski przypieczętował Tomas Jirsak. Czech z 18 m z woleja kopnął prosto w okienko. To tzw. bramka "stadiony świata".

Na koniec kibice odśpiewali hymn "Jak długo na Wawelu..."