Tenis: Polacy żegnają się z Wiecznym Miastem

Mariusz Fyrstenberg i Marcin Matkowski zakończyli turniej Masters Series w Rzymie na etapie ćwierćfinału. Polscy debliści w ostatnim piątkowym meczu na korcie centralnym Foro Italico ulegli rozstawionym z dwójką Danielowi Nestorowi i Nenandowi Zimonjicowi 4:6, 1:6.
Nenand Zimonjic to obrońca tytułu sprzed roku, kiedy to triumfował w Rzymie wraz z Fabricem Santoro. W parze z Danielem Nestorem Serb występuje od zeszłego października. W tym sezonie ich największym sukcesem był finał zawodów z serii mistrzowskiej w Indian Wells, w którym to przegrali w dwóch setach z Jonathanem Erlichem i Andy Ramem. Po tym osiągnięciu przyszła dla serbsko-kanadyjskiego duetu bardzo zła passa, przegrali oni swoje pierwsze mecze w trzech kolejnych turniejach, z czego w dwóch już na kortach ziemnych (w Monte Carlo i Barcelonie). Niewiele brakowało by ta fatalna seria miała swoją kontynuację w Rzymie, gdyż w drugiej rundzie (w pierwszej mieli "wolny los") pokonali James Blake'a i Mardy Fisha dopiero 11:9 w tie-breaku meczowym.

Pojedynek ćwierćfinałowy z polskim duetem Zimonjic i Nestor wygrali już jednak dużo pewniej. Co prawda Fyrstenberg i Matkowski zaczęli spotkanie bardzo obiecująco, jako pierwsi zdobywając przewagę breaka. Rozstawieni z dwójką Serb i Kanadyjczyk szybko straty jednak odrobili, a w dziesiątym gemie wywalczyli przełamanie dające im zwycięstwo 6:4. Drugi set poszedł już bardzo szybko. Nasi reprezentanci zdołali w nim ugrać zaledwie jednego gema i łącznie wygrać jedenaście punktów. Mecz skończył się po pięćdziesięciu pięciu minutach. W całym spotkaniu Fyrstenberg i Matkowski odnotowali 53% trafionego pierwszego podania, a po drugim serwisie wygrali zaledwie pięć z dwudziestu trzech piłek.

Mimo tak dotkliwej porażki w ćwierćfinale, należy odnotować, iż jest to najlepszy występ Mariusza Fyrstenbarga i Marcina Matkowskiego w zawodach Internazionali BNL d'Italia. Dwa lata temu żegnali się z Wiecznym Miastem po drugiej rundzie, gdzie notabene ich pogromcami okazali się Zimonjic i Santoro.