Junta chce położyć łapę na zagranicznej pomocy

Rządząca Brima junta wojskowa chce położyć łapę na zagranicznej pomocy dla ofiar cyklonu "Nargis": dyktatura stwierdziła, że pieniądze i artykuły pomocy przyjmie z chęcią, lecz "nie jest gotowa" na przyjęcie międzynarodowych pracowników.
Przeczytaj, jak możesz pomóc ofiarom cyklonu

W przytaczanym przez BBC oświadczeniu birmańskiego MSZ stwierdziło, że chętnie przyjmie pieniądze oraz artykuły pierwszej potrzeby. Ale przyznało, że zawróciło samolot z Kataru, na pokładzie którego znajdowali się pracownicy pomocy oraz dziennikarze. "Myanmar [Birma], nie jest gotowy na przyjęcie międzynarodowych ekip ratunkowych ani dziennikarzy" - czytamy w oświadczeniu. Dystrybucją artykułów junta zajmie się sama.

W tym oświadczeniu ministerstwo poinformowało, że rząd koncentruje swe wysiłki na dystrybucji otrzymanej pomocy do najbardziej potrzebujących. Korespondent BBC z południowej Birmy potwierdził, że wojsko faktycznie zaczęło rozprowadzać więcej artykułów, których powszechnie brakuje, ale jak twierdzi John Holmes z ONZ wysiłki rządu birmańskiego w żadnym stopni nie odpowiadają potrzebom. Eksperci są zgodni, że junta nie dysponuje odpowiednimi środkami, by skoordynować akcję dystrybucji pomocy.

Oświadczenie birmańskiego MSZ to odpowiedź na apele ze strony ONZ - organizacja próbowała przyspieszyć proces wydawania wiz dla pracowników pomocy międzynarodowej. W Tajlandii co najmniej 40 pracowników oczekują na pozwolenia wjazdu, ale Birmańska ambasada z powodu państwowego święta została zamknięta do przyszłego wtorku.

Gdy w poniedziałek dyktatura oświadczyła, że przyjmie międzynarodową pomoc, reakcją na świecie było pozytywne zaskoczenie - zazwyczaj junta odmawiała jakiejkolwiek pomocy zagranicznej, upatrując w nich zagrożenie dla swej władzy. Jednak już we wtorek junta zaczęła stawiać warunki - pracownicy wszystkich organizacji musieliby starać się o specjalne pozwolenia na wjechanie na terytorium kraju.

Pomoc jest konieczna od zaraz. ONZ szacuje, że nawet 1,5 mln ludzi mogło ucierpieć z powodu cyklony "Nargis", który zdewastował region delty rzeki Irawadi. Państwowe media Birmańskie podają, że blisko 23 tys. osób zginęło, ale są obawy, że liczba ofiar może wzrosnąć do 100 tys. Setki tysięcy ludzi nie ma żywności, wody ani prądu. Obecne już w Birmie organizacje międzynarodowe twierdzą, że udało im się dotrzeć jedynie do 10 proc. potrzebujących.

W swoim oświadczeniu Sekretarz Generalny ONZ wezwał juntę do przyznania pierwszeństwa międzynarodowej pomocy, a nie planowanemu na sobotę krajowemu referendum nad szeroko krytykowaną zmianą konstytucji.

Część pomocy dotarła już do Birmy - krajom, które utrzymują dobre kontakty z juntą udało się dostarczyć do kraju najpotrzebniejsze artykuły. W Rangunie wylądowały we czwartek cztery samoloty z pomocą ONZ i jeden Międzynarodowego Czerwonego Krzyża. Pojawiła się też plotka, że osiągnięto porozumienie ws. pomocy ze Stanów Zjednoczonych, lecz została ona zdementowana przez ambasadora USA w Bangkoku. - Jesteśmy w długiej kolejce krajów gotowych, pragnących i mogących pomóc, ale również w długiej kolejce krajów, którym Birma nie ufa - powiedział BBC Eric John. - To jest więcej niż frustrujące. To tragedia - dodał.