Kto nic nie sieje, ten zbiera burę

Aż 750 mln zł żądają od ARiMR firmy informatyczne za nowe systemy. Bez tego może nie być dopłat dla rolników. Agencja jest pod ścianą, bo czas na negocjacje dawno minął.
Te trzy czwarte miliarda złotych to koszt stworzenia nowego systemu obsługi dopłat i konserwacji starego oprogramowania w Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Bez tych zmian rolnicy nie dostaną pieniędzy na czas. ARiMR jest największą agencją płatniczą nie tylko w Polsce, ale także w całej Europie. Zatrudnia ponad 11 tys. osób i wypłaca rocznie rolnikom ponad 12 mld zł.

Wnioski o dopłaty bezpośrednie (od hektara) rolnicy składają od połowy marca do połowy czerwca. Ale zwykle do połowy maja w ARiMR panuje spokój. Ruch w interesie zaczyna się od połowy maja - rolnicy masowo wysyłają wnioski pocztą lub stoją w kolejkach przed biurami Agencji. By przyjąć wnioski i wpisać je do systemu informatycznego, pracownicy ARiMR w poprzednich latach pracowali do późnych godzin, także w soboty i niedziele. W tym roku będzie jeszcze gorzej.

- Pracujemy na starym, coraz mniej wydajnym sprzęcie komputerowym, łącza są przeciążone, system szwankuje. A z każdym rokiem system obsługuje coraz więcej zadań. Teraz więc Agencji grozi kompletny paraliż, jak zwalą się na nas setki tysięcy wniosków - mówią nam pracownicy w centrali ARiMR.

Zdaniem informatyków co pięć lat sprzęt informatyczny powinien być wymieniany, bo staje się zbyt wolny. Systemowi w ARiMR pięć lat stuknęło w zeszłym roku. - Dziś jest tak, że jak włączam komputer, to mogę iść na kawę, Zdążę ją spokojnie wypić, zanim mój komputer zacznie działać - opowiada jeden z pracowników sekcji informatycznej.

Ale stary sprzęt to niejedyny problem. Agencja musi mieć oprogramowanie do obsługi nowego Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich na lata 2007-13. Na ten program przewidziane jest ok. 17 mld euro. To pieniądze na różnego rodzaju inwestycje w rolnictwie, zalesianie, wypłaty rent strukturalnych itd.

Do tej pory Agencja takiego oprogramowania nie kupiła. PROW wchodzi w życie bez systemu informatycznego do jego obsługi. Rolnicy już składają wnioski na inwestycje, ale nie będą one realizowane, póki nie zadziała oprogramowanie do obsługi wniosków i wypłat pieniędzy.

Oprogramowania nie ma, bo przez ostatnie dwa lata w ARiMR panował kompletny zastój. Koalicja PiS, LPR i Samoobrony zajmowała się tylko wymianą kadr, a nie bieżącymi problemami. Najpierw wyrzucono ludzi związanych z SLD, by zastąpić ich ludźmi z PiS. Potem wkroczyła do Agencji Samoobrona ze swoimi kadrami, na końcu, po odejściu z rządu Andrzeja Leppera, znowu czyszczono ARiMR z ludzi Samoobrony.

Nowa koalicja PO-PSL też zaczęła od porządków personalnych - wyrzucono ludzi poprzedniej ekipy i zastąpiono swoimi z PSL. Czas mija, a systemu jak nie było, tak nie ma.

We wrześniu kończy się trzyletnia umowa na konserwację już istniejącego oprogramowania, które zakupiono od amerykańskiego koncernu Hewlett-Packard. Na zawarcie nowej umowy nie ogłoszono przetargu. Nie ogłoszono też przetargu na nowe oprogramowanie do obsługi PROW 2007-13.

Teraz czas bardzo już goni i Agencja postanowiła bez przetargu wybrać firmę, która zaoferuje jej usługi informatyczne. I wybrała - trzyletnią umowę na konserwację starego systemu obsługi dopłat bezpośrednich ARiMR podpisze ponownie z HP i zapłaci za nią 300 mln zł. Nowy system do obsługi PROW za blisko 450 mln zł przygotuje z kolei polska spółka ABG należącą do koncernu Asseco Poland (największej polskiej firmy informatycznej, która kilka miesięcy temu połączyła się z Prokom Software Ryszarda Krauzego).

Nieoficjalnie pracownicy Agencji przyznają, że dokonując wyboru z wolnej ręki, bez przetargu, ARiMR przepłaci za usługę nawet o 30 proc.

Z naszych informacji wynika, że sytuacja w centrali Agencji jest coraz bardziej napięta. Nowy prezes z PSL Dariusz Wojtasik, który do niedawna bez sprzeciwu wypełniał polecenia gabinetu politycznego ministra rolnictwa, teraz zaczyna się stawiać i próbuje sam zarządzać Agencją.

- Prezes zdał sobie wreszcie sprawę z odpowiedzialności, jaka na nim ciąży. Albo zacznie naprawdę zarządzać, albo zapłaci stanowiskiem za bezwład, jaki tu panuje. Jeśli szybko podpisze nowe umowy z HP i Asseco, to ma szansę, choć tylko szansę, na uniknięcie paraliżu w Agencji - mówi jeden z byłych prezesów ARiMR.