Debety, choć tańsze, przegrywają z kredytówkami

Tylko jedna piąta klientów banków korzysta z linii kredytowej w koncie osobistym. Popularne debety coraz częściej przegrywają z kartami kredytowymi, choć w wielu bankach są od kart niżej oprocentowane.
Kredyty są coraz droższe, ale Polacy wciąż zadłużają się na potęgę. Według danych Narodowego Banku Polskiego na koniec kwietnia byliśmy winni bankom 227 mld zł. To oznacza, że przez ostatni rok nasze długi bankowe wzrosły aż o jedną trzecią - o ponad 62 mld zł.

Największą część naszych nowych długów stanowią oczywiście kredyty hipoteczne, ale górę pieniędzy pożyczyliśmy też na cele konsumpcyjne. Od kwietnia 2007 do kwietnia 2008 r. długi związane z bieżącą konsumpcją wzrosły o ponad 20 mld zł.

O ile jednak coraz chętniej bierzemy szybkie kredyty gotówkowe (zadłużenie z tego tytułu przez rok poszło w górę o ponad 12 mld zł), dostępne bezpośrednio w sklepach kredyty ratalne (plus 2 mld zł) czy karty kredytowe (plus 3 mld zł), o tyle wciąż słabo wykorzystujemy najwygodniejszą możliwość - zaciągnięcia kredytu w swoim koncie osobistym.

Debet przegrywa z kredytówką

Takie linie kredytowe - zwane niekiedy debetami - mają w ofercie wszystkie banki. Klient, z reguły na podstawie dodatkowej umowy, otrzymuje prawo zejścia pod kreskę z saldem rachunku. Taka pożyczka jest bardzo wygodna, bo spłaca się automatycznie z najbliższego wpływu na konto.

Ale choć konta osobiste ma ponad 18 mln Polaków, to z szacunków "Gazety" na podstawie rozmów z bankowcami wynika, że z możliwości debetowania konta osobistego korzysta najwyżej 20-25 proc. osób. Według NBP nasze długi z tytułu debetów od lat utrzymują się na tym samym mniej więcej poziomie 10 mld zł. W ostatnim roku wzrosły tylko o pół miliarda złotych, czyli sześć razy mniej niż np. ujemne salda w kartach kredytowych.

Dlaczego Polacy korzystają z linii debetowych w koncie mniej chętnie niż z innych form zaciągania kredytów? Przecież w odróżnieniu od tradycyjnego kredytu gotówkowego taki debet "odrasta" wraz ze spłatą rat, z reguły ma też niższe oprocentowanie.

Bankowcy twierdzą, że debety coraz częściej przegrywają konkurencję z kartami kredytowymi. Mamy ich w portfelach już ponad 8 mln, a bankowcy wolą promować właśnie kredytówki, a nie debety. Powód? Na kartach kredytowych lepiej zarabiają. Mają prowizję od sklepu za każdą transakcję kartą, a od klienta pobierają odsetki i różne opłaty manipulacyjne.

- Karty kredytowe są równie wygodne przy szybkich zakupach jak możliwość korzystania z debetu, a przyciągają klientów dodatkowym bonusem w postaci sięgającego ponad 50 dni okresu bezodsetkowego - tłumaczy Tomasz Byczyński z banku ING.

Tyle że z badań wynika, iż tylko jedna trzecia posiadaczy kart mieści się ze spłatą zadłużenia w okresie bezodsetkowym. Pozostali wpadają w wysokie oprocentowanie, sięgające w niektórych bankach 25-26 proc. rocznie.

Co czwarty wybiera debet

Dla takich osób to właśnie debet jest najtańszym sposobem zadłużania się. Jak wyliczył dla "Gazety" portal Comperia.pl, aż cztery banki oferują linię kredytową w ROR z oprocentowaniem poniżej 12 proc. W najtańszym Toyota Banku pięciotysięczny debet kosztuje (razem z prowizją za przyznanie i kosztem prowadzenia konta) tylko 680 zł opłat i odsetek rocznie.

- W Polsce kredyt odnawialny w rachunku nie jest zbytnio popularny, co jest wielką szkodą dla klientów. Odsetki wcale nie muszą być wysokie, gdyż bank, znając historię naszego rachunku, może nam zaproponować konkurencyjne oprocentowanie - mówi Łukasz Bugaj z Comperii.pl.

- Kredyty odnawialne od kilku lat niezmiennie wybiera ok. 25 proc. nowych klientów, zakładających w naszym banku konto osobiste. Nawet jeśli mają już kartę kredytową, traktują kredyt odnawialny jako rezerwę finansową na wszelki wypadek - mówi Tomasz Byczyński z ING.

Banki coraz częściej eksponują tani kredyt odnawialny jako atrakcję mającą przyciągnąć klientów. Już od ponad dwóch lat kredyt w ROR oprocentowany w pierwszym roku na 9,99 proc. promuje Kredyt Bank. Jego rzeczniczka Monika Nowakowska zapowiada, że w nowej, majowej kampanii też będzie to jeden z najbardziej eksponowanych elementów oferty banku.

- Po poprzedniej kampanii promocyjnej, przeprowadzonej w 2006 r., zaobserwowaliśmy wzrost "kupowanych" przez klientów limitów o ok. 25 proc. Zwiększyła się również o 20 proc. średnia kwota przyznanego limitu - zachwala Nowakowska. I dodaje, że średnie oprocentowanie kredytu w koncie na rynku wynosi ok. 14-15 proc., czyli niżej od oprocentowania kart kredytowych i kredytów gotówkowych.