Molestowanie w tyczyńskim gimnazjum?

Czy 13-letnia uczennica gimnazjum w Tyczynie była molestowana seksualnie przez czterech chłopaków z tej samej szkoły? Sprawę bada policja, a dzisiaj kontrolę w tyczyńskim gimnazjum przeprowadzi kuratorium


Policyjne dochodzenie w sprawie molestowania 13-letniej Moniki prowadzone jest od ubiegłego wtorku. Dzień wcześniej dziewczynka opowiedziała babci, którą się nią na co dzień opiekuje (rodzice dziewczynki są za granicą), o swoim dramacie trwającym od września. - Jestem załamana! Monika opowiedziała mi, że czterech chłopaków z trzeciej klasy gimnazjum wciągało ją przed lekcjami do szatni i toalet dla chłopców i tam ją obmacywali po całym ciele. Nie było tygodnia bez upokorzeń. Wnuczka opuściła się w nauce, nie chciała chodzić do szkoły. Jestem w szoku! - opowiada z płaczem "Gazecie" pani Krystyna, babcia Moniki.

Nastolatka jest pod opieką psychologa, który twierdzi, że Monika nie kłamie. Babcia dziewczynki w miniony wtorek o sprawie powiadomiła dyrekcję gimnazjum w Tyczynie oraz policję. - Pani dyrektor obiecała sprawę wyjaśnić, ale jestem zbulwersowana postawą wychowawczyni mojej wnuczki. W niedzielę rozmawiałam z nią telefonicznie. Powiedziała, że Monika swoim zachowaniem prowokowała chłopaków - dodaje pani Krystyna. Twierdzi też, że 13-latka dostaje teraz od chłopaków SMS-y z groźbami.

W Tyczynie dyrekcja gimnazjum nabrała w poniedziałek wody w usta. Na umówione spotkanie z "Gazetą" przyszła dyrektorka Bożena Żurawska; Joanna Pawlak, wychowawczyni Moniki, Halina Krzysztofińska, pedagog szkolna oraz siostra Remigia, katechetka. - Szukacie sensacji, sprawa nie jest warta jej opisywania - bagatelizowała Bożena Żurawska. Pedagog szkolny, wychowawczyni i katechetka nie odzywały się. Całą rozmowę dyrektor Żurawska nagrywała dyktafonem, a pedagog szkolna na polecenie dyrektorki robiła notatki.

- O całej sprawie będę mogła z panem rozmawiać, jak policja zakończy dochodzenie i jeżeli będzie miał pan zgodę opiekuna dziewczynki, że mogę o niej rozmawiać - powtarzała co chwilę Bożena Żurawska. Ani pedagog, ani wychowawczyni nie odpowiedziały na żadne z naszych pytań. Kwitowały tylko: - Robimy co możemy. A katechetka w trakcie rozmowy opuściła gabinet dyrektorki. - Bo się spieszę - powiedziała tylko s. Remigia.

W poniedziałek po południu informacja o rzekomym molestowaniu seksualnym Moniki dotarła od dziennikarzy do Podkarpackiego Kuratorium Oświaty. - We wtorek jedziemy tam z kontrolą. Jesteśmy zaskoczeni całą sprawą. Wobec dyrektorki zostaną wyciągnięte konsekwencje za to, że o sprawie, o której wiedziała od tygodnia, nas nie poinformowała - mówi "Gazecie" Alina Pieniążek z Podkarpackiego Kuratorium Oświaty.

- Do siebie też mam pretensje, że niepowodzenia Moniki w szkole bagatelizowałam. Już wiem, czym były spowodowane - twierdzi pani Krystyna.

- Sprawy nie zamieciemy pod dywan - obiecywała dyrektor Żurawska. Ale na rozmowę o szczegółach dramatu dziewczynki zaprosiła nas dopiero w czerwcu.

(Imiona 13-latki i jej babci zostały zmienione )