Samoobrona zrzuca biało-czerwony krawat

Bez przywódców, bez zaplecza finansowego partia Leppera dogorywa. Na rok przed wyborami do europarlamentu na szkoleniu pokazuje za to, jak dobrać liderów list wyborczych. Za przykład do naśladowania daje Adolfa Hitlera
Na zamkniętym spotkaniu nad Jeziorem Białym, niedaleko Włodawy, terenowi działacze partii spotkali się w sobotę z Andrzejem Lepperem i Januszem Maksymiukiem. Wszystko zorganizował Wiesław Kuc, eurodeputowany z ramienia Samoobrony. Mieli przyjechać nie tylko członkowie partii, ale i potencjalni aktywiści, którzy pomogliby odbudować upadłe struktury przed zbliżającymi się wyborami do Parlamentu Europejskiego (w 2009 r.) i w kolejnych wyborach samorządowych za dwa lata. Na zapowiadanych 300 uczestników z całego województwa stawiła się raptem setka osób i tylko jedna w charakterystycznym biało-czerwonym krawacie. Takiego nie miał nawet Lepper.

Dawny przywódca chłopskich blokad dróg starał się łagodzić nastroje wśród działaczy terenowych, unikał konfliktowego tonu i personalnych ataków na obecnych członków partii. Zapowiedział demokrację w sprawie ustalania liderów list wyborczych. Ale i tak "teren" krytykował Leppera. - Gdzie przewodnicząca regionu [Zofia Grabczan - red.], gdzie autobusy, które dowoziły nas na takie spotkania? - pytali działacze z powiatu puławskiego. Inni zarzucili Lepperowi, że przez niego przepadła część środków z Unii Europejskiej na modernizację gospodarstw. Ten bronił się zrzucając winę na swoich następców na stanowisku ministra rolnictwa.

Oprócz przemówienia Leppera, krótkiej dyskusji i grilla jednym z punktów spotkania było szkolenie z zakresu marketingu politycznego.

Warsztaty poprowadził Marek Butrym, socjolog polityki z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie, a z nadania PiS przewodniczący rady nadzorczej Radia Olsztyn. Podczas multimedialnej prezentacji przedstawiał idealne cechy kandydatów. - Dobry wygląd, tężyzna fizyczna, uprawianie sportów - wyliczał Butrym. - Nie ma wątpliwości, że wszystkie te cechy posiada Andrzej Lepper - kadził szefowi Samoobrony. Następnie udowadniał, jak najlepiej sprzedać swój wizerunek potencjalnemu wyborcy, m.in. przez jego ocieplenie. Za przykład dał Adolfa Hitlera. Na zaprezentowanym zdjęciu wódz Trzeciej Rzeszy występował z kilkuletnią dziewczynką na ręku. Po nim pojawiała się fotografia miejskiego radnego z Lublina Zbigniewa Wojciechowskiego z wizerunkiem Józefa Piłsudskiego - symbolem autorytetu i męża stanu. - Nie miałem pojęcia, że biorę udział w jakimś spotkaniu partyjnym, wcześniej z telewizji znałem jedynie panów Leppera i Maksymiuka - tłumaczył wczoraj "Gazecie" Butrym.

- Na przykładzie Hitlera pokazałem tylko negatywne techniki manipulacyjne. Każdy z polityków powinien rozważyć we własnym sumieniu, czy je stosować - zapewnia Marek Butrym.

- Należy rozróżnić pozytywne przykłady od negatywnych. Jeśli taki zbrodniarz wojenny jak Hitler mógł przeprowadzić skuteczną kampanię, to też trzeba to pokazać. Historii nie da się zamknąć - uważa Zbigniew Tkaczyk, były szef lubelskiej Samoobrony, który spotkanie nad jeziorem współorganizował. - Akurat w momencie, kiedy prezentowane było zdjęcie Hitlera, wyszedłem, więc nie wiem dokładnie, w jakim kontekście zostało pokazane - zastrzega Tkaczyk.

- Możliwe, że z przykładu Hitlera skorzystają politycy, którzy mają problemy z prawem, aby poprawić swój wizerunek. Ale tacy są i w innych partiach, nie tylko w Samoobronie - tłumaczy Lucyna Kozaczuk, wiceprzewodnicząca sejmiku województwa lubelskiego, która w również brała udział w sobotnim szkoleniu.

Nie wiadomo co sądzi o nim sam Lepper. Znad jeziora wyjechał szybko i bez pożegnania. - Jeszcze jakby się kto napił, to by mu dopiero nagadał, a on tego nie lubi - skomentował zachowanie szefa działacz partii z Lublina.

Lepper broni Hitlera

"Program poza sprawami rasowymi jest taki sam jak program SLD, Platformy czy PiS. Wszyscy chcą dobrze dla Polski. Tak samo Hitler chciał dobrze dla Niemiec. A że potem metody przyjął takie, które są nie do zaakceptowania w żadnym systemie, to już inna sprawa. Natomiast był to dobry mówca, miał świetnych nauczycieli" - tak Andrzej Lepper mówił w 2002 roku po przeczytaniu "Mein Kampf".