Po sukcesie Kubicy: Tak się rodzi mistrz świata!

Robert Kubica znów otarł się o perfekcję. Najlepszy wynik Polaka w Formule 1 pokazał, że 23-letni kierowca może być mistrzem świata! - uważa dziennnikarz Sport.pl Łukasz Cegliński.
Musiałem schudnąć, żeby się zmieścić do bolidu

BMW chwali Kubicę

Formuła 1 to sport wyjątkowy pod względem nakładów na rozwój - budżety zespołów pochłaniają setki milionów dolarów, z czego pensje dla kierowców to tylko niewielka część. Zastępy projektantów i inżynierów spędzają tygodnie w laboratoriach i fabrykach po to, żeby na tor wyjechała prawdziwa gwiazda - kosmiczne cacko skupiające w sobie najnowsze technologie. Wyścigówka, która bardziej przypomina odrzutowiec niż samochód.

Wyścigi maszyn nie przyciągałyby jednak regularnie przed ekrany kilkudziesięciu milionów widzów na całym świecie. To kierowcy - z natury popełniający błędy - powodują, że rywalizacja jest żywa. Wygrywają perfekcjoniści - ci, którzy pod ogromną presją popełnią w ciągu niespełna dwóch godzin jak najmniej pomyłek. W Wielką Niedzielę w Malezji o perfekcję otarł się Robert Kubica. Drugie miejsce na mecie to jego najlepszy wynik w 24 startach w Formule 1.



Biję się w piersi: przez kilka tygodni pisałem głównie o tym, że nowy bolid BMW Sauber jest trudny do okiełznania dla Kubicy i Nicka Heidfelda. Twierdziłem, że granatowo-białe samochody oznaczone symbolem F1.08 nie są tymi, które będą regularnie dowozić Polaka i Niemca na podium, a tym bardziej nie pozwolą walczyć o zwycięstwo w wyścigu, co w tym sezonie jest celem niemiecko-szwajcarskiej ekipy.

Po dwóch drugich miejscach Heidfelda i Kubicy, po nieznacznie przegranej walce o pole position Polaka w Australii, po najszybszym czasie pojedynczego okrążenia osiągniętym przez Niemca w Malezji, wreszcie po 19 punktach i drugim miejscu w klasyfikacji konstruktorów mogę napisać jedno: myliłem się. Jako usprawiedliwienie dodam tylko, że bazowałem wyłącznie na wypowiedziach kierowców oraz dyrektora technicznego Willy'ego Rampfa.



Dzisiaj to już nieistotne - okazało się, że BMW Sauber zbudowało bolid, który może regularnie dowozić kierowców na podium. Albo inaczej: samochód, którym na podium można wjechać. Okazało się, że tegoroczne przepisy, które zwiększyły udział kierowcy w sukcesie i porażce kosztem maszyny, dały też większe szanse takiemu człowiekowi jak Kubica, który w niedzielę popełnił może pół błędu. Polak udowodnił, że jest kierowcą zdolnym do wygrywania. Nawet już w tym sezonie.

Ktoś powie: Kubica miał w Malezji szczęście - kara cofnięcia na starcie dla obu kierowców McLarena, walka na pierwszym wirażu między Heidfeldem a Jarno Trullim, która dała Polakowi trzecie miejsce po pierwszym zakręcie, wreszcie błąd Felipe Massy.

Odpowiadam: szczęście trzeba umieć wykorzystać. Kubica to zrobił.

W sprawie dyskwalifikacji McLarena. W końcówce kwalifikacji bmw polskiego kierowcy - podobnie jak mclareny - szybkie okrążenie miało już za sobą. Polak jechał jednak tą częścią toru, na której w żaden sposób nie przeszkadzał walczącym z czasem Heidfeldowi i Fernandowi Alonso. Doświadczenie i wyobraźnia podpowiedziały mu, gdzie powinien być w takiej sytuacji. Lewis Hamilton i Heikki Kovalainen znaleźli się tam, gdzie nie powinni się znaleźć.

Pierwszy zakręt? To pół błędu Kubicy to właśnie start - Polak sam przyznał, że był nieudany, bo koła zakręciły mu się w miejscu i nie ruszył z takim impetem, z jakim by chciał. Ale Kubica nie szarżował potem na siłę, tylko spokojnie utrzymał tor jazdy i w pierwszy zakręt wszedł po wewnętrznej, korzystając z miejsca, które zrobiły mu spychające się bolidy Heidfelda i Trullego.

A jeśli chodzi o Massę - ten sezon może oddzielić kierowców dobrych od znakomitych. Szybkich od takich, którzy tę szybkość potrafią wykorzystać. Massa w Malezji był w świetnej sytuacji - wystarczyło mu spokojnie dojechać do mety, żeby zająć drugie miejsce i pokazać totalną dominację Ferrari (wygrał Kimi Räikkönen). Ale Brazylijczyk nie wytrzymał presji - być może jego gorąca krew nie potrafiła pogodzić się z porażką (startował z pierwszego miejsca), być może nie utrzymał koncentracji ze względu na zmęczenie, a może po prostu wciąż nie panuje nad ślizgającym się bez kontroli trakcji bolidem.

Kubica dał radę. W ekstremalnych warunkach zrobił wszystko, co mógł. Tak jak w pierwszych startach po zeszłorocznej fatalnej kraksie w Montrealu - we Francji i w Wielkiej Brytanii - Polak zajmował miejsca tuż za podium, bo jechał niemal bezbłędnie.

Kto wie, czy kariera Polaka nie potoczy się tak jak Massy lub obecnego mistrza świata Räikkönena - obaj tak jak Kubica debiutowali przecież w zespole Saubera. Brazylijczyka polecił zresztą obecny menedżer Polaka Daniele Morelli. Massa w 2002 r. w wyścigach jednak nie zachwycał, został testowym kierowcą Ferrari, a potem ze względu na sponsorskie układy znów jeździł w Sauberze. Mówi się, że Brazylijczyk jest teraz w Ferrari tylko dlatego, że jego menedżerem jest syn Jeana Todta - byłego szefa zespołu.

Szybciej w górę piął się Räikkönen, który w Sauberze debiutował w 2001 r. Już w kolejnym sezonie jeździł dla McLarena, gdzie w 2003 i 2005 r. był wicemistrzem. Poprzedni rok zaczynał jako następca Michaela Schumachera w Ferrari i mistrzem został bardzo szybko.

Kubica ma jeszcze trzecią ścieżkę - BMW Sauber rośnie w siłę, więc jeśli zespół zdecyduje się przedłużyć jego wygasający w tym roku kontrakt, to może Polak będzie walczył o mistrzostwo w obecnym zespole? W końcu wygrywać potrafi, bo w młodzieżowych seriach tytuły zdobywał hurtowo.

Wszystko o Formule 1 w portalu Sport.pl

Wideo relacja z wyścigu