Dolar dostał zawału

Bank centralny USA zdecydował się użyć w walce z recesją środków, jakich nie stosował od wielkiego kryzysu w latach 30. Wystraszeni inwestorzy na gwałt pozbywali się dolarów i akcji, a kupowali złoto
- Czy leci z nami pilot? - pytali wczoraj inwestorzy na światowych giełdach, patrząc na lecące na łeb na szyję indeksy i kurs dolara. Mieli za sobą ciężką niedzielę, bo zamiast spokojnie zakończyć weekend, dowiedzieli się, że amerykański bank centralny Fed nie świętował i obciął stopę procentową, po jakiej pożycza pieniądze innym bankom. W ten rozpaczliwy sposób chce ratować banki w USA tracące wypłacalność z powodu kryzysu hipotecznego, który szaleje od zeszłego roku.

Na rynkach finansowych rozpoczęła się kolejna fala panicznej wyprzedaży dolara. Euro jeszcze nigdy nie było tak silne - dawano za nie 1,59 dolara. Skutki odczuli na własnej skórze amerykańscy turyści. Agencja Reuters podała, że z powodu spadającego kursu w Amsterdamie Amerykanie mieli w poniedziałek trudności z wymianą dolarów na euro, bo nie przyjmowały ich małe kantory.

Przecena dolara nabrała takiego tempa, że analitycy spekulują o rychłej i skoordynowanej interwencji największych banków centralnych. Po raz ostatni banki interweniowały w 2000 r., tyle że ratowały wówczas kurs euro.

Dolar pogrążyły też wieści z jednego z największych banków inwestycyjnych USA - Bear Stearns. Działał on samodzielnie 85 lat i obronną ręką wyszedł z wielkiego kryzysu w latach 30. Teraz w zaledwie kilka dni stracił wypłacalność i stanął na granicy bankructwa. W niedzielę wykupił go za bezcen konkurent JP Morgan.

Fakt, że Fed obciął stopy poza swoim oficjalnym kalendarzem posiedzeń - i do tego w niedzielę - inwestorzy odebrali jako sygnał bardzo trudnej sytuacji w całym amerykańskim sektorze finansowym. Co więcej, Fed ogłosił, że będzie pożyczać pieniądze bezpośrednio nie tylko bankom, ale także ubezpieczycielom czy biurom maklerskim. A tego nie robił od kryzysu w latach 30.

Jak zawsze w trudnym momencie na giełdach inwestorzy rzucili się na złoto ochrzczonego mianem "bezpiecznej przystani". Cena uncji ustanowiła historyczny rekord 1033 dol. Podobnie ropa - za baryłkę płacono prawie 112 dol.

Inwestorzy sprzedawali za to na wyścigi akcje. Festiwal przeceny rozpoczął się na giełdach azjatyckich, gdzie indeksy zanurkowały 3-5 proc. Później akcje taniały mocno w całej Europie, także w Warszawie. Indeks największych spółek WIG20 tracił momentami 5 proc. Ostatecznie zakończył sesję 3,6 proc. pod kreską. Akcje na GPW sprzedawali głównie inwestorzy zagraniczni, którzy wychodzili z giełd na całym świecie, nie bacząc, że polska gospodarka kwitnie.

Po południu dolar odrobił nieco stratę do euro, co natychmiast przełożyło się na notowania surowców i metali szlachetnych. Potaniała i ropa naftowa, i złoto.

Dziś Fed zdecyduje, o ile obciąć główną stopę procentową, aby walczyć z recesją.