Drzymała o opuszczeniu Grodziska: Nie miałem wyjścia

Muszę wyjechać z Grodziska, bo za kilka lat biłbym się tu o utrzymanie. Stadion, który powstanie we Wrocławiu na Euro 2012, to będzie wielki handicap. Budżet Śląska będzie 10 razy większy niż dziś - mówi Zbigniew Drzymała
Piotr Leśniowski, Marcin Wesołek: Nie żal panu wynosić się z Grodziska?

Zbigniew Drzymała: Sentyment do tego, co tu zrobiłem, jest olbrzymi. Ale świat piłki się zmienia. Piętnaście lat temu, kiedy wchodziłem do sportu, obiekty były zniszczone, kluby biedne, wystarczyło gdziekolwiek porządnie prowadzić klub, by być skazanym na sukces. Jutro wszystko będzie inaczej. Na Euro 2012 - i nie tylko z tego powodu - powstanie w Polsce kilka pięknych stadionów i kluby, które będą miały takie zaplecze, na starcie mają tak olbrzymi handicap nad pozostałymi, że reszta jest w zasadzie skazana na porażkę. A ja bardzo nie lubię porażek. Gdybym został w Grodzisku, za kilka lat biłbym się o utrzymanie w lidze.

W takim razie dlaczego tak późno przenosi pan futbolowy biznes do innego miasta?

- Bo to nie jest łatwa decyzja. Miałem - i mam nadal - pewne zobowiązania wobec ludzi w Grodzisku. Wiele musiałem w sobie zmienić, by podjąć taką decyzję.

I kiedy ta zmiana nastąpiła?

- Widziałem, że coraz mniej ludzi przychodziło na nasz stadion. Także dlatego, że Lech Poznań, który stał się kultowym klubem całej Wielkopolski, tych kibiców nam zabrał. Nawet gdy graliśmy z pucharach z Crveną Zvezdą czy gdy zdobywaliśmy Puchary Polski, zainteresowanie nami było śladowe. Coś we mnie pękło po finale Pucharu Ekstraklasy, na który moi kibice nie przyjechali. To był moment krytyczny, ale były też inne - jak mecz z Jagiellonią Białystok, na którym trybuny świeciły pustkami. A bilety były niemal za darmo.

Zostawi pan coś kibicom w Grodzisku?

- Zostaje szkoła sportowa, drużyny młodzieżowe, których wychowankowie trafią później do Śląska, chcemy, by w Grodzisku grał zespół Śląska występujący w Młodej Ekstraklasie. Jeśli burmistrz miasta zechce powołać zespół czwartoligowy - bo po wycofaniu zespołu z ekstraklasy mamy prawo go mieć - udostępnimy go tej drużynie stadion.

W sobotę mecz Dyskobolii z Polonią Bytom. Będzie pan na nim?

- Będę. I już jestem przygotowany na transparenty z hasłami, jaki to jestem niedobry.

Powie pan coś tym ludziom?

- Co im mam powiedzieć? Gdzie byliście dotychczas?

Skoszaruje pan zespół w Grodzisku, by na mecze dojeżdżał do Wrocławia?

- Zobaczymy. Zdaję sobie sprawę z tego, że aby zwiększyć identyfikację zespołu z miastem, on musi być tam obecny. Konieczne są spotkania z kibicami, akcje marketingowe. Nie zaniedbamy tego.

Odległości nie będą problemem?

- Z jednego końca Wrocławia na drugi jedzie się czasem ponad godzinę. A gdy powstanie nowa droga ekspresowa Poznań - Wrocław ze stadionu - który jest na obrzeżach miasta - do Grodziska będzie się jechało półtorej godziny.

W Bydgoszczy i w Szczecinie nowy inwestor był bojkotowany przez część kibiców. Nie boi się pan tego we Wrocławiu?

- Na meczu z Legią kibice z Warszawy zajmowali się głównie lżeniem inwestora, który dla tego klubu zrobił naprawdę wiele dobrego. Kibic, który boi się reguł na stadionie, europejskich zasad, które obowiązują przy wejściu na obiekt, będzie niezadowolony. Bo w miejsce zaściankowego klubu i zaściankowych zachowań proponuje mu się nowoczesny klub i oczekuje kulturalnego zachowania. A niektórym jest dobrze w zaścianku. Ale mam nadzieję, że kibiców, do których żadna argumentacja nie trafia, jest niewielu.

Kibice Śląska będą ze mną, kiedy zespół będzie wygrywał. Jestem psychicznie przygotowany na to, że początki będą trudne. Po tych spotkaniach, które odbyłem we Wrocławiu, wiem, że nie przez wszystkich będę akceptowany.

W Poznaniu takich problemów nie było, bo kibice Lecha mieli alternatywę: albo zadłużony klub bez licencji w IV lidze, albo nadzieja na przyszłe sukcesy u boku Amiki...

- Rozumny kibic we Wrocławiu wie, że przed Śląskiem też stoi podobny wybór: albo Drzymała, albo niższa liga. Jest wiele powodów, dla których będziemy grali na licencji Groclinu. Jednym z nich jest to, że Canal+ przyznaje pieniądze klubom na podstawie miejsca zajętego w poprzednim sezonie. A Groclin będzie w tabeli wysoko.

Na jak długo zainwestuje pan w Śląsk?

- Prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz chce, bym przynajmniej przez pięć lat był prezesem klubu. Ale ja niczego na siłę nie będę robił i prezesem Śląska będę tak długo, jak będę miał w nim do powiedzenia tyle, ile mam w Grodzisku.

Czyli bardzo dużo?

- Nie bardzo dużo. Wszystko.

Jaką drużynę będzie pan budował we Wrocławiu?

- Pierwszy rok pójdzie na straty. Adaptacja piłkarzy Groclinu we Wrocławiu i piłkarzy dzisiejszego Śląska w nowym zespole wymaga czasu.

A jeśli zespół Groclinu wywalczy dla Śląska miejsce w pucharach?

- To będzie kłopot. Nie można wejść do gry w pucharach z zespołem, który się dopiero poznaje.

Namówi pan Adriana Sikorę na grę we Wrocławiu?

- Będę próbował, już nawet zacząłem. Wyzwaniem dla mnie jest stworzenie ze Śląska zespołu na miarę tego stadionu [prezes Drzymała pokazuje wizualizację obiektu we Wrocławiu].

Z kim na ławce trenerskiej?

- Jacek Zieliński [trener Groclinu] i Ryszard Tarasiewicz [trener Śląska] mają takie same szanse. A może trenerem będzie ktoś spoza Groclinu i Śląska.

Henryk Kasperczak?

- Nie rozmawiałem z nim na ten temat.

Ile czasu pan sobie daje na realizację tego celu?

- Trzy lata. Stadion ma być gotowy w grudniu 2010 r. Większościowy właściciel - czyli miasto Wrocław - ma być odpowiedzialny za stworzenie budżetu. Ja każdą złotówkę będę oglądał dwa razy i nie będę trwonił pieniędzy na przypadkowe transfery. Gra w czołówce ligi nie jest tania i dzisiejszy budżet Śląska będzie musiał być pomnożony przez dziesięć. Sam tych pieniędzy nie wyłożę, ale Wrocław ma taką możliwość. To bogate miasto, można tam stworzyć dużą piramidę sponsorów.

Ci, którzy mówią o Lidze Mistrzów, nie zdają sobie sprawy z tego, ile to kosztuje. Oczywiście są przykłady Artmedii Petrżałka, ale to wyjątki. Proszę spojrzeć na to, gdzie teraz są te zespoły. Każdy piłkarz, a w zasadzie jego menedżer, żąda w kontrakcie sumy odstępnego. A po promocji w Lidze Mistrzów zawodnik dostaje dziesiątki ofert i prezes nic nie może zrobić. Sposobem na to jest zaproponowanie piłkarzom takich sum, że nie będą chcieli odejść. Żeby je zaproponować, trzeba mieć budżet jak kluby europejskie.

Wrocław nie będzie miejscem, z którego piłkarze będą chcieli uciekać jak z maleńkiego Grodziska?

- To zależy wyłącznie od budżetu. W decyzji piłkarza o zmianie klubu 90 proc. to pieniądze. Opowieści o miłości do miasta czy barw klubowych to bajki i są aktualne tak długo, jak piłkarz nie ma lepszych propozycji. Ja się temu nie dziwię - piłkarz drugi raz młody nie będzie i musi w ciągu swojej kariery dużo zarobić.

Ile pan będzie dokładał do tego interesu?

- Śląsk będzie grał z logo firmy Groclin Altax. I moja spółka za to miejsce na koszulkach zapłaci.

Idzie pan do Śląska zarabiać pieniądze?

- Jeśli ktoś zarobi, to główny akcjonariusz. Ja będę akcjonariuszem mniejszościowym, więc o zarabianiu nie ma mowy. Idę do Śląska, bo lubię futbol, dobrze się w nim czuję i okazuje się, że coś w nim potrafię zrobić.

Czy zgadzasz się z argumentami Drzymały?