Pierwszy w Polsce strajk w hipermarkecie

Na prawie dwie godziny pracownicy Tesco w Tychach odeszli we wtorek od swoich stanowisk. Chcieli w ten sposób wymusić na firmie 700 zł podwyżki dla każdego. Przedstawiciele Tesco dzień wcześniej ogłosili, że strajk jest nielegalny i protestujący mogą zostać zwolnieni.
17.00 - pierwszy w Polsce strajk w hipermarkecie zakończony. Co dalej? Nie wiadomo, jakie konsekwencje poniosą strajkujący. We wtorek pracownicy tyskiego Tesco otrzymali do podpisu oświadczenia o nielegalności strajku i możliwości zwolnienia z pracy za udział w nim.

Na razie wiadomo, że w czwartek w Warszawie odbędą się planowane wcześniej rozmowy w sprawie podwyżek w sklepach Tesco. Jednocześnie związkowcy z Sierpnia '80 zapowiedzieli, że takie strajki jak dzisiejszy będą chcieli przeprowadzić we wszystkich sklepach sieci w Polsce

16.50 - protestujący pracownicy wrócili na swoje stanowiska, by - jak mówią - uporządkować je przed wznowieniem pracy o godz. 17

16.40 - ze sklepowych megafonów znów słychać reklamy "Tesco. Dla Ciebie, dla rodziny". Do końca protestu zostało 20 min, widać, że sklep znów przygotowuje się na wejście klientów. Protestujące panie kilka minut wcześniej nawoływały, by do Tychów przyjechał premier Donald Tusk. - Premier robił sobie kampanię w Tesco w Anglii, niech teraz do nas przyjedzie - mówiły.

16.25 - Dyrekcja do roboty za 500 złotych! - skandują ludzie. Niektórzy się już niecierpliwią, że nikt z szefów sklepu nie chce z nimi rozmawiać i mówią o strajku okupacyjnym.

16.10 - nie wiadomo, czy ktokolwiek z centrali Tesco w Anglii jest w Tychach, ale protestujący przez mikrofon przemawiają do szefów sieci: - Wiecie, że w Anglii płacicie 300 funtów tygodniowo, a mu dostajemy tu 160 funtów miesięcznie? Jakim prawem dzielicie nas na lepszych i gorszych - w stolicy w Tesco płacicie 1000 zł miesięcznie, na Śląsku - 800 zł?!

15.50 - w sklepie nie ma już w ogóle klientów. Ochrona wypatrywała w tłumie ludzi z koszykami i wyprowadzała ich bocznymi drzwiami. Teraz w środku są już tylko pracownicy Tesco i związkowcy Sierpnia '80. Przy okazji ci ostatni przyznają, jak planowali sparaliżować obsługiwane przez pracowników tymczasowych kasy: chcieli płacić za niewielkie zakupy "grubą" gotówką, tak by w kasach zabrakło drobnych.

15.40 - Protestujący na kilka minut zostali bez swej przywódczyni. Elżbieta Fornalczyk nagle znalazła się poza sklepem, gdzie strajkowi przyglądali się z boku jej mąż i syn. Ochrona nie chciała jej wpuścić z powrotem do środka, ale udało jej się zmylić czujność ochrony i przedostać się jednym z bocznych wejść. - Każą nam się bez przerwy uśmiechać do klientów. Jeśli chcą byśmy to robiły, niech nam za to zapłacą - przemawia już po chwili Fornalczyk.

15.30 - Pracownice przekazują sobie informacje, że na recepcji widziały jednego z członków zarządu Tesco z Anglii, który z powodu protestu miał przyjechać do Tychów. - Chodźcie do nas. Porozmawiajcie z nami! - skandują ludzie do szefów tyskiego hipermarketu.

15.20 - W sklepie są związkowcy z Sierpnia '80 z kopalni Budryk w Ornontowicach, gdzie nie tak dawno po 46 dniach protestu zakończył się strajk okupacyjny. - Wywalczyliśmy swoje, wy też wywalczycie - mówi Łabądź. Protestujących zapewnia, że górnicy są dziś z nimi jako klienci. - Hutnicy też są z wami - odkrzykuje od razu ktoś z tłumu.

15.15 - na drzwiach do hipermarketu obsługa Tesco wywiesiła kartki z informacją, że sklep będzie nieczynny do godz. 17.Wcześniej Fornalczyk wykrzykiwała do tłumu, że odbierała anonimowe telefony z pogróżkami. - Usłyszałem, że jeśli chcę chodzić po ziemi, mam skończyć ze strajkiem - mówiła.

15.10 - robi się gorąco. Protestujący zablokowali dojście do kas. Szefowa związku Elżbieta Fornalczyk przemawia do protestujących i klientów: - Chcemy godnych pieniędzy za naszą harówkę - mówi Fornalczyk.

15.00 - kierownictwo Tesco wzywa przez megafony pracowników, którzy odeszli od swych stanowisk, aby do nich wrócili i nie utrudniali klientom robienia zakupów. Po tych słowach protestujący z flagami Sierpnia '80 ustawili się wzdłuż kas.

14.55 - związkowcy podkreślają, że w sklepie jest mniej niż zwykle o tej porze osób. - Widać, że nasze ulotki podziałały. To dobrze, bo nie chcieliśmy by przez nasz protest ucierpieli klienci - mówią związkowcy.

W kasach, w które w normalny dzień nie mają obsługi, siedzą już pracownicy tymczasowi. Jak ustalili związkowcy, zatrudniono ich od godz. 12 do 19. Za godzinę pracy otrzymają po 10 zł.

14.45 - pracownicy, którzy zamierzają wziąć udział w strajku mówią, że grożono im wcześniej konsekwencjami dyscyplinarnymi. Na pytania dziennikarzy, czy się nie boją zwolnień, wzruszają ramionami.

Protestujący w Tesco w Tychach domagają się 700 zł podwyżki. To prawie tyle, ile dziś na całym etacie zarabia tu na rękę kasjerka z 7-letnim stażem (dokładnie dostaje 800 zł). Firma o takich podwyżkach oczywiście nie chce słyszeć. - Podwyżki będą, jak co roku. Od kilku do kilkudziesięciu procent, średnio16 procent - mówił nam Przemysław Skory, rzecznik Tesco Polska.

W dwugodzinnym strajku wzięło udział 130 z 380 osób zatrudnionych w hipermarkecie. Wszyscy protestujący należą do założonego w zeszłym roku związku Sierpień '80. - Nasz strajk to kamyczek, który ruszy lawinę - uważa Elżbieta Fornalczyk, jedna z organizatorek protestu, przewodnicząca Sierpnia '80 w tyskim Tesco.