Dlaczego umorzono karę dla J&S

Kara dla J&S przyniosła skutek, bo spółka wreszcie zaczęła porządnie nas traktować - mówił posłom szef Agencji Rezerw Materiałowych Józef Aleszczyk
Aleszczyk jest jednym z głównych bohaterów sprawy J&S, nad którą wczoraj debatowała sejmowa komisja gospodarki. Ale prawdziwym sprawcą zamieszania były jego zdaniem "niespójne i niejednoznaczne" przepisy. Agencja jeszcze przed wyborami nałożyła na firmę J&S 461 mln zł kary za brak dostatecznych zapasów paliw. Karę nałożono na podstawie nowej ustawy o obowiązkowych rezerwach paliw, która zmusza firmy do magazynowania zapasów na czarną godzinę.

Sprawa stała się głośna nie tylko ze względu na wysokość kary, ale także samą spółkę. J&S założyli dwaj Ukraińcy - Sławomir Smołokowski i Grzegorz Jankilewicz. Dzięki kontaktom w byłym ZSRR udało im się zdobyć kontrakty na pośrednictwo w dostawach rosyjskiej ropy do Polski, m.in. dla Orlenu. Założone na Cyprze J&S było wielokrotnie opisywane w mediach, przebąkiwano o możliwych powiązaniach firmy z rosyjskimi służbami, ale oficjalnie organy państwowe nie miały do spółki zastrzeżeń. Aż do ubiegłego roku, gdy Agencja Rezerw Materiałowych (ARM) nałożyła karę. J&S odwołał się do drugiej instancji, czyli ministra gospodarki.

Sprawę rozpatrywał już po wyborach nowy szef resortu, czyli Waldemar Pawlak. Uznał, że ARM popełniła błędy formalne, i uchylił nałożoną przez Aleszczyka karę. Wywołało to oburzenie PiS. Wczoraj wicepremier tłumaczył członkom sejmowej komisji: - Musiałem tak postąpić, bo kara została nałożona nieprawidłowo. Podjąłem decyzję po konsultacji z szefami departamentów ropy i gazu oraz departamentu prawnego w ministerstwie, którzy nie mieli wątpliwości, że J&S wygra sprawę przed sądem - mówił. - Nigdy w życiu nie rozmawiałem z nikim z przedstawicieli pracowników, akcjonariuszy czy zarządu spółki J&S ani nigdy żadna z tych osób nie przekazywała mi żadnych sugestii.

Potem motywy swego postępowania wyjaśniał Aleszczyk. - ARM i jej szef działają na podstawie aktów prawnych, których przepisy są niejednoznaczne i niespójne - narzekał. Jego zdaniem całe zamieszanie z karą dla J&S i potem jej cofnięcie przez ministra gospodarki ze względu na niejednolite przepisy wcześniej czy później musiało się zdarzyć. Szef ARM przyznał, że nałożenie kary odniosło skutek, bowiem spółka, która - jak określił - "ustawicznie posiadała braki paliw", obecnie utrzymuje zapasy na właściwym poziomie.

- To postępowanie toczyło się po to, by spółkę przywołać do porządku. I to swój skutek odniosło. Spółka zaczęła wreszcie porządnie nas traktować - argumentował Aleszczyk. Po uchyleniu pierwszej decyzji ARM wszczęła postępowanie ponownie, ma wydać nową decyzję. Co w niej będzie - tego Aleszczyk posłom ujawnić nie chciał.

Wcześniej J&S broniła się, że miała wystarczające zapasy paliw, ale nie mogła tego udowodnić, bo nie dostawała dokumentów od swych kontrahentów, m.in. PERN - operatora rurociągu tłoczącego rosyjską ropę. Zaś PERN utrzymywał, że J&S nie zaznaczył wyraźnie, jaka część ropy przeznaczona jest na rezerwę.

Posłowie PiS atakowali Pawlaka także za to, że - jak ujawniła "Rzeczpospolita" - w J&S pracują byli politycy PSL - Józef Pawlak i Zdzisław Zambrzycki. Wicepremier, choć przyznał, że ich zna, odbijał piłeczkę w stronę PiS - przypomniał, że Zdzisław Zambrzycki opuścił PSL razem z Januszem Wojciechowskim, który z kolei przed wyborami w 2007 r. jako przedstawiciel PSL-Piast podpisał porozumienie z PiS. - To teraz wasi koledzy - mówił Pawlak do posłów PiS.

Szef komisji gospodarki Wojciech Jasiński obiecał, że komisja będzie się przyglądać tej sprawie. Na razie i koalicja, i opozycja zgodziły się, że niespójne i niejednoznaczne przepisy trzeba poprawić.