Co czeka polskie firmy internetowe na Wschodzie?

Polskie firmy internetowe ruszyły zdobywać przyczółki na rynkach wschodnich, zanim tamtejszy biznes internetowy rozpędzi się na dobre. Co je tam czeka?
Na ekspansję w Europie Zachodniej naszych firm jeszcze nie stać. Możliwy kierunek jest więc tylko jeden - Europa Środkowo-Wschodnia - mówi Jarosław Sobolewski, dyrektor IAB Polska, organizacji branżowej skupiającej firmy internetowe. - Najwięksi światowi gracze nie traktują rynków wschodnich jeszcze zbyt poważnie. Polski internet jest już nasycony różnymi projektami, więc nasze firmy chcą wykorzystać swoje doświadczenia na rynkach, które dopiero się rozwijają - ciągnie Sobolewski.

Wschodnie klony polskich klonów

W grudniu zeszłego roku zarząd południowoafrykańskiego koncernu medialnego Naspers wyjaśniał akcjonariuszom zamiar bardzo kosztownego (za prawie 2 mld dol.) przejęcia firmy Tradus, właściciela polskiego serwisu aukcyjnego Allegro.pl oraz podobnych serwisów m.in. w Rosji (Molotok.ru), na Ukrainie (Aukro.com.ua) czy w Rumunii (Aukro.ro). - Rynki internetowe Europy Wschodniej gwałtownie rosną, a dzięki tej transakcji będziemy na nich obecni i będziemy z tego wzrostu korzystać - mówi menedżerowie Naspersa (który już rok temu kupił za 165 mln dol. 30 proc. akcji popularnego w Rosji serwisu Mail.ru, a w Polsce przejął także Gadu-Gadu).

Podobny plan ma coraz więcej rodzimych firm internetowych. Niemal na wszystkich rynkach wschodniej i południowo-wschodniej Europy zainwestowała m.in warszawska firma badań internetowych Gemius. Oddziały w krajach bałtyckich oraz na Ukrainie otworzyła sieć e-reklamy Ad.Net. Nieco ponad rok temu grupa Pracuj.pl kupiła na Ukrainie za 2,75 mln dol. większościowy pakiet akcji popularnego serwisu rekrutacyjnego Rabota.ua (zatrudnia dziś blisko 50 osób). Inwestycja warszawskiej spółki była jedną z największych transakcji na e-rynku w tym kraju, również na Ukrainie w połowie ub.r. Gadu-Gadu uruchomiło komunikator internetowy Balaczka oraz serwis społecznościowy MojePokolinnia.

Kolejne informacje o inwestycjach na Wschodzie sypnęły się w ostatnich tygodniach. Należąca do giełdowej Internet Group spółka Prv.pl odpaliła niedawno klony swego serwisu wideo Patrz.pl (to z kolei klon YouTube) na Litwie i w Estonii (Vaizdelis.lt i Pilk.ee) oraz litewski serwis tzw. dziennikarstwa obywatelskiego Atvirai.lt. Agora (wydawca "Gazety Wyborczej" i portalu Gazeta.pl) uruchomiła Blox.com.ua - ukraińską wersję swego serwisu blogowego Blox.pl. Nieznana wcześniej warszawska spółka Fru.pl, której serwis sprzedaży biletów lotniczych ruszył niedawno w Polsce, zapowiada rychłe stworzenie bliźniaczych stron w Rosji i na Ukrainie. Firma dostała na te plany potężny (4 mln zł) zastrzyk kapitału z polsko-amerykańskiego funduszu Tar Heel Capital.

- Myślę, że odpowiednio wczesne wejście i zajęcie dobrych pozycji może być opłacalne w perspektywie kilku lat, kiedy rynki internetowe na Wschodzie zbliżą się dojrzałością do naszego - uważa Jarosław Sobolewski z IAB Polska.

Ale polski marsz na Wschód wcale nie musi być łatwy i przyjemny.

Runet, czyli inny świat

Za bardzo trudny rynek uchodzi szczególnie Rosja. - Rosjanie nie mówią o internecie rosyjskim inaczej jak Runet. To zupełnie inny świat niż jakikolwiek inny internetowy rynek w Europie i niesłychanie trudne miejsce do inwestowania - mówi Filip Pieczyński z Gemiusa (firma ma oddział w Moskwie). - Jest to rynek konkurencyjny, zaawansowany technologicznie, na którym dominują technologie lokalne. Największa rosyjska wyszukiwarka - Yandex - z powodzeniem konkuruje ze światowym hegemonem Google - mówi Pieczyński.

- Rosjanie lubią używać tego, co jest albo rosyjskie, albo amerykańskie. Wizerunek produktów i usług z Europy Wschodniej, szczególnie Polski, jest tam bardzo słaby. Barierą jest też ubóstwo społeczeństwa. W bogatej Moskwie czy Petersburgu internet ma ok. 50 proc. mieszkańców, ale w olbrzymiej części Rosji sieć w ogóle jest niedostępna albo ludzi nie stać na komputery - dodaje menedżer Gemiusa.

Czy polskie firmy mają tam jakąkolwiek przewagę konkurencyjną? - Żadnej - nie pozostawia złudzeń Mariya Rubanovskaya, analityk Merrill Lynch. - Modele biznesowe w Polsce prawie nie różnią się od modeli zachodnich. Bliskość kulturowa w tym wypadku nie ma żadnego znaczenia. Zachodnie firmy w Rosji i tak rekrutują lokalnych specjalistów. Jednak nawet dla Zachodu rosyjski rynek okazał się trudny, o czym przekonał się choćby Google - mówi Rubanovskaya.

Julia Udowienko z agencji reklamowej MindShare Interactive w Moskwie: - na przykład aukcje internetowe w Rosji praktycznie stoją w miejscu. Ludzie wciąż są podejrzliwi i nie mają zaufania do e-handlu. Jeśli umawiają się z kimś na odbiór towaru i zapłatę, to boją się, że spotkają się ze złodziejem albo bandytą. Internet w Rosji wciąż służy przede wszystkim do rozrywki i komunikacji. Płatności internetowe dopiero zaczynają się rozwijać, banki prowadzą pierwsze kampanie edukacyjne, a linie lotnicze uruchomiły bilety elektroniczne dopiero w zeszłym roku.

Doświadczenia Gemiusa? - Potrzeba nam było dużo czasu, aby lokalnych graczy przekonać, ze jesteśmy poważną, stabilną i, co szczególnie ważne, niezależną firmą - mówi Pieczynski. - W Rosji najlepiej poszukać lokalnego partnera. Albo wejść na inny rynek. Na pewno znacznie łatwiej robić biznes w krajach bałtyckich.

Bałtyckie liliputy

Zdaniem naszych rozmówców rynki bałtyckie, zwłaszcza Estonia, to paradoks. Z jednej strony - wielka popularność internetu i jego wykorzystanie w codziennym życiu. Estonia to jeden z flagowych przykładów udanej informatyzacji państwa i społeczeństwa. - Jednak zaskakuje małe zaawansowanie lokalnych firm zajmujących się tworzeniem witryn. Nie chodzi o ich kompetencje techniczne, ale o nieumiejętność wykorzystania koniunktury na usługi internetowe - mówi Michał Sadowski z Patrz.pl (Internet Group). - Wydawałoby się, że w krajach, w których dostęp do sieci ma ponad połowa populacji, a z urzędem skarbowym można się rozliczać przez internet, od dawna będą funkcjonowały lokalne odpowiedniki światowych potęg takich jak Facebook czy Youtube. Jest jednak inaczej. Nie istnieje tam lokalny komunikator, a główne portale internetowe mocno odbiegają od światowej czołówki - mówi Sadowski.

Być może dlatego jego firmie nieźle udał się niedawny debiut wcielenia Patrz.pl na Litwie - serwis Vaizdelis.lt w grudniu był już na 17. miejscu w rankingu najpopularniejszych witryn w tym kraju (w przypadku Litwy oznacza to 220 tys. użytkowników miesięcznie). - Serwery znajdują się na Litwie, dzięki czemu strona działa tam dużo szybciej niż np YouTube, którego serwery są w USA - mówi Sadowski. Gorzej wychodzą podchody Internet Group w Estonii - tamtejszy Pilk.ee nie dostał się jak dotąd nawet do pierwszej trzydziestki.

Także zdaniem Filipa Pieczyńskiego lokalne firmy w krajach bałtyckich stosują często anachroniczne technologie i modele biznesowe, np. jeśli chodzi o serwowanie reklam czy modele rozliczeń z reklamodawcami. - Szczególnie negatywnie pod tym względem zaskakuje Estonia. Jednak kraje bałtyckie od dwóch lat przeżywają olbrzymi wzrost wydatków na reklamę internetową. Z pewnością duzi gracze mogą tam doskonale zarabiać, oczywiście jak na warunki bałtyckie, gdzie rynek reklamy jest jednak bardzo mały w porównaniu z dużymi krajami - mówi menedżer Gemiusa. - Boom przeżywają strony typu social networking takie jak One.lt, Draugiem.lv czy Rate.ee, które same rozpoczynają ekspansję na rynki środkowej Europy. Na pewno teraz jest doskonały moment na wchodzenie z nowym biznesem w krajach bałtyckich, jeśli, rzecz jasna, ma się na to dobry pomysł - uważa nasz rozmówca.

Noga w drzwi na Ukrainie

Ukraina to znacznie większy rynek niż kraje bałtyckie i mniej skomplikowany niż Rosja. - Rynek internetowy na Ukrainie jest trzy-cztery lata za Polską. Niestety, tylko kilkanaście procent Ukraińców ma dostęp do internetu. To wynika z niskiej zamożności społeczeństwa. Nie chodzi nawet o cenę dostępu do sieci, po prostu Ukraińców często nie stać na zakup komputerów - mówi Filip Pieczyński. - Ale ten rynek się rozwija już wyraźnie i w coraz większym tempie - dodaje.

Na ten rozwój - szczególnie na eksplozję popularności blogosfery - liczy internetowy pion Agory, który uruchomił tam właśnie Bloksa. - W 2007 r. oglądalność ukraińskich serwisów blogowych wzrosła o 60-70 proc. Według danych magazynu "Internet UA" użytkownicy na Ukrainie stworzyli w minionym roku 125 tys. blogów tylko na najważniejszych serwisach blogowych. Latem tego roku ma ich być 200 tys. - mówi Tomasz Józefacki, szef Gazeta.pl.

Inwestycje m.in. na Wschodzie były jednym z głównych celów Gadu-Gadu, gdy spółka wchodziła rok temu na giełdę. Za pieniądze inwestorów komunikator obiecywał powtórkę polskiego sukcesu na innych rynkach, pod nowymi markami, z usługami dopasowanymi pod lokalną specyfikę. Na Ukrainie próbuje od ponad pół roku. - Wiążemy z tym rynkiem duże nadzieje i plany - mówi rzecznik spółki Jarosław Rybus. Nie chce się jednak pochwalić żadnymi danymi o tym, jak przyjęli polski komunikator ukraińscy internauci.

- Balaczka? Tak, wiem, że to komunikator polskiej firmy ale odkąd ogłoszono jego start nic więcej już o nim nie usłyszałem - mówi Ukrainiec Piotr Błocki, dyrektor generalny kijowskiej firmy Imena.ua (broker domen). Podobnie wypowiada się o większości innych polskich inwestorów. Błocki kojarzy głównie inwestycję Pracuj.pl, jako dużą transakcję, która pomogła unowocześnić anachroniczny wcześniej serwis Rabota.ua.

Polscy inwestorzy internetowi na Ukrainie mają już na koncie pierwsze porażki. Z tego rynku wycofała się np. sieć reklamowa ClickAd, która jesienią 2006 r. otworzyła tam swoją filię (zaczęła od ukraińskiej kampanii e-reklamowej dla firmy Koło). Dlaczego spasowała? Szefowie ClickAdu nie odpowiedzieli na nasze pytanie.

Zdaniem szefa Imena.ua walka o ukraiński rynek będzie trudna także dla Agory i Gadu-Gadu. - Blogi i komunikatory to serwisy dla których lokalność nie ma większego znaczenia. Najpopularniejszym serwisem blogowym na Ukrainie i w Rosji jest amerykański LiveJournal i osłabienie jego pozycji wydaje się niemożliwe. W powszechnym użyciu jest komunikator ICQ, który ma już potężną bazę klientów - mówi Błocki. - Każdy nowy konkurent będzie więc musiał zaoferować ludziom jakieś nowe atrakcyjne usługi. Pytanie, czy to potrafi. Jeśli tak, to ważny jest jeszcze start we właściwym czasie oraz lokalny partner dbający o bezpieczeństwo inwestycji.

Pieczyński: - Teraz jest świetny moment aby inwestować na Ukrainie i zbudować sobie mocną pozycję na przyszłość. Weszło tam już wiele rosyjskich firm internetowych. Z tym że mimo olbrzymiego potencjału Ukraina z pewnością nie jest rynkiem, na którym można zarobić szybko. I trzeba się przygotować na problemy biurokratyczne.

Jak plany wschodnich inwestycji polskich firm oceniają analitycy giełdowi? - Przeważnie nie są to duże ruchy. Raczej próba włożenia nogi między drzwi i zaistnienia na nowych rynkach, które mają niezłe perspektywy, ale też duże bariery - mówi Andrzej Szymański, analityk BZ WBK. - Z punktu widzenia polskich inwestorów ma to neutralne skutki. Na kurs giełdowy tych firm na razie jeszcze nie wpływa.