W Tesco zakładają związek zawodowy

Pracownicy Tesco nie chcą dłużej zarabiać 400 zł miesięcznie. Domagają się podwyżek i poprawy warunków pracy. W tym celu założyli związek zawodowy


Częstochowski hipermarket przy ul. Drogowców zatrudnia około 450 stałych pracowników - na cały, trzy czwarte i pół etatu. Pensje szeregowej załogi wahają się od 400 do 800 zł na rękę.

- Od początku istnienia sklepu, czyli już blisko dziewięć lat, pracujemy bez podwyżek. Nasze wynagrodzenia wzrastają jedynie o wskaźnik inflacji - opowiada Iwona Mandat. Jest jednym z tych pracowników, którzy tworzyli częstochowskie Tesco. W grudniu założyła związek zawodowy: OPZZ Konfederacja Pracy.

- Próbowaliśmy rozmawiać z pracodawcą o tym, co nas boli - mówi przewodnicząca. - Spotkania nie przyniosły rezultatów. Pomyślałam wtedy, że nie traktuje nas poważnie i trzeba się zrzeszyć.

Niemal natychmiast w szeregi Konfederacji Pracy wstąpiło ponad 200 pracowników. Wśród nich byli członkowie zakładowej Solidarności, która zdaniem Iwony Mandat jest organizacją fasadową: - Działa na rzecz pracodawcy, a nie pracownika - mówi przewodnicząca.

Konfederacja Pracy jest trzecim związkiem zawodowym w sieci Tesco. Prawie we wszystkich sklepach działa Solidarność, która skupia około tysiąca członków, a na północy kraju - związek branżowy.

- Jesteśmy jednak pierwszym założonym przez załogę związkiem zawodowym w sieci Tesco - tłumaczy założycielka.

Michał Lewandowski, członek zarządu krajowego Konfederacji Pracy, wyjaśnia, że związek stosuje nieco inne metody niż Solidarność: - Nie mamy zwyczaju podpisywać porozumień z pracodawcą.

Faktycznie, zakładowa Solidarność podpisała z władzami Tesco porozumienie o współpracy. - Początkowo obowiązywało dwa lata - mówi Przemysław Skory, rzecznik Tesco. - Kiedy stwierdziliśmy, że współpraca się układa, przedłużyliśmy ją na czas nieokreślony.

Konfederacja Pracy żąda podwyżek płacy o 600 zł netto dla każdego, kto przepracował więcej niż trzy miesiące. Poza tym domaga się wypłacenia dodatków za noce i niedziele oraz dodatku stażowego.

- Nie może być tak, że osoba, która pracuje w sklepie kilka lat, dostaje tyle samo co nowy pracownik - mówi przewodnicząca.

Związek postuluje również o renegocjację umowy z firmą ubezpieczeniową.

- Kiedy pracodawca zaproponował zmianę ubezpieczyciela, pracownicy się zgodzili - opowiada Mandat. - Nikt nam jednak nie powiedział, że po przejściu na emeryturę nie będziemy mogli kontynuować ubezpieczenia indywidualnie. To dla nas ogromnie istotna sprawa.

Konfederacja Pracy chce także zmienić zasady zaopatrzenia. Do niedawna towar przychodził do hipermarketu z poszczególnych firm. Teraz płynie z centralnego magazyny Tesco. - Nigdy nie wiemy, co jest w dostawie. Przykładowo kieliszki są pomieszane z chemią lub artykułami spożywczymi. Rozładunek wymaga więcej czasu i ludzi. Jest sporo strat, za które sklep odpowiada finansowo, a to się odbija na nas - mówi przewodnicząca związku.

Pracownicy żądają też zwiększenia uprawnień dyrektora w zakresie ustalania wynagrodzeń.

- Nasze postulaty wcale nie uderzają w sklep. Nie chcemy niszczyć czegoś, co sami zbudowaliśmy. Pensje adekwatne do ciężkiej pracy to motywacja do dalszych starań. Warunki pracy w firmie są coraz gorsze, co odczuwają klienci. Niestety, często wyładowują swoje zdenerwowanie na nas - opowiada Mandat.

Twierdzi, że najbardziej cierpią kasjerki, które pracują w najgorszych warunkach. Przykładowo wyjścia do toalety odlicza im się od przysługującej przerwy. - Każde wyjście trzeba zgłosić. W momencie zgłoszenia zaczyna się odliczanie czasu. Klienci często denerwują się, że kasjerka nie chce udzielić informacji i ucieka przed nimi. A ona po prostu spieszy się, by jak najszybciej wrócić do kasy - tłumaczy przewodnicząca związku.

Pracownicy sklepu skarżą się, że w nocy muszą pracować przy częściowo wyłączonym oświetleniu i bez ogrzewania. Grafiki pracy ustala się w ostatniej chwili i nie można nic zaplanować. Szczególnie uciążliwe to jest dla pracowników spoza miasta. Pracodawca często ustala czas pracy na pięć godzin i trzy kwadranse, by pracownik nie mógł skorzystać z przerwy - przepisy dają prawo do tego powyżej sześciu godzin.

- Nie mają dla nas szacunku. Szefowie nazywają nas pogardliwie "koszulami" i "podłogowymi". Jest nam bardzo przykro - mówi Mandat. Na odpowiedź w sprawie żądań czeka miesiąc.

Solidarność przyjmuje wieści o nowym związku z rezerwą. - To dobrze, że pracownicy mają potrzebę działania i zrzeszania się w związku - mówi Robert Gonera z regionalnej Solidarności. - Muszą jednak zdać sobie sprawę z tego, że struktura hipermarketu utrudni im działanie. Tesco w całym kraju działa jako jeden zakład. Żeby zostać związkiem reprezentatywnym, z którym pracodawcy ustalają na przykład regulamin wynagradzania, Konfederacja Pracy musiałaby skupić 10 proc. załogi. Ale nie częstochowskiego sklepu tylko, całej sieci, a to ponad 25 tys. pracowników.